Książę Chaosu

Merle Corey to młody i czarujący programista. Jego życie z pozoru jest całkiem normalne i spokojnie. Jest tylko jeden mały wyjątek, gdyż 30 kwietnia każdego roku ktoś próbuje pozbawić go życia. Po kolejnym zamachu odkrywa jednak, że jego była dziewczyna została zamordowana. Wszystko to wiąże się z pochodzeniem głównego bohaterka, który tak naprawdę nazywa się Merlin i jest synem księcia Amberu Corwina. Zostaje przez to wplątany w dworskie intrygi i wbrew samemu sobie staje do walki o władzę.

Pierwszy tom Kronik Amberu oczarował mnie i bez reszty wciągnął w wykreowany przez autora świat. Nie miałam więc wątpliwości, że sięgnę po jego kontynuację. Drugi tom Kronik Amberu zawiera w sobie pięć kolejnych ksiąg, które kontynuują wątki zawiązane w pierwszym tomie. Głównym bohaterem nie jest już jednak Corwin, a jego syn Merlin. W skład jego kronik wchodzą: Atuty Zguby, Krew Amberu, Znak Chaosu, Rycerz Cieni, Książę Chaosu. Razem z pierwszym tomem stanowią spójną i w pewnym sensie zamkniętą całość.

Autor świetnie poradził sobie z ogromną liczbą bohaterów, gdyż żaden z nich nie jest płaski i pozbawiony osobowości. Każda postać jest inna, posiada swoje unikalne cechy, które wyróżniają ją z tłumu. Najlepiej przedstawiona jest jednak postać Merlina, gdyż to jego oczami obserwujemy opisane w książce wydarzenia. Podobnie jak Corwin główny bohater szybko zyskał moją sympatię. Jego historia jest wielowątkowa i pełna zaskakujących zwrotów akcji. Merlin tak jak Corwin wędruje przez różne rzeczywistości, co odkrywa przed nami kolejne tajemnice świata stworzonego przez Rogera Zelaznego. Autor razem z nim zabiera nas w kolejną podróż pełną wrażeń i wielu dziwnych sytuacji, która ukazuje pokłady jego nieograniczonej wyobraźni.

W tym tomie nie zabrakło również specyficznego stylu autora. Książka wymaga od czytelnika pełnego skupienia, gdyż świat w niej przedstawiony jest niezwykle złożony i wielowymiarowy. Zelazny kreuje go z niesamowitą dbałością o szczegóły i choć nie brak tu obszernych opisów, to nie są one jednak monotonne ani nużące, a wręcz plastyczne, przez co łatwo przemawiają do czytelnika. Autor nie używa banalnego języka, wszystko w książce jest przemyślane, nawet dialogi przedstawione w książce są dostosowane do poszczególnych sytuacji.

Drugi tom Kronik Amberu podobnie jak pierwszy tom został pięknie wydany. Książka ma twardą okładkę z obwolutą, na niej natomiast znajduje się przyjemna dla oka grafika. Ma ona nieco większy rozmiar niż standardowa książka, jednak w żadnym wypadku nie przeszkadza to w czytaniu. Drugi tom Kronik Amberu na pewno nie należy do najcieńszych lektur, gdyż ma ponad siedemset stron. Wciąga jednak już od samego początku i już po kilku dniach z dziwieniem witasz koniec tej historii, która do schematycznych na pewno nie należy.

Drugi tom Kronik Amberu to bardzo dobra kontynuacja, która zdecydowanie utrzymuje wysoki poziom. Pozwoliła mi ona ponownie wkroczyć do świata wykreowanego przez Rogera Zelaznego, który zachwyca i potrafi zadziwić. Choć rozmiar książki może niektórych od niej odstraszyć, to jednak zapewniam, że naprawdę warto poświęcić na nią trochę czasu, bo na pewno nie zostanie on stracony. Uważam, że fanów autora nie trzeba zachęcić do powrotu do tego świata, a osoby, które nie miały jeszcze okazji rozpocząć przygody z Amberem, gorąco do tego zachęcam, bo na pewno nie pożałujecie.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka
Zobacz więcej >

Kosmos jest wielki, gigantyczny i szalenie olbrzymi

Arthur Dent nie lubi czwartków i nie ma się, co mu dziwić, gdyż właśnie dowiedział się od swojego najlepszego przyjaciela Forda, który swoją drogą jest kosmitą, że za kilka minut Ziemia ulegnie zniszczeniu, gdyż w jej miejscu planowana jest budowa międzygalaktycznej autostrady. Ford dosłownie w ostatniej chwili ratuje przyjaciela i razem z nim wyrusza w podróż po Galaktyce, podczas której Arthur spróbuje rozwiązać największą zagadkę kosmosu i odkryć sens życia.

Czy znajdzie się jeszcze ktoś, kto nie słyszał o dziele Douglasa Adamsa pod tytułem Autostopem przez Galaktykę? To już klasyk literatury science fiction, o którym nie tylko wiele się naczytałam, ale i nasłuchałam. Jest to pierwsza część pięciotomowego cyklu o międzygalaktycznych przygodach, która zyskała rzesze fanów na całym świecie. Wiedziona własną ciekawością postanowiłam w końcu się przełamać i sięgnąć po wznowienie tej powieści w nowym przekładzie Pawła Wieczorka.

W książce pojawia się grono bardzo ciekawych i niesztampowych bohaterów, jednak autor nie skupia się na ich kreacji. Postacie wykreowane przez Douglasa Adamsa są w znacznej mierze płascy, gdyż nie posiadamy wielu informacji na ich temat i zazwyczaj przebywamy z nimi w tylko w opisanych sytuacjach, a ich uczucia i przemyślenia również pozostają poza naszym zasięgiem. Uważam jednak, że taki był właśnie zamysł autora, gdyż to nie bohaterowie są najważniejsi, a fabuła i humor, którym jest przesiąknięta ta powieść. Niejednokrotnie wybuchałam śmiechem podczas lektury i nie mogłam wyjść z podziwu dla autora, który z łatwością tworzył kolejne światy, bawił się słowami, a jego wyobraźnia nie znała granic. Podczas lektury Autostopem przez Galaktykę na nic zda się racjonalne myślenie, gdyż ta książka to jedna wielka jazda bez trzymanki, pełna przygód, nietypowych bohaterów, rozmyślań filozoficznych i sytuacji, w których absurd goni absurd.

Wydawnictwo Zysk i S-ka wydaje coraz piękniejsze książki i również w przypadku Autostopem przez Galaktykę wykonało kawał dobrej roboty. Książka ma twardą okładkę z obwolutą, która pięknie się prezentuje. Do tego bardzo dużym zaskoczeniem były dla mnie rysunki Janusza Kapusty, które skrywają się na kartach książki i dosłownie skradły moje serce.

Autostopem przez Galaktykę to niezwykła powieść, która zmusza czytelnika do myślenia, do odrzucenia zbyt głębokiego analizowania wszystkiego i patrzenia na świat tylko racjonalnym spojrzeniem. Uczy nas również przyjmowania do wiadomości rzeczy absurdalnych, w które momentami ciężko nam wierzyć. Nie spodziewałam się, że ta książka wywrze na mnie takie wrażenie. Miałam zamiar sięgnąć po pierwszy tom w celu poznania światowego fenomenu, jednak teraz wiem, że na pewno nie odpuszczę sobie kolejnych tomów tej serii. Jestem przekonana, że nie każdemu przypadnie ona do gustu, jednak zachęcam do jej lektury fanów literatury z gatunku science fiction i osoby, które nadal wahają się, czy po nią sięgnąć, bo naprawdę warto się przełamać i wkroczyć w wykreowany przez Douglasa Adamsa świat. 


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka
Zobacz więcej >

Myśl o mnie, kiedy pada deszcz

Życie Kate Alexander zmieniło się jednej tragicznej nocy, kiedy deszcz bębnił o parapet. Dziewczyna, która zawsze była radosna, miała wielu przyjaciół, dobrze się uczyła, nagle stała się zalękniona, wycofana, jej oceny się pogorszyły, a znajomi się od niej odwrócili. Pozostał jedynie Beau – jej najlepszy przyjaciel, chłopak, którego kochała całe życie, któremu jednak pozwoliła odejść. Beau wyjechał na studia. Kate postanowiła zostać. Pewnego dnia do miasta zawitał Asher Hunt. Niepozorny chłopak krok po kroku zaczął coraz bardziej zbliżać się do Kate. Wyciągnął do niej pomocną dłoń. Kiedy dziewczyna myślała, że zaczęła na nowo stanowić całość, tajemnica skrywana przez Ashera może na nowo rozbić ją w kawałki.

Przed przeczytaniem Kiedy pada deszcz cały czas natykałam się na pozytywne opinie o tej książce. Ostatnio miałam okazję czytać mnie pochwalną recenzję, nie była ona jednak negatywna, a neutralna. Dlatego właśnie byłam tak bardzo ciekawa tej książki i miałam nadzieję, że wywrze na mnie równie wielkie wrażenia, jak Promyczek, którego pokochałam całkiem niedawno. Niestety jednak okazało się, że historia Kate Alexander w przeciwieństwie do opowieści o Kate Sedgwick nie zachwyciła mnie tak bardzo, jak się tego spodziewałam.

Kate stała się ofiarą bardzo traumatycznego wydarzenia, którym z nikim się nie podzieliła. Została skrzywdzona i choć uważam, że powinna o tym powiedzieć choćby najbliższym, którzy by jej pomogli, to jednak zważywszy na okoliczności, w jakich się znalazła, jestem w stanie zaakceptować jej decyzję, ponieważ miała powody, aby myśleć tak, a nie inaczej. Tłumiła w sobie uczucia przez dwa lata, nikogo do siebie nie dopuszczała, a tu nagle pojawia się Asher i wszystko nagle zaczyna się układać.

Bardzo nie przypadło mi do gustu, że relacja Kate i Ashera tak szybko się rozwinęła. Przecież dziewczyna nie zbliżała się do innych przez dwa lata, odepchnęła nawet najlepszego przyjaciela, którego kochała od dziecka, ale prawie od razu zaufała i zapałała uczuciem do obcego chłopaka, o którym nic nie wiedziała. Nie jestem fanką miłości od pierwszego wejrzenia, a właśnie taka relacja została przedstawiona na kartach Kiedy pada deszcz. Wyglądało to dla mnie bardzo sztucznie, przez co źle mi się o tym czytało.

Asher jest oczywiście ideałem chłopaka. Troskliwy, wrażliwy i oddany jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki przywrócił Kate do życia. Nic do niego nie mam, jednak dla mnie był aż zbyt idealny. Moje serce skradł Beau, czyli najlepszy przyjaciel Kate. Niestety jest nieobecny przez większość książki, czego bardzo żałuję. Serce mi się krajało, kiedy czytałam, jak cierpiał, ponieważ chciał jak najlepiej, nigdy nie odwrócił się od Kate, chociaż wszyscy inni tak postąpili, a ona, choć oczywiście nie celowo go zraniła.

Kiedy pada deszcz jest według mnie historią schematyczną i przewidywalną. Łatwo domyślić się, jaką tajemnicę skrywa Asher oraz jak zakończy się cała ta historia. Mimo to czyta się ją łatwo i przyjemnie, poza kilkoma momentami, które były dla mnie strasznie naciągane. Autorka skupiła się głównie na uczuciach i to one są mocną stroną tej książki. To historia o skrywanym cierpieniu, o złośliwości losu, ale przede wszystkim o nadziei, a także o tym, że smutku i żalu nie da się uniknąć, jednak trzeba żyć pomimo nich.

Kiedy pada deszcz to historia o cierpieniu i żalu, powrocie do życia, a także jego pożegnaniu. To historia, która na pewno zachwyci wiele osób, choć w moim przypadku to jej się nie udało. Polecam ją miłośnikom romantycznych historii z pokrzywdzonymi przez los bohaterami, a także osobom, które łatwo się wzruszają. 


Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję Księgarni internetowej Bookmaster.pl
Zobacz więcej >

Wszyscy mamy swoje demony


Jacob po tajemniczej śmierci dziadka, który zawsze był dla niego wzorem i opowiadał mu niezwykłe historie, wyruszył na poszukiwanie odpowiedzi. Tym sposobem trafił na małą walijską wyspę, do sierocińca zarządzanego przez Panią Peregrine. Poznał tam bardzo osobliwe dzieci o niezwykłych zdolnościach. Dzięki nim odkrył swoje miejsce na świecie i przeznaczenie. Po wyzwaniach, które stanęły na jego drodze i przeciwnościach, którym musiał stawić czoła razem z nowymi przyjaciółmi, wielkimi krokami zbliża się do finałowej rozgrywki, która rozegra się w Bibliotece dusz.

Po rozpoczęciu przygody razem z Jacobem i grupką niezwykłych dzieci w Osobliwym domu Pani Peregrine i kontynuowaniu jej w Mieście cieni, nie mogłam doczekać się zakończenia trylogii Ransoma Riggsa. Biblioteka dusz była jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek, z którą wiązałam spore nadzieje i jednocześnie obawiałam się, że nie sprosta moim oczekiwaniom i całkiem zmieni moje spojrzenie, na tę trylogię. Moje obawy zostały jednak szybko rozwiane, a Biblioteka dusz okazała się najlepszym tomem z wszystkich trzech.

Mam wrażenie, że przez pierwsze dwa tomy Ransom Riggs dopiero się rozkręcał. W Bibliotece dusz wpadamy w wir akcji, walk i niebezpieczeństw, który pochłania nas bez reszty już od pierwszych stron. Niczego możemy być pewni, ponieważ wszystko może zmienić się już na kilku kolejnych stronach. Postacie wykreowane przez Ransoma Riggsa są osobliwe i niesztampowe. Przez trzy tomy mogliśmy obserwować przemianę głównego bohatera, który ewoluował z nieporadnego, momentami naiwnego chłopaka w dobrze zarysowaną i barwną postać. Początkowo Jacob był bardzo niewyraźnym charakterem, którego nie można było sensownie i w prosty sposób określić, jednak bardzo się zmienił i w końcu stał się bohaterem wartym uwagi i przez to bardzo zyskał w moich oczach. 

Trzeci tom trylogii podobnie, jak i dwa poprzednie został równie pięknie wydany. Oprócz niezwykłej okładki, która kolorystyką wpasowuje się w całą trylogię, razem z tekstem współgrają również stare, osobliwe fotografie. Są one równie niesamowite, jak w dwóch poprzednich tomach. Nadają one książce autentyzmu, a w dodatku pomagają budować niezwykły, mroczny i niepokojący klimat tej historii. Bez problemów zatrzymują nasz wzrok podczas lektury i nie sposób odmówić sobie przyjrzenia się im uważniej.

Biblioteka dusz to mroczny, pełen potworów, walk i niespodzianek finał, który jest świetnym zakończeniem trylogii. Z wielkim smutkiem żegnam świat wykreowany przez autora, a także Jacoba i całe osobliwe towarzystwo, ponieważ ta historia była niesamowitą przygodą, podróżą przez świat, który nie zna granic w czasie i przestrzeni, a króluje w nim wyobraźnia. Jeżeli czytaliście poprzednie tomy, to koniecznie sięgnijcie po zakończenie tej historii, a jeśli jednak nie mieliście jeszcze okazji sięgnąć po trylogię Ransoma Riggsa, to gorąco Was do tego zachęcam, ponieważ zdziwicie się, jak wiele ta opowieść ma do zaoferowania.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina

Zobacz więcej >

Rzeczy przeżywane we śnie są nie mniej prawdziwe...


Liv już od kilku miesięcy mieszka w Londynie razem ze swoją siostrą, matką i jej nowym partnerem Ernestem — ojcem Graysona i Florence. Dobrze układa jej się z nową rodziną, ma cudownego chłopaka Henry'ego, a noce przynoszą kolejne możliwości odkrycia sekretów świadomego śnienia. Niestety w świecie Liv nic nie pozostaje idealne na długo. Anonimowa blogerka Secrecy zna fakty na jej temat, o których nie powinna wiedzieć. Jej chłopak nadal jest skryty i okazuje się, że ma również wiele tajemnic. W sennych korytarzach Liv zaczyna czuć się niespokojnie, gdyż za drzwiami z klamką w kształcie jaszczurki czai się coś mrocznego...

Pierwszy tom trylogii Silver, czyli Silver. Pierwsza księga snów okazał się dla mnie miłym zaskoczeniem. Choć nie była to książka odkrywcza ani zaskakująca, to bardzo miło spędziłam z nią czas. Tematyka snów zawsze mnie interesowała, dlatego bardzo się cieszę, że Kerstin Gier właśnie na niej oparła swoją trylogię.

W drugim tomie autorka świetnie balansuje pomiędzy codziennym nastoletnim życiem Liv, a jej nocnymi wędrówkami przez senne korytarze. Oba wątki świetnie się ze sobą przeplatają i uzupełniają. Kerstin Gier w zabawny sposób ukazuje życie Liv i jej nowej rodziny, której często przydarzają się różne dziwne sytuacje. Z tego powodu nie zabrakło w tej książce humoru, który tak wyraźnie odznaczał się w pierwszym tomie. Autorka kontynuuje również wątek romantyczny, który jest zdecydowanie bardziej wyeksponowany niż w pierwszym tomie, jednak nadal nie dominuje całej akcji, tylko bardzo dobrze wpasowuje się w całą fabułę.

Drugą księgę snów czyta się w równie szybkim tempie, co pierwszą, a styl autorki nadal jest prosty i przyjemny. Przeczytałam tę książkę dosłownie na raz, ponieważ zaczęłam ją i kilka godzin później byłam już po lekturze. Ponowne spotkanie z bohaterami było dla mnie przyjemnością. Liv jest postacią niezwykle zabawną, o wybujałej wyobraźni, która z łatwością wpada w tarapaty, a jej życiowe perypetie wywołują uśmiech na ustach.

Drugi tom trylogii Silver okazał się równie dobry co pierwszy i nie potrafię stwierdzić, który z nich był lepszy. Kontynuację przygód Liv czytałam z radością, gdyż była to świetna odskocznia od cięższych lektur. Już nie mogę się doczekać finału tej historii, który mam nadzieję, okaże się równie dobry, co dwa poprzednie tomy. Druga księga snów to zabawna, wciągająca i interesująca książka, która przenosi czytelnika w świat sennych marzeń i pozwala uwolnić jego nieograniczoną wyobraźnię.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina
Zobacz więcej >

Każdy z nas musi spojrzeć na życie z innej perspektywy

Reese Mackay popełniła w swoim życiu wiele błędów. Jednym z nich było poślubienie mężczyzny, którego nie znała za dobrze, a który krótko po ślubie już zdradzał ją ze swoją byłą. Krótkie, acz burzliwe małżeństwo Reese zakończyła zemstą, za którą ona wpakowała się w tarapaty. Wyciągnął ją z nich jej ojczym, który złożył dziewczynie ofertę rozpoczęcia nowego życia. Tym sposobem Reese trafiła do Miami, gdzie szło jej całkiem nieźle aż do wakacji, które postanowiła spędzić w Cancún. Jednonocna przygoda z Benem zakończyła się upokorzeniem i niechybną porażką, o której chciałaby jak najszybciej zapomnieć.

Ben Morris żyje pełnią życia i czerpie z niego całymi garściami. Jego marzenia o futbolowej karierze przekreśliło rozbite kolano, dlatego postanowił wykorzystać swój błyskotliwy umysł i rozpoczął studia prawnicze. Po trzech latach, które dzielił pomiędzy naukę i pracę, jako ochroniarz w klubie ze striptizem może w końcu rozpocząć dorosłe życie. W nowej pracy spotyka jednak niezwykłą i pełną charyzmy dziewczynę, którą poznał w Cancún, dziewczynę, o której nie potrafił zapomnieć. 

Pięć sposobów na upadek to kolejny, czwarty, a zarazem ostatni już tom serii Dziesięć płytkich oddechów. Tym razem swoją własną historię otrzymał Ben, którego poznaliśmy już w pierwszym tomie, jako ochroniarza w Pałacu Penny. Już na początku dał się poznać czytelnikowi jako zabawna, żywa, a także barwna postać i taka jest również ta książka. Oczywiście, jak to w powieściach K.A. Tucker nie zabraknie dramatów i tragedii, jednak mimo to Pięć sposobów na upadek to zdecydowanie najbardziej wypełniony humorem tom tej serii. Wciągnęła mnie już od pierwszych stron, podobnie jak inne powieści tej autorki, która ma tak niezwykle lekki i przyjemny styl, który sprawia, że choć książka ma ponad pięćset stron, to czyta się je tak niesamowicie szybko, że już kilka godzin później jest się po jej lekturze.

Ben jest bardzo ciepłą i pozytywnie nastawioną do życia postacią, natomiast Reese ma bardzo podobny charakter do Kacey, czyli głównej bohaterki Dziesięciu płytkich oddechów. Jest wredna, pyskata i cyniczna, a momentami potrafi być naprawdę okropna, nawet dla bliskich sobie osób. Ma jednak powody, by się tak zachowywać, a jej przeszłość na pewno nie była usłana różami. W gruncie rzeczy Reese jest wrażliwą osobą, która nie zaznała nigdy ciepła ze strony swojej matki, dlatego często pakowała się w kłopoty, aby zwrócić na siebie uwagę. W czwartym tomie serii podobnie jak w Czterech sekundach do stracenia mamy zaprezentowane dwa punkty widzenia. Wiemy, co czuje Reese, a co Ben. Ich punkty widzenia świetnie się dopełniają i przeplatają ze sobą. Obserwujemy rodzące się pomiędzy nimi uczucie z dwóch stron i dostrzegamy, jak ono na nich wpływa.


Pięć sposobów na upadek to niestety już ostatni tom serii Dziesięć płytkich oddechów, która jest według mnie jedną z najlepszych serii z gatunku New Adult. Historia Bena i Reese, choć nie zabrakło w niej ciężkich chwil była zdecydowanie najbardziej pozytywną książką z tej serii, którą czytałam z uśmiechem na ustach i wielką przyjemnością. K.A. Tucker ma niezwykły talent, a jej seria to cztery tomy pełne pasji, uczuć, humoru i niesamowitych bohaterów, które trafiają prosto do serca i po które z całą pewnością warto sięgnąć. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni internetowej Gandalf.com.pl 

Zobacz więcej >

Masz sekundy, by wygrać lub by wszystko stracić

Dwudziestodziewięcioletni Cain prowadzi klub ze striptizem, choć nie jest to tak pasjonujące zajęcie, jak mogłoby się niektórym wydawać. Mężczyzna jest skryty, poukładany i odpowiedzialny, a pewne wydarzenie z przeszłości sprawiło, że pragnie pomagać kobietom, które same nie potrafią o siebie zawalczyć. Pewnego dnia w drzwiach klubu staje piękna Charlie Rourke, przez którą wszystkie jego zasady zostają wystawione na próbę. Dziewczyna potrzebuje zniknąć i to jak najszybciej, jednak do tego potrzebuje pieniędzy. Praca w klubie ze striptizem nigdy nie należała do szczytu jej marzeń, jednak nie ma wyboru, jeśli pragnie uciec od sprawy, w którą jest zamieszana. Nie ma zamiaru rozpraszać swojej uwagi romansem, jednak przekona się, że ucieczka przed uczuciami, którymi zaczyna darzyć Caina nie jest wcale taka łatwa.

Dwa poprzednie tomy serii Dziesięć płytkich oddechów, choć nie są najlepszymi książkami, jakie przeczytałam w moim życiu i nie są również szczególnie odkrywcze, ani zaskakujące, to jednak sposób, w jaki zostały napisane i tematyka, którą poruszają plasuje je dość wysoko w moim rankingu książek z gatunku New Adult. Nie miałam więc wątpliwości, że sięgnę kolejne tomy z tej serii. Fabuła w Czterech sekundach do stracenia skupia się na Cainie, którego poznaliśmy już w pierwszym tomie. Jego postać już wtedy zwróciła moją uwagę, dlatego zrobienie z niego głównej postaci kolejnego tomu było świetnym posunięciem ze strony autorki.

K.A. Tucker po raz kolejny udało się mnie zaskoczyć i jestem pod wrażeniem, tego, co zaprezentowała w tym tomie. Książka rozpoczyna się bardzo ciekawie, gdyż już na samym początku przenosimy się dziesięć lat wstecz, by poznać urywek z życia Caina. Nasza ciekawość rośnie już od pierwszych stron, a cała fabuła wciąga i angażuje. Autorka świetnie buduje napięcie, które stopniowo narasta, aby w odpowiednich momentach wybuchnąć. K.A. Tucker sprawnie i z wprawą posługuje się słowem pisanym i wie, jak wykorzystać to na swoją korzyść.

Po raz pierwszy w całej tej serii pojawiają się wydarzenia przedstawione z dwóch perspektyw. Wiemy dlatego, co myśli i czuje Charlie, ale również, co czai się w sercu i umyśle Caina. Ma to bardzo duży wpływ na fabułę, bo o ile w dwóch poprzednich tomach zabrakło tego zabiegu, gdyż na kartach książki bohaterowie skrywali tajemnice, którą czytelnik mógł starać się rozwiązać na własną rękę, to w tym tomie zarówno Charlie, jak i Cain wiele skrywają i są tajemnicą dla siebie samych. Ich przeszłość jest pełna brutalnych i mrocznych wspomnień, które na zawsze zapisały się w ich pamięci.

Cztery sekundy to stracenia to kolejny świetny tom serii Dziesięć płytkich oddechów, który jednocześnie jest podobny, jak i różny od poprzednich tomów. Trzecia część jest dojrzalsza i bardziej brutalna, nie pojawiają się w niej banalne problemy. Bohaterowie wkraczają do mrocznego przestępczego świata, którym rządzi przemoc i narkotyki. To coś całkiem nowego w porównaniu do poprzednich części, jednak autorka i na tym polu świetnie sobie poradziła. Jestem przekonana, że nie muszę zachęcać fanów autorki do sięgnięcia po tę książkę, a jeśli szukacie niesztampowego i ciekawego romansu, z tajemnicami i mroczną przeszłością to ta książka zdecydowanie nie sprawi Wam zawodu.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni internetowej Gandalf.com.pl

Zobacz więcej >

Aż strach się bać...

Czy znajdzie się jeszcze miłośnik grozy, który nie słyszał nazwiska Lovecraft? Amerykański król horroru i fantastyki jest znany i uwielbiany przez rzesze fanów. Bardzo dużo nasłuchałam się na jego temat. Miałam w pewnym momencie wrażenie, że wszyscy z wyjątkiem mnie zapoznali się już z jego twórczością, dlatego, kiedy nadarzyła mi się okazja bez chwili zawahania sięgnęłam po Zgrozę w Dunwich i inne przerażające opowieści.

Muszę przyznać, że przed sięgnięciem po tę książkę obawiałam się nieco stylu autora, ponieważ nie każdemu przypadł do gustu. Okazało się jednak, że nie jest tak w moim przypadku. Początkowo miałam problemy, żeby się do niego przyzwyczaić, ale kiedy już mi się to udało, dalsza lektura była dla mnie przyjemnością. Zagłębianie się w mrok, ponure bagna, przeklęte miejsca i najciemniejsze zakamarki, było dla mnie nie lada wyzwaniem, ponieważ oprócz kilku pozycji nie miałam okazji związać się z tym gatunkiem. Lovecraft wciągnął mnie w mrok i makabrę oraz sprawił, że dołączyłam do grona jego fanów.

Cały zbiór składa się z piętnastu opowiadań. Jedne z nich są krótsze, inne dłuższe, jednak wszystkie wymagają takiego samego skupienia. Podczas lektury musimy dokładnie się w nią zagłębić i całkowicie się jej oddać. Książkę czytałam bardzo długo, głównie ze względu na jej objętość. Wymagała ona ode mnie również pełnej uwagi, a nie zawsze mogłam poświęcić ją w całości lekturze.

W książce oprócz niesamowitej treści znajdziecie również ilustracje wykonane przez Johna Coultharta, które idealnie wpasowują się w treść książki. Uwielbiam ilustracje w książkach, szczególnie takie, którym mogę się dokładnie przyjrzeć i analizować każdy ich detal.

Nie spodziewałam się tego, ale styl autorka przypadł mi do gustu, a same opowiadania sprawiły, że nieraz przebiegł mi po plecach dreszczyk grozy i emocji. Pierwsze spotkanie z twórczością Lovecrafta zdecydowanie zaliczam do udanych i na pewno zapoznam się z innymi historiami jego autorstwa. Polecam ten zbiór przede wszystkim fanom gatunku i autora, ale także osobom, które nie miały jeszcze styczności z jego twórczością, bo być może przekonają się do niej tak, jak mi się udało.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vesper

Zobacz więcej >
Zatracona w słowach © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka