Przyjęty przez ciernie


Jorg nie od zawsze był Księciem Cierni, zabójczym i zepsutym do cna przywódcą bandy rzezimieszków, lubujących się w napadach i rabunkach. Niegdyś jako królewski syn wiódł życie pełne przywilejów, przygotowując się do objęcia tronu. Wszystko zmieniło się pewnej deszczowej i ciemnej nocy, podczas której ciernie przyjęły go i uchroniły przed śmiercią. Teraz światem rządzi chaos, a najgorsze koszmary okazuję się rzeczywistością. Chłopak decyduje się na powrót do zamku ojca, by odzyskać swoją pozycję. W murach, gdzie spędził dzieciństwo, książę musi zmierzyć się z cieniami przeszłości, ale również wyzwaniami stojącymi na krętej ścieżce zemsty, którą obrał.

Początek książki był dla mnie lekkim zaskoczeniem. Autor pomija zbędne wstępy, od razu wprowadzając czytelnika w brutalny świat i przedstawioną w książce rzeczywistość. Zazwyczaj czytelnik zawsze ma małe bądź duże problemy przed rozpoczęciem przygody z każdą nową trylogią z gatunku high fantasy, w której autor wykreował swój własny świat. W przypadku Księcia Cierni nie miałam jednak takiego problemu. Nie potrzeba było dużo czasu, ani zbyt wiele uwagi, żeby zrozumieć zasady, jakimi rządzi się Rozbite Imperium.

Jorg jest bohaterem, któremu daleko do ideału. Od początku wiadomo, że miał on wzbudzić w czytelniku antypatię i tu akurat autor osiągnął swój cel. Zdziwił mnie jednak młody wiek bohatera, który nie ukończył nawet szesnastu lat. Dopóki nie pojawiło się zdanie zdradzające młody wiek bohatera, który na początku lektury liczył sobie zaledwie trzynaście lat, bez wahania oceniłabym go na co najmniej siedemnaście. Pokazuje to jak pod wpływem trudnej sytuacji, trzeba w krótkim czasie dojrzeć i przystosować się do realiów otaczającego świata.

Cała książka jest napisana prostym językiem. Zdania są przeważnie krótkie, a słownictwo niezbyt bogate. Sądzę, że taki był właśnie zamysł autora, który chciał jak najlepiej oddać klimat i realia świata, w którym osadzona jest akcja książki. Nieraz jednak miałam wrażenie, że wszystko było pisane w pośpiechu, dlatego często występują niespójności, a cała historia wydaje się niedopracowana.

Książę Ancrath zdecydowanie gra w całej powieści pierwsze skrzypce. Mamy tu do czynienia z narracją pierwszoosobową, która opisuje nie tylko obecne wydarzenia, ponieważ mamy tu zastosowany zabieg, a mianowicie cofamy się w czasie, by poznać przeszłość Jorga, którego życiem w bardzo młodym wieku zawładnęła zemsta. Wszystko nie prezentuje się zbyt oryginalnie, niemniej podobało mi się osadzenie w głównej roli antybohatera, co nie jest częstym zabiegiem w literaturze, jednak staje się coraz bardziej popularne.

Książę Cierni nie okazał się do końca lekturą, jakiej oczekiwałam. Nie piszę, że była to zła książka, niemniej jednak mam wrażenie, że autor miał dobry pomysł, ale poległ na jego wykonaniu. Nieraz irytowałam się i denerwowałam podczas lektury, co przyćmiewało jej nieliczne zalety. Nie należę jednak do osób, które łatwo się poddają, dlatego chętnie sięgnę po kolejne tomy tej trylogii, by przekonać się, czy nastąpi postęp, na co mam nadzieje albo wręcz przeciwnie.
  
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zatracona w słowach © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka