Rozmawiamy: Ustawa o "jednolitej cenie książki"

(źródło)
Ostatnio natrafiłam na wpis o ustawie dotyczącej "jednolitej ceny książek". Poszperałam, poczytałam i zahaczyłam o wiele ciekawych artykułów. Lubicie różnego rodzaju przeceny na stronach internetowych, rabaty, promocje? Jeśli tak, to z wejściem tej ustawy będziecie mogli się z nimi pożegnać, gdyż zgodnie z nią przez okres 18 miesięcy od wydania, cena książki ma nie schodzić z ceny na okładce. Dla mnie i jak sądzę dla osób, które kochają czytać to wcale nie jest zabawne.

Według mnie książki w Polsce są i tak już za drogie. Ostatnio byłam w empiku i cała trylogia Igrzysk Śmierci w zbiorowym wydaniu kosztowała ok. 90 złoty. Rozumiecie to, prawie 100 złoty! Tak samo, jestem bardzo ciekawa książki "Przerwana lekcja muzyki", ale gdy szukałam jej w internecie znalazłam tylko oferty powyżej 100 złotych i to książki, która nie ma nawet 200 stron. Dla mnie to już po prostu śmieszne, zwłaszcza w związku z ostatnimi danymi, z których wynika, że 60% polskiego społeczeństwa nie przeczytało w zeszłym roku ani jednej książki.

Oczywiście, są egzemplarze recenzenckie i autorzy, którzy przysyłają książki blogerom. Ale co jeśli nie prowadzisz bloga? Co jeśli nie masz takich możliwości, żeby dostawać nowości od wydawnictw? Lubię czasami sama kupić sobie książkę i nie martwić się o termin, kiedy zamieszczę jej recenzję. Zazwyczaj kupuję na stronach internetowych, gdzie książki są oczywiście tańsze, bo, po co przepłacać w Empiku, jeśli możemy kupić książkę taniej, a to, co zaoszczędzimy przeznaczyć na zakup kolejnej książki.

Są również biblioteki, ale nie oszukujmy się. Dofinansowanie dla bibliotek jest niskie i nie często możemy tam znaleźć nowości wydawnicze. Przynajmniej w mojej bibliotece nowości pojawiają się bardzo rzadko. Poza tym ilość egzemplarzy dostępnych w bibliotece jest ograniczona. Wiele osób zamawia książki z wyprzedzeniem, a potem przetrzymuje je kilka miesięcy. Wynika z tego, że książkę przeczytamy dopiero oczywiście, jeśli dopisze nam szczęście pół roku po jej premierze. W mojej bibliotece jest taka możliwość zamówić książkę i czekać na nią w kolejce, a w wypadku jednej książki przez pół roku czekałam, jako pierwsza w kolejce.

Zgodnie z tą ustawą, która jeszcze nie weszła w życie przez 18 miesięcy od daty premiery danej pozycji, na książkę nie będzie żadnych przecen ani rabatów. Ustawa, jak utrzymuje PIK( Polska Izba Książki) ma chronić przed zawyżaniem cen i sprawić, że książki będą tańsze. Ich zdaniem zyskają na tym nie tylko wydawnictwa, księgarze, autorzy, ale i czytelnicy! Ja mam wręcz przeciwne zdanie. Uważam, że ta ustawa jest niepotrzebna i bezcelowa, zamiast zwiększyć procent sprzedaży, odniosą zapewne odwrotny skutek, a procent sprzedaży nowych tytułów, jak przewiduję spadnie. Bo, skoro na nowe książki ma nie być przecen, jak sądzę czytelnicy zaczną nadrabiać książkowe zaległości i skupią się na kupnie starszych pozycji, które będą objęte rabatem. To będzie zapewne spory cios również dla młodych i początkujących autorów. Wydawnictwa będą się obawiały, że książki nieznanych wcześniej autorów nie sprzedadzą się, a przyniosą straty.

To nonsens sądzić, że ustawa poprawi czytelnictwo w Polsce. Są ludzie, których po prostu nie stać na wydanie na książkę 40 złotych. Takie osoby zaopatrują się w nie w różnych dyskontach i księgarniach internetowych, gdzie ceny są oczywiście niższe, a jaki będzie ich sens, gdy ustawa wejdzie w życie? Ceny są tam obniżone, nawet na nowości i nie mogą one dać ceny równej tej okładkowej, ponieważ dochodzą do tego jeszcze ceny wysyłki. Wychodzi na to, że po wejściu ustawy książki będą tam droższe, nie licząc oczywiście starszych tytułów.


Uważam tą ustawę za niepotrzebne zamieszanie i dodatkowy problem, ale jestem bardzo ciekawa Waszego zdania. Zostawiam Wam kilka linków, gdzie będziecie mogli zapoznać się również ze zdaniem innych osób, a nie tylko moim oraz kilku artykułów odnośnie ustawy.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zatracona w słowach © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka