3... 2... 1... Pyrkon!

Z pewnością każdemu miłośnikowi szeroko pojętej fantastyki choć raz obiło się o uszy to i owo na temat Pyrkonu. Ja sama słyszałam i czytałam bardzo wiele, ale zawsze, kiedy nadchodził ten szczególny czas w roku, działo się coś niespodziewanego, co krzyżowało wszystkie moje plany i uniemożliwiało mi wyjazd do Poznania. Jednak koniec z tym! W tym roku oficjalnie i na 100% pojawię się na moim pierwszym Pyrkonie, który rozpoczyna się już jutro!

Na początek garść fantastycznych faktów. Pyrkon jest największym w Polsce festiwalem fantastyki, a w tym roku ma już miejsce jego XVII edycja. Festiwal rozpoczyna się w piątek 28 kwietnia i trwa do niedzieli 30 kwietnia, a odbywa się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Na pewno będziecie mogli złapać mnie na terenie festiwalu w sobotę, od rana do wieczora nie mam zamiaru się stamtąd ruszyć.





Co znajdziemy na Pyrkonie? Odpowiedź jest prosta, a mianowicie wszystko, co związane z fantastyką. Masa atrakcji, takich jak: wykłady, konkursy, warsztaty, wystawy, pokazy, spotkania z niesamowitymi ludźmi. Pełny program znajduje się oczywiście na stronie Pyrkonu, na którą zapraszam Was po wszystkie niezbędne informacje.

Co pojawi się na blog w związku z Pyrkonem? Już zapowiadam Wam, że możecie spodziewać się relacji z festiwalu, zarówno w formie pisemnej, jak i zdjęciowej. Śledźcie moje social media, czyli facebooka i instagrama. Na bieżąco postaram się dodawać newsy i informować, co ciekawego się u mnie dzieje. Na blogu pojawi się również wywiad! Wywiad z niesamowitą autorką, której książki po prostu uwielbiam i nadal nie mogę uwierzyć, że spotkam ją już w ten weekend.

Nie wiem, jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać! Koniecznie dajcie znać, czy też się wybieracie, a może macie ochotę na spotkanie? Koniecznie dajcie również znać, czy to Wasz pierwszy Pyrkon, czy może jesteście już weteranami, którzy na swoim koncie mają poprzednie edycje festiwalu? Do zobaczenia i pamiętajcie, że fantastyka jest wszędzie!

Zobacz więcej >

Poznaj moją historię #4 Rylin

Cześć, nazywam się Rylin Myers i w przeciwieństwie do autorek poprzednich wpisów nie mieszkam na szczycie wieży, nie jestem obrzydliwie bogata, a nastoletnie problemy są mi obce. Rzuciłam szkołę po śmierci mojej mamy. Teraz pracuję i staram się jakoś utrzymać mnie i moją młodszą siostrę. Chcę, żeby Chrissa mogła cieszyć się lepszą przyszłością.

Mieszkamy na 32 piętrze. Kiedy mama żyło było nam lżej, byłyśmy szczęśliwe. Później zachorowała i razem z Chrissą musiałyśmy oglądać, jak choroba wydziera nam ją dzień za dniem. Kiedy odeszła  nasz świat się rozpadł, mama pozostawiła po sobie nie tylko wielki smutek, ale i rachunki. Mam kredyt do spłacenia i oczywiście zalegam z czynszem, co nie jest żadną nowością. Nic więc dziwnego, że muszę czasami się odstresować. Wiem, że moja sistra zamartwia się tym, że biorę, ale narkotyki, choć na chwilę pozwalają mi przestać myśleć o problemach.

Moja mama pracowała kiedyś u Adertonów z 969 piętra. Teraz Cord zaproponował mi pracę i nie mogę zmarnować tej szansy. Dzięki niemu mogę wyjść na prostą, choć nie gram czysto. Ostatnio bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Wyczuwam subtelną zmianę w naszych relacjach. Mam jednak chłopaka, nie powinnam o tym zapominać. Jest przecież Hiral, choć tak naprawdę bardzo się od siebie oddaliliśmy. Nie wiem, czy jeszcze coś do niego czuję. Może warto dać szansę Cordowi, ale co zrobi, kiedy dowie się, że go oszukałam?




Premiera Tysiąca pięter już 26 kwietnia! Pamiętajcie o poświęconym jej profilu na instagramie. Dziękuję wszystkim, którzy choć na chwilę zajrzeli na bloga i śledzili wpisy bohaterek z książki. Mam nadzieję, że udało mi się rozbudzić w Was ciekawość i z przyjemnością sięgniecie po Tysiąc pięter. Miłej lektury!

Poznaj również historię:



Zobacz więcej >

Poznaj moją historię #3 Eris


Znacie to uczucie, kiedy wszystko wali się Wam na głowę? Przez całe życie nie musiałam niczym się martwić. Miałam wszystko: wysoką pozycję społeczną, kochających rodziców i masę przyjaciół. Nawet chłopaka, z którym mogłam zbudować coś więcej. Nazywam się Eris Dodd-Radson, mieszkam na 985 piętrze w Wieży, a może raczej powinnam powiedzieć, że mieszkałam.

Nie spodziewałam się tak nagłej zmiany. Był to dzień jak każdy inny, ale kiedy wróciłam wieczorem do domu po imprezie, mój świat się zawalił. Osoba, która była mi najbliższa, była moim wsparciem i ostoją zdradziła mnie. Okłamywała przez osiemnaście lat. Zrujnowała nie jedno, a dwa życia. Okazało się, że upadek, boli, szczególnie jeśli nigdy wcześniej nie musiałeś mierzyć się z niczym na poważnie. Ze szczytu wieży spadłam na samo jej dno. Nie chcę, żeby ktoś się dowiedział, a w szczególności moi przyjaciele. Pozory normalności to w tej chwili jedyna rzecz, dzięki której jakoś się trzymam.

Moja przyjaciółka Avery coś podejrzewa. Wiem, że prędzej czy później na pewno odkryje prawdę, ale nie chcę jej litości, nie pragnę niczyjej litości. Człowiek, na którego najbardziej liczyłam, zawiódł mnie, a dla Corda tak naprawdę niewiele znaczyłam. Wydaje się o wiele bardziej zainteresowany swoją nową służącą. W dodatku dziewczyna z niższego piętra wydaje się na razie jedyną osobą, przy której nie muszę udawać...



Premiera Tysiąca pięter już 26 kwietnia! Pamiętajcie o poświęconym jej profilu na instagramie. Już jutro wpis kolejnej bohaterki książki. 

Poznaj również historię:


Ledy
Zobacz więcej >

Poznaj moją historię #2 Leda


Cześć, z tej strony Leda. Tak, ta Leda Cole, znana również jako przyjaciółka Avery. Teraz moja kolej, by opowiedzieć Wam trochę o swoim życiu. Wbrew pozorom nie jest tak różowo, jak mogłoby się wydawać. 

Ostatnie miesiące były szczególnie ciężkie. Zamiast spędzić wakacje w rodzinnym gronie, do czego jestem zmuszana rok w rok, trafiłam do ośrodka odwykowego. Tak, wiem. Obiecałam sobie, że nigdy nie stanę się taką osobą. Nie popadnę w nałóg, nie stracę kontroli. Dałam się jednak ponieść uczuciom, a szczególnie jednemu, które żywię do chłopaka z tysięcznego piętra. 

Jak zareagowałaby moja najlepsza przyjaciółka, gdyby dowiedziała się, co tak naprawdę wydarzyło się w trakcie wycieczki na narty? I to w dodatku po tym, jak uległa wypadkowi? Ja przeżyłam coś niesamowitego, jednak on już następnego dnia się ulotnił. Teraz postanowił wrócić do domu po roku nieobecności. Co sądzi o tym, co rozegrało się pomiędzy nami? Może wcale nie jest zainteresowany, tak jak ja i dla niego była to tylko jednorazowa przygoda. 

Nikt nie wie, gdzie spędziłam wakacje. Nie powiedziałam nawet Avery, choć jest moją najlepszą przyjaciółką i wcześniej zawsze byłyśmy wobec siebie szczere. Nie podoba mi się jej przesadna opiekuńczość względem Atlasa. Dziwnie się zachowuje w jego obecności. A ja zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby go odzyskać. Nic mnie nie powstrzyma. 


Premiera Tysiąca pięter już 26 kwietnia! Pamiętajcie o poświęconym jej profilu na instagramie. Już jutro wpis kolejnej bohaterki książki. 

Poznaj również historię:

Zobacz więcej >

Poznaj moją historię #1 Avery

Avery Fuller. Tak, to ja. Mieszkam na tysięcznym piętrze w Wierzy, a moje życie jest idealne. A może tylko na takie wygląda? Nigdy niczego mi nie brakowało, dorastałam w luksusie i bogactwie. Moi rodzice spełnili swoje marzenie o idealnym dziecku, udało im się wydobyć to, co najlepsze, z ich wspólnego materiału genetycznego i tak oto powstałam ja. Perfekcyjna, znana i podziwiana. Mój przyrodni brat Atlas powtarza jednak niestrudzenie, że moją jedyną niedoskonałością jest mój upór. A tak! Atlas. Zapomniałabym Wam wspomnieć, że przecież jestem w nim zakochana. Tylko pamiętajcie, to sekret, więc cicho sza!

Moje uczucie jest zakazane. Choć nie jesteśmy spokrewnieni, to nie możemy być razem. Moje serce mnie zdradziło, ale nie dziwię mu się, ciężko nie ulec Atlasowi. Staram się wyrzucić go z mojej głowy, ale nie jest to wcale takie proste. Nikt nigdy nie dowie się, co do niego czuję, tego jestem pewna, a w szczególności sam Atlas! Co by sobie pomyślał? A jeśli nie odwzajemniłby moich uczuć? Traktuje mnie jak siostrę i z pewnością nie kryje się za tym nic więcej...

Ostatni mam sporo na głowie. Zmartwień dokłada mi moja najbliższa przyjaciółka Leda. Czuję, że coś przede mną ukrywa, a przecież przyjaźnimy się od zawsze. Od powrotu z wakacji zachowuje się bardzo dziwnie. Czuję, jak oddala się ode mnie dzień po dniu. Tracę do niej zaufanie, szczególnie od momentu, kiedy Atlas postanowił wrócić do domu. Widzę spojrzenia, które nieustannie posyła w jego stronę. Nie powinnam być zazdrosna, przecież nigdy nie będzie mój. Nie oznacza to jednak, że mam ochotę oglądać go z moją najlepszą przyjaciółką!


Avery jest jedną z głównych bohaterek książki Tysiąc pięter. W związku ze zbliżającą się premierą książki postanowiłam wziąć udział w promującej ją akcji, dlatego do niedzieli codziennie będzie pojawiał się wpis jednej z głównych postaci. Premiera książki już 26 kwietnia! Zachęcam do obserwowania poświęconego jej instagrama i śledzenia kolejnych postów. 
Zobacz więcej >

Kiedy traci się sens życia, wiele rzeczy okazuje się wartych, by za nie umrzeć

Cécile i Tristan dokonali niemożliwego. Podjęli decyzję, która może zaważyć na losach świata. Przed nimi staje kolejne, największe z dotychczasowych wyzwań. Muszą zmierzyć się z konsekwencjami swoich czynów. Oboje mają również do spłacenia długi, których koszt spłaty może przekroczyć wszystkie ich wyobrażenia.

Waleczna czarownica to trzeci tom Trylogii Klątwy, której dwa poprzednie tomy podbiły moje czytelnicze serce. Z wielkim smutkiem i jednocześnie podekscytowaniem zabierałam się do lektury tej książki, ze względu na to, że z jednej strony byłam bardzo ciekawa, jak autorka postanowiła zakończyć całą trylogię, jednak z drugiej było mi niesamowicie przykro, że to już koniec tej pięknej, baśniowej, pełnej trolli i potężnej magii historii.

Podobnie jak w dwóch poprzednich tomach również w Walecznej czarownicy obserwujemy wydarzenia zarówno z perspektywy Tristana, jak i Cécile. Wydawać by się mogło, że główni bohaterowie już swoje przecierpieli, jednak okazało się, że to był dopiero początek. Jedna, jednak kluczowa dla całej sprawy decyzja pociągnęła ich do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny. Choć starają się wspierać siebie nawzajem, to jednak przechodzą wewnętrzne rozterki, starają się chronić najbliższych, choć wcale nie jest to łatwe zadanie. Autorka wykreowała bohaterów, do których trudno nie czuć sympatii. Choć Tristan i Cécile zachowywali się momentami nieznośnie, to jednak czyniło ich to według mnie bardziej realnymi i prawdziwymi. Danielle L. Jensen nie wyidealizowała ich na bohaterów bez wad, pokazała, że nikt nie jest idealny, każdy może w pewnym momencie nie wytrzymać i najzwyczajniej w świecie się załamać. 

Danielle L. Jensen potrafi w niesamowity sposób budować napięcie, co udowodniła już w dwóch poprzednich tomach. Również w Walecznej czarownicy dawkuje nam je stopniowo, nieustannie narasta w nas przeczucie, że zaraz wydarzy się coś spektakularnego i przełomowego. Sięgnęłam po tę książkę i choć starałam się czytać ją powoli, to jednak już po kilku godzinach byłam po lekturze. Od Walecznej czarownicy nie można się oderwać, wydarzenia rozwijają się niezwykle dynamicznie, nieustannie natrafiamy na zwroty akcji, które całkowicie zmieniają kierunek, którym podążała fabuła.

Danielle L. Jensen zakończyła Ukrytą łowczynię, w momencie, który otworzył jej wiele możliwości i kierunków, w których mogła rozwinąć się ta historia. Choć nie zabrakło tu schematyczności, a Waleczna czarownica była momentami przewidywalna, to jednak w żadnym wypadku nie odbiera to przyjemności z jej czytania. Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że autorka całkowicie wykorzystała potencjał swojej historii. Wszystko jest dopracowane, Danielle L. Jensen nie pominęła żadnego szczegółu, skupiła się na najmniejszych detalach, dzięki czemu możemy cieszyć się niesamowicie wykreowanym i doszlifowanym światem.

Zakończenie Walecznej czarownicy lekko mnie zaskoczyło, choć nie mogę napisać, że się go nie spodziewałam. Finał tej historii jest bardzo wzruszający, ale i niesamowicie smutny. Z jednej strony czułam żal, z powodu tego, co się wydarzyło, jednak z drugiej cieszyłam się, że Danielle L. Jensen nie poszła na łatwiznę, kończąc książkę typowym happy endem. Zakończenie Walecznej czarownicy na pewno nie należy do schematycznych i wielu czytelników może zaszokować. Ja byłam mile zaskoczona, choć podejrzewałam taki rozwój wypadków mniej więcej od połowy książki. Pojawiło się kilka podpowiedzi, przesłanek, które mogły sugerować taki finał.

Waleczna czarownica to niesamowite zwieńczenie Trylogii Klątwy. Ten tom okazał się najlepszym z wszystkich trzech, choć jest jednocześnie najcieńszym z nich. Pomimo że jest to już koniec Trylogii Klątwy, to jednak autorka zapowiedziała prequel tej historii, którego już nie mogę się doczekać. Jeśli jakimś sposobem nie słyszeliście bądź nie czytaliście tych książek, to naprawdę gorąco zachęcam Was do zgłębienia tego pełnego magii i trolli świata.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni Internetowej Gandalf.com.pl
Zobacz więcej >

Szczęście jest tym, na czym polegają ci, którzy nie umieją planować


Sytuacja pod górą nie przedstawia się najlepiej. Władzę sprawuje bezwzględny tyran, a jedyny troll, który byłby w stanie mu się przeciwstawić został uwięziony. Cécile dzieli czas na powierzchni pomiędzy występy na deskach teatru, a poszukiwania Anushki – czarownicy, która od ponad pięciu stuleci niestrudzenie umykała trollom. Dziewczyna, choć wyrwała się z mrocznego miasta pod górą, to jednak nie udało jej się pozostać poza manipulacjami króla. Ma za zadanie odnaleźć czarownicę, ale żeby to osiągnąć musi zagłębić się w mroczną magię. Cena jest wysoka bez względu na to, czy zwycięży bądź poniesie porażkę.

Porwana pieśniarka, czyli pierwszy tom Trylogii Klątwy oczarowała mnie baśniowym klimatem oraz ciekawym podejściem do tematu, którym są trolle. To one odgrywają w tej historii główną rolę i to na nich skupia się cała fabuła. Wcześniej nie myślałam, że istoty te mogą być niezwykle podobne do ludzi, ze względu na inne powieści, które przedstawiały je raczej jako wstrętne, odrażające i niezwykle głupie stwory. Danielle L. Jansen postanowiła jednak zmienić postrzeganie trolli i zaprezentowała je jako istoty inteligentne i niezwykle potężne, które władają magią.

Akcja pierwszego tomu rozgrywała się głównie w Trollus. W Ukrytej łowczyni obserwujemy wydarzenia rozgrywający się w mieście pod górą z perspektywy Tristana oraz towarzyszymy Cécile podczas poszukiwań czarownicy w Trianon. Autorka przedstawia dwa światy w swojej powieści, czyli świat ludzi i świat trolli bardzo szczegółowo. Skupia się na najmniejszych detalach i z niezwykłą lekkością maluje słowami jego obraz. Fabuła Ukrytej łowczyni jest według mnie przewidywalna, choć nie sprawia to, że czerpiemy mniej przyjemności z jej czytania. Muszę przyznać, że odgadnięcie tożsamości Anushki nie było wcale trudne, już na początku miałam swoje domysły, które ostatecznie okazały się prawdziwe. Autorka wprowadziła jednak sporo zabiegów, które miały na celu zmylenie czytelnika, który ostatecznie nie mógł być niczego pewnym. Choć posunęła się do sięgnięcia po schematy, to jednak uważam, że przedstawiła je w ciekawy sposób i udało jej się wyciągnąć z nich to, co najlepsze.

W Ukrytej łowczyni podobnie jak w poprzednim tomie pojawia się wątek polityczny, który już w Porwanej pieśniarce należał do moich ulubionych. Odgrywa on w całej powieści szczególną rolę, a w dodatku przedstawiony jest w interesujący sposób, nie nudzi, a raczej pochłania czytelnika i skłania go do snucia własnych spostrzeżeń. Książka jest wypełniona po brzegi wartką akcją, jej nagłymi zwrotami i zdeterminowanymi bohaterami, którzy zostali postawieni w beznadziejnej wręcz sytuacji. Ich pragnienia i porywy serca ścierają się z poczuciem obowiązku i logicznym rozumowaniem. Bohaterowie nieustannie toczą wewnętrzne walki, gdyż zostają zmuszeni do podjęcia radykalnych decyzji, które nierzadko znajdują się w konflikcie z ich własnymi przekonaniami.

Ukryta łowczyni to świetna kontynuacja, która bez wątpienia dorównała swojej poprzedniczce. Momentami akcja nieco zwalniała i nużyła, jednak warto czekać i wytrwale przewracać strona za stroną, gdyż na końcu czeka nas bardzo satysfakcjonujące według mnie zakończenia. Ukryta łowczyni zakończyła się w momencie, który daje autorce szerokie pole do popisu i otwiera wiele możliwości w przypadku trzeciego tomu tej historii, który mam nadzieję, okaże się godnym zakończeniem tej niesamowitej, baśniowej i pełnej magii trylogii. Jeśli jeszcze nie znacie Trylogii Klątwy, to jak najprędzej zabierajcie się za Porwaną pieśniarkę, a gwarantuję Wam, że nie pożałujecie.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni Internetowej Gandalf.com.pl
Zobacz więcej >

Żyje się tylko raz, ale czy na pewno?

W świecie Tenley prawdziwe życie zaczyna się dopiero po Pierwszej Śmierci. Jeśli jesteś pełnoletni, musisz zdecydować, do jakiej frakcji chcesz przystąpić. Masz tylko dwa wybory, jednym z nich jest Trojka, drugim natomiast Miriada, które od dawna toczą ze sobą zaciekłe walki o dusze Niezwerbowanych. Ten została naznaczona już w chwili narodzin. Dziewczyna jest obdarzona wielką mocą i żadna z frakcji nie cofnie się przed niczym, aby mieć ją po swojej stronie.

Firstlife. Pierwsze życie to moje pierwsze spotkanie z twórczością Geny Showalter. Na pewno kojarzycie jej wcześniejszą serię Kroniki Białego Królika, o której swego czasu było dość głośno. Ja nie miałam okazji po nią sięgnąć i szczerze nie ciągnie mnie nawet do tych książek, szczególnie że opinie na ich temat były bardzo różne. Kiedy jednak usłyszałam o koncepcji jej nowej historii, byłam nią bardzo zainteresowana, więc niesamowicie się ucieszyłam, kiedy dotarła do mnie wiadomość, że zostanie wydana w Polsce. Podeszłam do tej książki z entuzjazmem, ale i z rezerwą, ponieważ już dawno przekonałam się, że im mniej wymagamy od książki, tym bardziej może ona nas zachwycić.

Gena Showalter nie bawi się w stopniowe wprowadzanie czytelnika w swoją historię, tylko od razu rzuca go na głęboką wodę. Przez całą powieść tempo akcji nie zwalnia, a w niektórych momentach wręcz przyspiesza. Nieustanie pojawiają się nowe postacie, zostają wprowadzane nowe wątki, a historia się rozwija. Bohaterowie również nie stoją w miejscu, nie zatrzymują się, tylko bez przerwy działają i wpływają na rozgrywające się wydarzenia.

Podział społeczeństwa nie jest niczym nowym, jednak mimo to spodobał mi się pomysł autorki z życiem po śmierci i założeniem, że dopiero wtedy rozpoczyna się prawdziwe, wieczne życie. Ludzie nie powinni przykładać wielkiej wagi do Pierwszego Życia, by móc skupić się na wyborze, gdzie będą wiedli życie po śmierci, w miejscu, gdzie panują określone zasady, czy może tam, gdzie króluje większa swoboda. Spodobała mi się ta koncepcja, jednak wykonanie już trochę mniej. Nie poznałam tak wiele szczegółów na temat świata wykreowanego przez autorkę, jakbym chciała. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to dopiero pierwszy tom, dlatego mam nadzieję, że Gena Showalter rozwinie temat w kolejnych częściach.

Główne skrzypce w całej historii gra siedemnastoletnia Tenley Lockwood, na której skupiają się wszystkie wydarzenia. Dziewczyna jest bardzo specyficzną bohaterką, pełną kontrastów i sprzeczności. Z jednej strony Ten jest niezwykle odważna i wierna swoim przekonaniom, gdyż nawet tortury nie są w stanie wymusić na niej zmiany decyzji. Choć cechuje ją inteligencja, to jednak potrafi być również niezwykle łatwowierna. Nie potrafi dostrzec oczywistych i jasnych faktów, dlatego często porusza się na ślepo i postępuje bardzo głupio. W jednej chwili potrafi się zachować niezwykle dojrzale, by po pewnym czasie zrobić coś nieprzemyślanego i nieodpowiedzialnego.


Firstlife. Pierwsze życie nie jest książką zaskakującą, ani szczególnie odkrywczą. Ma zarówno wady jak i zalety, jednak mimo wszystko czyta się ją bardzo szybko. Wciąga ze względu na wartką akcję i jej zwroty, a przez większość czasu trzyma w napięciu. Polecam ją jednak głównie nastoletnim czytelnikom, którzy na pewno lepiej zrozumieją główną bohaterkę i może będą mogli się z nią utożsamić. Choć nie jestem wybitnie zachwycona tą książką, to jednak czekam na kontynuację, ponieważ jestem bardzo ciekawa, jakie konsekwencje przyniosą decyzja i działania głównej bohaterki. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu HaprerCollins Polska
Zobacz więcej >

Chcę umieć rzucić się na głęboką wodę, nie martwiąc się konsekwencjami


Nadchodzi nowy rok szkolny i Penny jest gotowa stawić mu czoła w pojedynkę. Noah nagle zrezygnował z trasy i zapadł się pod ziemię. Nikt włącznie z Penny nie ma pojęcia, co się z nim dzieje i gdzie się znajduje. Dziewczyna postanawia skupić się na swojej pasji i relacjach z bliskimi. Dzięki zaproszeniu Megan do jej akademii artystycznej nadarza się okazja, by zawrzeć nowe znajomości i pójść do przodu. Czy Penny uda się w końcu zapomnieć o Noah, kiedy wciąż powracają do niej wspomnienia z przeszłości?

Girl Online. Solo to już moje trzecie spotkanie z Penny i Noah. Po zakończeniu pierwszego tomu tej historii nie spodziewałam się, że pojawi się kontynuacja. Myślałam, że Girl Online będzie jednotomową powieścią, więc byłam zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że Zoe Sugg pisze Girl Online. W trasie. W przypadku trzeciego tomu było jednak już całkiem inaczej. Zakończenie drugiej części było dla mnie zbyt otwarte i aż wołało o kontynuację, dlatego nie byłam zdziwiona i szczerze nawet wyczekiwałam informacji na temat Girl Online. Solo.

Nie nastawiałam się, że trzeci tom okaże się wspaniały ani, że przebije dwie poprzednie części, ponieważ mimo wszystko książki autorstwa Zoe Sugg nie należą do literatury najwyższych lotów. Do każdej z tych książek podchodziłam z dystansem i spodziewałam się po niej po prostu dobrej zabawy i takie właśnie podejście polecam wszystkim, którzy planują się zabrać za te powieści, ponieważ kiedy nie oczekujemy od książki zbyt wiele, to nie możemy się na niej zawieść. Mamy za to okazję w pełni cieszyć się lekturą i czerpać wielką radość z czytania.

W tej części Penny gra solo i muszę przyznać, że był to bardzo ciekawy zwrot w fabule. Dziewczyna na przestrzeni trzech tomów bardzo dojrzała, teraz stara się zacząć żyć na nowo, skupić się na swojej pasji oraz na rodzinie i przyjaciołach. Brakuje jej Noah, jednak próbuje poradzić sobie z tęsknotą, by w końcu skoncentrować się na własnych potrzebach i przyszłości. Girl Online. Solo nie skupia się wbrew pozorom, tylko i wyłącznie na Penny, co według mnie było świetnym posunięciem. Mamy tu o wiele więcej wątków niż w dwóch poprzednich tomach. Koncentrują się one na dobrze znanych  z poprzednich tomów bohaterach, ale również na nowych interesujących postaciach, które poznajemy w tej części.  

Girl Online. Solo to historia o samodzielności, o tym, że musimy sami zdecydować, jaki kierunek chcemy obrać w życiu. Nie możemy we wszystkim polegać na innych i oczekiwać, że to oni podejmą za nas decyzję. Uważam, że trzeci tom Girl Online jest zdecydowanie najlepszym z całej trylogii i podobał mi się równie mocno, co pierwsza część. Dla fanów tej historii to pozycja obowiązkowa natomiast osobom, które nie miały jeszcze okazji się z nią zapoznać, a poszukują ciepłej, słodkiej, momentami przesłodzonej, niezobowiązującej, ale i bardzo przyjemnej lektury polecam zapoznać się z Girl Online, która jest miłą odskocznią od cięższych i bardziej wymagających lektur.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis

Zobacz więcej >

W kleszczach lęku



Młoda guwernantka podejmuje się opieki nad osieroconym rodzeństwem, zamieszkującym wiktoriański dwór w hrabstwie Essex. Pełna obaw i niepewna czy podoła nowym obowiązkom, przybywa do starego domostwa. Dziewczyna zostaje jednak zaskoczona jasną fasadą domu i życzliwą służbą. Jej nowi podopieczni, czyli ośmioletnia Flora i dziesięcioletni Miles również wydają się dziećmi grzecznymi i pełnymi uroku. Niestety już drugiego dnia do dworu docierają złe wieści. Miles został wydalony ze szkoły. W okolicach posiadłości dziewczyna zaczyna również dostrzegać osoby, które wydają się nie być realne. Czy to wyobraźnie płata jej figle? Co łączy tajemnicze zjawy z jej podopiecznymi, którzy jak zaczyna podejrzewać dziewczyna, wcale nie są tacy niewinni?

Dokręcanie śruby to moje pierwsze spotkanie z twórczością Henry'ego Jamesa i zarazem jedno z jego najpopularniejszych dzieł, które otrzymało nowy tytuł wraz z przekładem Jacka Dahnela. Niektórzy z Was być może znają ją pod innym tytułem, a mianowicie W kleszczach lękuPo zapoznaniu się z tą historią mogę stwierdzić, że nowy tytuł o wiele bardziej pasuje do tej powieści, gdyż bardziej nawiązuje do fabuły. Uważam, że poprzedni tytuł pomijał kwestię podkręcania napięcia i potęgowania niegasnącej ciekawości czytelnika, nastawiając go na przerażającą i wzbudzającą dreszcze opowieść.

Historia sama w sobie nie straszy tak, jak można tego oczekiwać. To nie wydarzenia nas przerażają, ale niezwykle sugestywny sposób, w jaki zostały przedstawione przez główną bohaterkę oraz jej emocje, które towarzyszą nam nieustannie dzięki pierwszoosobowej narracji. Razem z nią czujemy narastający niepokój, wrażenie, że coś obserwuje nas z najciemniejszych kątów. Im dalej w powieść się zagłębiamy, tym trudniej odróżnić, co jest rzeczywiste, a co jawi się jako nierealne. Autor umiejętnie lawiruje między niedopowiedzeniami i dzięki językowi swojej powieści udaje mu się zagubić czytelnika w rozgryzaniu jego powieści.

Dokręcanie śruby to klasyczna powieść grozy, po którą z pewnością warto sięgnąć. Jest to książka wyjątkowa, którą można interpretować na wiele różnych sposobów. Możemy zabierać się do niej z różnych stron i powracać do wydarzeń wielokrotnie, by przekonać się, że za każdym razem przychodzą nam do głowy kolejne refleksje i teorie. Henry James stworzył powieść, która jest swoistym wyzwaniem dla czytelnika, pełnym wrażeń i nadprzyrodzonych zjawisk.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję księgarni internetowej platon24.pl
Zobacz więcej >

Łatwiej jest niczego się nie spodziewać, bo wtedy nic się nie traci


Cassie Taylor i Ethan Holt spotykają się po latach rozłąki, by razem wystąpić w sztuce na Broadwayu. Łączy ich wspólna i bolesna przeszłość, gdyż Ethan był jedynym chłopakiem, którego Cassie kiedykolwiek kochała, ale był również człowiekiem, który złamał jej serce. Dziewczyna jest zraniona i ze wszystkich sił stara się go nienawidzić, kiedy Ethan po zrozumieniu swojego błędu stara się ją odzyskać. Razem muszą zmierzyć się ze swoimi uczuciami i przeszłością, która nie daje o sobie zapomnieć.

Naprawdę lubię książki z gatunku New Adult i zawsze z wielką przyjemnością sięgam po nowe pozycje. Już niejeden autor udowodnił, że z opowieści o dojrzewających ludziach można wiele wynieść, jednocześnie dobrze się przy tym bawiąc. Oczywiście mają oni czasami błahe problemy, które lubią wyolbrzymiać czy wielkie dramaty, ale w końcu cały czas uczą się, jak odnaleźć się dorosłym życiu. Zły Romeo zachęcił mnie interesującym tytułem, który jak się okazało ma wiele wspólnego z fabułą i motywem aktorstwa, ale ostatecznie do sięgnięcia po niego skłoniły mnie wysokie oceny, pozytywne opinie oraz oczywiście własna ciekawość.

Książka zaczęła się bardzo obiecująco. Poznajemy Cassie, która wbrew planom rodziców stara się dostać do szkoły aktorskiej. Na przesłuchaniu poznaje Ethana, do którego od razu zaczyna ją coś ciągnąć. Muszę przyznać, że wątek aktorstwa jest zdecydowanie najlepszym elementem tej książki, który został przedstawiony w bardzo ciekawy sposób. Czytelnik miał okazję zobaczyć, jak to wygląda od podszewki oraz zajrzeć za kulisy pracy aktorskiej. Bardzo żałuję, że niestety reszta fabuły nie była tak dobrze zaprezentowana i dopracowana.

Leisa Rayven podobnie jak wielu innych autorów posunęła się do podzielenia powieści na dwie płaszczyzny czasowe. Mamy tutaj wydarzenia rozgrywające się w teraźniejszości, kiedy to Ethan i Cassie spotykają się po latach, by ponownie zagrać razem w sztuce oraz wydarzenia z przeszłości, kiedy razem studiowali i wystąpili po raz pierwszy jako Romeo i Julia. O ile zazwyczaj ten zabieg w powieściach bardzo mi się podoba, to w tej niestety był całkowicie nietrafiony. Autorka bardzo często skakała pomiędzy teraźniejszością a przeszłością i wprowadzała niepotrzebny zamęt. Momentami ciężko było mi się odnaleźć w tej powieści, ponieważ brakowało w niej chronologii i porządku.

Historia Cassie i Ethana nie jest jedną z tych wyjątkowych, magicznych opowieści o miłości. Nie jest również szczególnie udanym romansem. Na pierwszy plan wysuwają się główne postacie. Cassie jest nieogarniętą, trochę zagubioną dziewczyną, której pierwszą samodzielną decyzją było właśnie wybranie studiów aktorskich. Ethan jest jednym z tych tajemniczych mężczyzn, którzy skrywają jakiś sekret. Ma problem ze wszystkim i wszystkimi, jednak oczywiście od pierwszego spotkania z Cassie zaczyna jej ulegać. Ta dwójka ciągle się sprzecza, czy przedrzeźnia, odpycha, przyciąga i tak w kółko. Kiedy w końcu decydują się być razem, ich związek szybko staje się toksyczny. Nie mogę kompletnie zrozumieć zachowania Ethana, które jest po prostu niedorzeczna, a po odkryciu jego tajemnicy czułam tylko rozczarowanie, ponieważ nie było to nic zaskakującego. Znajomi głównych bohaterów ze studiów są płasko i nijako zarysowani, autorka skupiła się tylko i wyłącznie na głównych bohaterów, zaniedbując przy tym kreację otoczenia.

Wydarzenia z przeszłości i teraźniejszości dzieli sześć lat. Miałam jednak wrażenie, że przez ten czas bohaterowie nie nauczyli się za wiele i nie wyciągnęli wniosków ze swoich czynów. Właśnie to tak bardzo nie podobało mi się w tej książce, że od pewnego momentu po prostu utknęła w jednym punkcie. Bohaterowie bez przerwy powtarzali te same błędy, dokonywali podobnych decyzji. Wydarzenia również były bardzo podobne, opierały się na tym samym schemacie i niczym nie zaskakiwały. Książkę czyta się jednak bardzo szybko i widać, że ta historia miała potencjał, którego jednak autorka nie wykorzystała.

Zły Romeo to książka zwyczajna, momentami płaska, która według mnie nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle wielu innych podobnych historii. Nie ukrywam, że bardzo się na niej zawiodłam, szczególnie po pierwszej części powieści, która naprawdę mi się podobała. Niestety potem było już coraz gorzej. Fabuła nieustanie zataczająca koło, infantylni bohaterowie i uczucia, które według mnie były pozbawione głębi. Do tego autorka postanowiła zakończyć tę część, ponieważ jest to trylogia, nagle i raptownie bez żadnego ostrzeżenia. Czułam się tak, jakby po prostu brakowało jeszcze jednego rozdziału lub epilogu, który wszystko by wyjaśnił. Nie mogę z czystym sumieniem polecić Wam tej książki, a sama nadal zastanawiam się, czy sięgnąć po kolejny tom, ponieważ domyślam się, jak zakończy się ta historia i zdecydowanie wolę poświęcić czas przeznaczony na jej przeczytanie na bardziej wartościowe lektury.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte

Zobacz więcej >

Podjęcie pracy to proces, którego można nie przeżyć


Sztylet rodowy to moje pierwsze spotkanie z twórczością Aleksandry Rudej, a zarazem pierwszy tom jej nowej trylogii. Słyszałam bardzo wiele pozytywnych opinii na temat innych powieści tej autorki, które zostały wydane w Polsce już jakiś czas temu, dlatego zachęcona nimi, jak i kierowana własną ciekawością, postanowiłam, że sama sprawdzę, o co tak naprawdę chodzi w tym całym szale na fantastykę rosyjską i ukraińską, którą wszyscy na około mi polecają.

Koniec wojny dla Mili oznacza tylko brak pracy. Runęły marzenia o karierze i wielkiej chwale, pozostały za to niewielkie umiejętności magiczne i kieszenie świecące pustkami. Co zrobić w takim wypadku? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednak tak skomplikowana, jak mogłoby się wydawać, gdyż jedynym słusznym rozwiązaniem jest zgłoszenie się na posadę królewskiego posłańca. Nie szkodzi, że do towarzystwa dostanie Ci się całkiem osobliwa gromadka. Przed Milą ogrom pracy oraz nauki, przeciwności i trudności czają się na każdym kroku, a w takim wypadku zadanie może okazać się o wiele cięższe, niż wygląda na pierwszy rzut oka.

Sztylet rodowy to gratka dla fanów fantastyki, którzy szukają lekkiej i mniej wymagającej lektury, ale także dla osób, które do fantastyki nie są szczególnie przekonane. Autorka przedstawiła wszystko w niezwykle przystępny sposób, a podczas czytania trudno nie uśmiechać się bez przerwy i nie wybuchać, co jakiś czas śmiechem. Mogłoby się wydawać, że krasnoludy, elfy i trolle są już utartymi rasami, pojawiającymi się w wielu powieściach, które nie mogą nas zaskoczyć. Stało się jednak wręcz przeciwnie. Autorka świetnie nakreśliła wszystkich bohaterów, a kluczowe postacie mogą pochwalić się genialną kreacją. Główną bohaterką jest Mila, która nie rwała się na wojnę, by wykorzystać swoje ograniczone umiejętności magiczne. To dziewczyna, która twardo stąpa po ziemi i potrafi sobie poradzić w prawie każdej sytuacji. Zyskała sobie moją sympatię bardzo szybko i ogólnie rzecz biorąc, bardzo ją polubiłam, podobnie jak i całą jej dziwaczną kompanię, do której należy pewien zakochany troll, niezdarny krasnolud, elf o depresyjnych skłonnościach, porywcza wojowniczka i arogancki kapitan.

Nieodłączną częścią tej książki jest przede wszystkim humor, nie tylko słowny, ale także sytuacji i bohaterów. Jeśli akurat przytrafił Ci się gorszy dzień i potrzebujesz czegoś, co podniesie Cię na duchu, to bez wahania sięgaj po Sztylet rodowy. Przy tej książce nie można pozostać smutnym, a powstrzymanie głupkowatego uśmiechu przychodzi z trudem. 

Dzięki motywowi podróży, który odgrywa w tej książce bardzo znaczącą rolę, mamy okazję bliżej poznać świat wykreowany przez autorkę, który wciąga od pierwszej strony. Książka ma ponad trzysta stron, jednak kiedy już rozpocznie się lekturę, jej przerwanie jest praktycznie niemożliwe i trzeba dotrzeć do samego końca. Czyta się ją niesamowicie szybko i dosłownie jest to lektura na jeden wieczór.

Sztylet rodowy to przezabawna i wciągająca opowieść, która oczarowała mnie całkowicie. Z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji tej trylogii, która nosi tytuł Sztylet zaręczynowy. Jestem bardzo ciekawa, co autorka przygotowała dla nas w kolejnej części i jak dalej potoczą się losy bohaterów. Mam również nadzieję, że drugi tom okaże się dłuższy niż Sztylet rodowy, który jak na tak przyjemną lekturę był dla mnie o wiele za krótki.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję księgarni internetowej platon24.pl
Zobacz więcej >

Słowa bolą bardziej niż jakakolwiek fizyczna rana

Po wydarzeniach, które miały miejsce w ośrodku Donacyjnym Happy Jack sprawy Podzielonych nie można już ignorować. Zaistniała sytuacja przyniosła zmiany w prawie dotyczącym podzielenia, które umożliwi pozbycie się kłopotliwej młodzieży oraz zapewni stałe źródło narządów do przeszczepu. Zaczęto kwestionować etyczność tych działań, jednak na gruncie podzielenia rozwinął się już biznes, a stojący u władzy nie mają zamiaru zaprzestać tej praktyki.

Cam w całości składa się z ciał innych Podzielonych. Powstał z ich najlepszych części, a sam miał być człowiekiem idealnymi, przyszłością ludzkości. Sam jednak nie wie, czy ktoś taki jak on ma duszę, dlatego poszukuje swojej tożsamości, starając się przy tym odkryć sens życia. Starkey natomiast zawsze był niekochany i niechciany przez przybranych rodziców, którym został podrzucony. Stanowił dla nich ciężar, dlatego właśnie zdecydowali o jego podzieleniu. Chłopak jednak nie ma zamiaru się poddać, nie jest ofiarą i nigdy nie przestanie walczyć. Miracolina została za to wychowana ze świadomością, że jej życie ma zostać poświęcone. Od dziecka była traktowana z czcią, a podzielenie, które ma uratować życie jej starszego brata, jest dla niej ogromnym zaszczytem.

Rozdarci to kontynuacja dystopijnej serii, którą zapoczątkowała poruszająca i wstrząsająca podjętym tematem książka Podzieleni. Sięgając po jej kontynuację, byłam przede wszystkim ciekawa, jak dalej potoczą się losy głównych bohaterów, czyli Risy, Connora i Leva. Po wydarzeniach, które zainicjowali i w których uczestniczyli, muszą zmagać się z ich konsekwencjami, które osiągnęły wręcz rangę krajową. W tym tomie pojawiają się nowi bohaterowie, jednak ani przed chwilę, nie miałam wrażenie, że autor poświęcił im zbyt wielką część powieści, zaniedbując przy tym dobrze znane nam z pierwszego tomu postacie, ani na odwrót. Uważam, że Neal Shusterman znalazł idealną równowagę, pomiędzy wątkami, w których uczestniczyli już znani nam bohaterowie, a wydarzeniami z udziałem nowych postaci.

Autor potrafi bez reszty wciągnąć czytelnika w wykreowany przez siebie świat, o czym przekonałam się już podczas lektury pierwszego tomu. Cam, Miracolina i Starkey to całkiem nowe postacie, a co za tym idzie również historie, z których każda jest interesująca i zajmująca na swój sposób. Moją ciekawość najbardziej wzbudził jednak wątek Cama, którego ciało powstało z połączenia fragmentów ciał innych ludzi, przez co chłopak musi zmagać się z uczuciami, które nim targają, a które po części są połączone ze wspomnieniami, które nie należą do niego.

Rozdarci to zaskakująca i poruszająca książka, która trzyma czytelnika w napięciu do samego końca. Nie skupia się ona tylko i wyłącznie na walce prawo wyboru i wolność, ale porusza również ważne dylematy moralne i życiowe, przed którymi stają bohaterowie. To bardzo dobra kontynuacja, która sprawiła, że mam tylko ochotę na więcej, dlatego już nie mogę doczekać się kontynuacji. Osobom, które jeszcze nie znają tej serii, a poszukują niebanalnej historii, która wciąga i nie pozwala się oderwać, gorąco polecam sięgnąć po Podzielonych, ponieważ na pewno się nie zawiedziecie.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję księgarni internetowej platon24.pl

Zobacz więcej >

Zachwiana równowaga

Gdy zapada zmrok to kolejna wydana w Polsce książka Jørna Liera Horsta, która jednak tym razem nie kontynuuje przygód Williama Wistinga i jego córki Line, ale zabiera nas w podróż w przeszłość. Trzeba się przyzwyczaić, że tomy z tej serii są wydawane w Polsce w całkiem randomowy sposób, dlatego tym razem mamy do czynienia z prequelem serii kryminałów, którą osobiście bardzo lubię i zawsze czerpię niesamowitą przyjemność z poznawania kolejnych przygód śledczego z Larviku.

Przenosimy się do roku 1983. Powoli zbliża się Boże Narodzenie. William Wisting całkiem niedawno został ojcem bliźniaków, a do tego jest bardzo ambitnym, ale jeszcze niedoświadczonym posterunkowym. Pewna koleżeńska przysługa naprowadza go na ślad przestępstwa. W starej stodole natyka się na zabytkowe auto z dziurami po kulach i postanawia wszcząć własne śledztwo. Ta sprawa ukształtuje go i otworzy drzwi do kryminalnego świata, który od tego czasu stanie się nieodłączną częścią jego życia.

Gdy zapada zmrok to książka idealna dla fanów serii o Williamie Wistingu, którzy w przeszłości zapoznali się już przynajmniej z dwoma jej tomami. Nie przypomina ona bowiem innych części tego cyklu. Jest zdecydowanie krótsza i bez problemów można ją przeczytać w jeden wieczór, a do tego intryga kryminalna i całe śledztwo nie są tak rozległe i rozbudowane. Autor skupił się w tym tomie bardziej na pokazaniu nam pracy policjantów śledczych z perspektywy początkującego i dopiero zagłębiającego się w ten temat Wistinga, którego wiedza nie jest jeszcze tak szeroka.

W porównaniu z innymi tomami tej serii Gdy zapada zmrok, nie ma do zaoferowania tak wielowarstwowej intrygi. Nie polecam tej książki na pierwsze spotkanie z Williamem Wistingiem, ponieważ wielu czytelników mogłoby się zniechęcić. W tej części autor umożliwił spojrzenie w przeszłość bohatera i jeszcze dogłębniejsze jego poznanie. Pokazał nam, jak wiele w udało mu się osiągnąć, ale także, że początki nie są łatwe, a każdy kiedyś gdzieś zaczynał. Podczas czytania innych tomów tej serii nie rozmyślałam za wiele o przeszłości bohatera i szczerze nawet ciężko byłoby mi sobie wyobrazić doświadczonego śledczego, z wieloma osiągnięciami na koncie, jako młodzika, który o pracy śledczego nie ma zbyt wielkiego pojęcia. Właśnie z tego powodu ta książka, choć nie dorównuje kolejnym spodobała mi się tak bardzo, ponieważ miałam okazje jeszcze lepiej poznać bohatera z wrodzonymi umiejętnościami do dedukcji, który nie dostał kariery na starcie, ale do wszystkiego musiał dojść.

Wiliam Wisting należy do grona moich ulubionych literackich detektywów śledczych, dlatego zawsze z wielką chęcią pochłaniam książki z jego udziałem i tak było również z Gdy zapada zmrok. Kiedy zabrałam się do lektury, nie odłożyłam jej już do samego końca. Dla fanów serii jest to pozycja obowiązkowa, jednak osobom, które jeszcze nie znają śledczego z Larviku polecam najpierw zapoznać się z innymi tomami tej serii i dopiero potem sięgnąć po jej prequel.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Smak Słowa

Zobacz więcej >

Metal na murze!

Jax, niegdyś klakier służący swoim panom pod przymusem geas, dziś jest wolną istotą. Nie zdawał sobie jednak sprawy, z jak wielkim brzemieniem może się wiązać zdobyta wolność. Nie może się nią cieszyć, gdyż jego mosiężni bracia i siostry nadal pozostają zniewoleni. Nadzieję pokłada w legendarnej królowej Mab ukrytej gdzieś daleko na północy kontynentu. W tym samym czasie Berenice walczy o odmienienie losów wojny. Choć popełniła błąd i jest w pełni przekonana, że jej dni są policzone, nie ma zamiaru odejść z tego świata dobrowolnie. Kapitan Hugo Longchamp znalazł się natomiast w beznadziejnej sytuacji. Razem z oddziałami złożonymi w głównej mierze z kupców i rzemieślników przygotowuje się do ochrony ostatniego bastionu Nowej Francji, czyli twierdzy Zachodniej Marsylii. Mosiężny Tron ponownie stanowi zagrożenie, a mechaniczna armia jest już w drodze.

Pierwszy tom Wojen Alchemicznych zachwycił mnie steampunkowym klimatem, nowym i świeżym podejściem do tematu oraz rozwinięciem dobrze znanych schematów w oryginalny i ciekawy sposób. Miałam nadzieję, że autor nie zaprzepaści tak dobrego startu i dopiero w Powstaniu pokaże, na co go naprawdę stać. Choć Ian Tregillis miał zdecydowanie utrudnione zadanie ze względu na to, że w kontynuacji zabrakło już elementu zaskoczenia nowym tematem, to jednak wyrównał to wartką akcją i jej częstymi zwrotami.

Choć książka wypchana jest akcją, to jednak nie zabrakło w mnie czasu na chwile pełne refleksji. Dobrze znane z pierwszego tomu filozoficzne pytania, które zostały zadane czytelnikowi, nie popadły w zapomnienie. W powieści ważną rolę odgrywa wiara i religia. Nie jest jednak element, który bynajmniej by nudził, angażuje w taki sam sposób, jak pozostała część książki, jest przedstawiony w przystępny dla czytelnika sposób, nieprzesadnie ciężki, ale również niewyprany całkowicie z powagi.

Świat oraz fabuła, które tak bardzo przypadły mi do gustu w pierwszym tomie w Powstaniu zdecydowanie zostają rozbudowane. Wszystko nabiera tempa, gdyż autor nie musi już poświęcać czasu na wprowadzenia. Pojawia się również nowy punkt widzenia. Kapitana Loangchampa, mieliśmy okazję poznać już poprzedniej części i wtedy jego postać bardzo mnie zaciekawiła. Jego perspektywa jednak nie podoba mi się aż tak bardzo, jak wydarzenia, których uczestnikami są Jax i Berenice. Mimo to Kapitan Longchamp jest według mnie charyzmatyczną, wykreowaną w ciekawy sposób postacią, obdarzoną czarnym humorem, dlatego również z tego wątku czerpałam wiele satysfakcji.

Powstanie to bardzo dobra kontynuacja, której zakończenie otworzyło autorowi świetną drogę do finałowego tomu. Już nie mogę się doczekać Wyzwolenia, które ma pojawić się jeszcze w tym roku. Choć tytuł podpowiada, do jakiego końca zmierza to historia, to jednak mam nadzieję, że autor nie zawiedzie i nie pójdzie po linii najmniejszego oporu, a zdoła po raz kolejny mnie zachwycić i zaskoczyć.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non

Zobacz więcej >

Na tym właśnie polegał problem z istotami, potrafiły tylko niszczyć


Hirka przeszła daleką drogę, odkąd poznała dotyczącą jej tajemnicę i zdecydowała się znaleźć odpowiedź na pytanie, kim tak naprawdę jest? Podróżowała przez krucze pierścienie. Dotarła do prawdy, przez którą jednak wcale nie zrobiło jej się lżej na sercu. Dziewczyna jest rozdarta, a wojna, którą starała się powstrzymać nieunikniona. Teraz musi stanąć wobec wyzwania dla wszystkiego, co kiedykolwiek znała i kochała.

Evna to już ostatni tom trylogii historię o światach równoległych, które są ze sobą połączone poprzez krucze pierścienie. Kiedy sięgałam po Dziecko Odyna, nie spodziewałam się, że tak bardzo zatracę się w tej opowieści, jednak kiedy zaczęłam czytać, przepadłam, od początku do końca. Zżyłam się z bohaterami i stworzonym przez autorkę uniwersum, dlatego niesamowicie mi przykro, że to już koniec. Nie oznacza to jednak, że Siri Pettersen przestaje zaskakiwać i zachwycać w tym tomie, ponieważ Evna to kolejny świat, nowi bohaterowie i emocje, które trudno opisać.

Akcja Evny rozpoczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym zakończył się drugi tom. Wkraczamy do kolejnego niezwykłego świata stworzonego przez autorkę. Początek okazuje się dramatyczny dla obojga głównych bohaterów, którzy znajdują się w bardzo trudnym położeniu i muszą mierzyć się z konsekwencjami swoich wyborów. Choć na początku akcja rozwija się powoli, to bardzo szybko nabiera rozbiegu i zaczyna pędzić w zastraszającym tempie. Przez całą powieść towarzyszy nam atmosfera napięcia i oczekiwania na ostateczną rozgrywkę, która jest nieunikniona.

Siri Pettersen przez trzy tomy swojej trylogii stworzyła dość pokaźną galerię bohaterów. O ile w pierwszej i drugiej części nie mieliśmy żadnych problemów z odróżnieniem pozytywnych postaci od negatywnych, gdyż autorka nakreśliła wyraźną granicę między dobrem a złem, to jednak w Evnie sprawa znacznie się komplikuje. Bohaterowie stają przed trudnymi wyborami i dylematami moralnymi, nierzadko są zmuszeni postąpić wbrew sobie i swoim przekonaniom. Okazuje się, że nie wszystko jest czarno-białe, a świat składa się z wielu odcieni szarości.

Evna to genialne zakończenie trylogii. Siri Pettersen wykreowała niesamowite uniwersum, a w nim nie jeden, ale aż trzy fantastyczne światy. Ta historia pochłonęła mnie od pierwszego tomu i do samego końca trzymała w napięciu. W dodatku autorka odbiegła trochę od schematu szczęśliwego zakończenia, gdyż nie wszystko potoczyło się po myśli głównych bohaterów. Mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję przeczytać coś, co wyjdzie spod jej pióra. Jeśli jeszcze nie znacie trylogii Krucze pierścienie, to naprawdę, nie mam pojęcia, na co czekacie, ponieważ to idealny przykład fantastyki na wysokim poziomie i z pewnością każdy fan gatunku powinien się z nią zapoznać.


Za możliwość zrecenzowania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Rebis


Zobacz więcej >

Przeznaczenie czy przypadek?


Przeszłość Luke'a i Violet naznaczona jest bólem, który był jej nierozerwalną częścią. Los nigdy nie obchodził się z nimi łaskawie. Są dwójką młodych ludzi, którzy na pierwszy rzut oka różnią się całkowicie, a jednak łączą ich bolesne wspomnienia. Choć walczą z tym, co zaczynają do siebie czuć, z uczuciem, które przychodzi nagle i nieoczekiwanie, to powoli zaczynają się otwierać na coś nowego, czego nie zaznali wcześniej w życiu. Okazuje się jednak, że przed przeszłością nie da się uciec. Czy uczucie, które rodzi się między nimi, ma szansę przetrwać, czy minione lata zniszczą to, co udało im się zbudować do tej pory?

Przeznaczenie Violet i Luke'a to już trzecia książka z serii Przypadki. Tym razem głównymi bohaterami zostają drugoplanowe do tej pory postacie, które miałam okazję poznać już w dwóch poprzednich tomach tej serii opowiadających historię Callie i Kaydena. Violet to dziewczyna, która uważana jest za bezczelną i lekkomyślną, nie dba o opinię innych i sypia, z kim popadnie. Z kolei Luke to z kolei typowy mięśniak, gracz drużyny futbolowej, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki. To jednak tylko ich maski, pod którymi skrywają swoje prawdziwe osobowości, skorupy, w których skrzętnie się ukryli, aby zabezpieczyć się przed ponownym zranieniem. Dzięki pierwszoosobowej narracji z dwóch perspektyw mamy całkowity wgląd w umysły głównych bohaterów. To pozwala nam poznać ich przeszłość i zrozumieć motywy postępowania. Jesteśmy świadkami nieustannej walki z uczuciami, w których strach przed przeszłością miesza się z obawą o przyszłość.

Przeczytałam już bardzo wiele książek z gatunku New Adult, wiele historii, z których jedne były mniej lub bardziej podobne do drugich. Choć książki Jessici Sorensen opierają się w głównej mierze na schematach, to autorka dzięki świetnemu warsztatowi i umiejętnościom, potrafi pokierować fabułą w taki sposób, że nie jest ona dla nas nudna, a jeśli dokładnie się przyjrzymy, znajdziemy w niej pewne oryginalne elementy. Nie miałam żadnych problemów z przewidywaniem kolejnych wydarzeń, jednak w tym przypadku wcale mi to nie przeszkadzało, ponieważ to relacja głównych bohaterów jest w tej powieści najważniejsza. Uczucia i emocje grają w niej kluczową rolę, a w tej powieści możemy dostrzec ich całą gamę. Choć ta książka na pewno nie należy do najlżejszych, to jednak autorce udało się przedstawić ciężką historię w przyjemny i łatwy w odbiorze sposób.

Przeznaczenie Violet i Luke'a to kolejny tom bardzo dobrej serii, która zdecydowanie wyróżnia się na tle innych z gatunku New Adult. Choć porusza znane już z innych powieści tematy, to jednak autorka przedstawia je na swój własny oryginalny sposób. Jessica Sorensen w niezwykły sposób maluje uczucia na kartach swoich książek, wobec czego nie można pozostać obojętnym. Każdego, kto jeszcze nie zapoznał się z tą serią, gorąco do tego zachęcam. To historia o tym, że bez względu na to, co spotkało nas przeszłości, jak nas zniszczyło i zraniło, powinniśmy patrzeć z nadzieją w przyszłość, ponieważ mamy szansę na to, by zacząć wszystko od nowa.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka
Zobacz więcej >

Miłość to tylko chemia naszych serc


Henry Page nigdy nie spodziewał się, że jego serce skradnie dziewczyna, taka jak Grace Town, która chodzi o lasce, nosi męskie ubrania i pachnie, jakby długo nie widziała się z prysznicem. Jako beznadziejny romantyk wyobrażał sobie różne scenariusze, ale okazało się, że życie napisało mu kolejny, którego nie przewidział. Grace i Henry zostają wybrani, aby wspólnie pracować nad szkolną gazetką. Wbrew wszystkiemu chłopak każdego kolejnego dnia jest coraz bardziej zainteresowany i zafascynowany dziewczyną. Co ją spotkało? Czy Henry może zrobić coś, co pozwoli jej stanąć na nogi?

Muszę przyznać, że na początku nie planowałam sięgnąć po Chemię naszych serc. Ostatnio mamy na rynku wysyp powieści o miłości nastolatków, a ja w ciągu ostatnich kilku lat sięgnęłam po wiele takich historii. Jednak po przeczytaniu i obejrzeniu kilku recenzji, a także usłyszeniu pochlebnych opinii od osób, których zdanie bardzo cenię, postanowiłam dać szansę Chemii naszych serc. Przy okazji naszła mnie ochota na niezbyt obszerną młodzieżówkę, dlatego bez większych oczekiwań zabrałam się za powieść Krystal Sutherland.

Największą zaletą tej książki są jej bohaterowie, a w szczególności para głównych bohaterów. Zyskujemy do nich sympatię, ze względu na to, że nie są przerysowani, a ich problemy wyolbrzymione. To para zwyczajnych ludzi, nastolatków, którzy mają swoje dziwactwa, przez co wydają się bardziej autentyczni. Wyraźnie zarysowane jest to, że bohaterowie są nastolatkami i mają prawo popełniać błędy i źle ocenić daną sytuację, nikt nie jest nieomylny. Całą historię poznajemy z perspektywy szesnastoletniego Henry'ego, który, choć nie przeżył w swoim życiu za wiele, to ma jednak na koncie kilka osiągnięć, a to, co dzieje się w jego głowie i sposób, w jaki postrzega świat i pewne problemy zasługuje na uwagę. Grace jest dziewczyną po przejściach. Nie przypomina dawnej siebie, jest tylko cieniem osoby, którą kiedyś była. Dla chłopaka stanowi wyzwanie i ryzyko, jednak on postanawia je podjąć, ze względu, na uczucie, które zaczyna do niej żywić. 

Chemię naszych serc czyta się niesamowicie szybko. Jest to książka napisana prostym i przystępnym językiem, znajdziemy w niej również wiele nawiązań do popkultury. To książka całkowicie współczesna i młodzieżowa, która porusza problemy bardzo bliskie dorastającym ludziom. Znaczącą rolę odgrywa w niej czarny, ironiczny humor, który nierzadko w poważniejszych momentach z powodzeniem rozładował napiętą atmosferę. Nie brak w niej również humorystycznych akcentów, które jednak nie dominują i pozostają raczej w tyle. Z tego powodu książka jest bardziej wyrazista, łatwiej zapada w pamięć ze względu na liczne kontrasty, które w znaczący sposób się wyróżniają.

Chemia naszych serc nie jest kolejną książką, w której skrzywdzona przez los bohaterka poznaje chłopka i nagle jej życie staje się piękne, wolne od problemów. Tak nie jest w realnym świecie i nie dzieje się tak również w tej książce. Powieść Krystal Sutherland jest jednocześnie lekka i urocza, inteligentna, ale nie brak w niej również smutku. To świetna młodzieżówka i udany debiut autorki, który pokazuje, że w życiu zdarzają się sytuacje, na które nie mamy wpływu. Powinniśmy jednak się nie załamywać tylko iść dalej i zobaczyć co czeka na nas za zakrętem.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat
Zobacz więcej >

W tym pogmatwanym, pełnym emocji świecie nie ma idealnych odpowiedzi

Powrót Harry'ego Pottera po latach był dla wielu, w tym również dla mnie sporym zaskoczeniem. Muszę przyznać, że kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej książce, miałam bardzo mieszane uczucia. Jestem wielką fanką tej serii, jednak powrót do tego świata po tak długim czasie, kiedy już dawno pogodziłam się z zakończeniem siódmego tomu i z tym że życie Harry'ego potoczyło się dalej już poza stronicami książek, po prostu mi nie pasował. Nagle pojawiła się ósma część, która przenosi nas lata do przodu i choć nie mogę napisać, że się nie ucieszyłam, byłam też pełna obaw. Moja wrodzona ciekawość wzięła jednak górę nad niepewnością i tym sposobem sięgnęłam po Przeklęte Dziecko.

Zacznijmy od tego, że Harry Potter i Przeklęte Dziecko to tak naprawdę scenariusz spektaklu teatralnego Jacka Thorne’a, który swoją formą przypomina dramat. J. K. Rowling nie jest jego jedyną autorką, gdyż w procesie tworzenia uczestniczyli również Jack Thorne i John Tiffany.

Harry po wygranej wojnie ustatkował się, ożenił i doczekał dzieci. Pracuje w Ministerstwie Magii i stara się żyć normalnie. Przeszłość jednak nie daje o sobie zapomnieć i powraca pod postacią snów. Jego młodszy syn Albus nie może za to pogodzić się z faktem, że jest synem bohatera. Ciemność zaczyna zbierać się nad nim. Z której strony zaatakuje?

Fabuła Przeklętego Dziecka skupia się w głównej mierze na losach Albusa i jego najlepszego przyjaciela. Wbrew pozorom niektóre wątki potrafią zaskoczyć, a inne wręcz bawią swoją absurdalnością. Podczas czytania nieustannie wyobrażałam sobie, jak niektóre sceny wyglądałyby na scenie i muszę przyznać, że z wielką chęcią zobaczyłabym tę sztukę na żywo. W ósmym tomie nierzadko spoglądamy wstecz, oddając się melancholijnej idei „a co by było, gdyby...”. Poznajemy alternatywne rzeczywistości, które pobudzają naszą wyobraźnię i pozwalają jej rozbiec się w różnych kierunkach. Główni bohaterowie, co mile mnie zaskoczyło, nie są na szczęście odbiciami osobowości swoich rodziców. Książka jednocześnie wciąga i ciekawi, nawiązania do poprzednich części pozwalają czytelnikowi cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie, jak to było, kiedy poznaliśmy je po raz pierwszy.

Przeklęte dziecko ma zarówno wady, jak i zalety. Już jakiś czas po przeczytaniu tej książki, nadal mam co do niej mieszane uczucia. Z jednej strony, to w końcu Harry Potter, czyli seria, która towarzyszyła mi od najmłodszych lat, która otworzyła przede mną niesamowity, pełen magii świat, natomiast z drugiej, to książka, która według mnie nie była potrzebna. O ile po fanowskich opowiadaniach spodziewałabym się snucia opowieści o potomstwie ukochanej trójki bohaterów, łączenie ich w pary i stawianie w dziwnych sytuacjach, to jednak po książce, którą uznano za oficjalny ósmy tom, spodziewałam się czegoś o wiele więcej. Miło spędziłam czas przy Przeklętym Dziecku, a z racji, że jest to scenariusz, to również bardzo szybko przez nią przebrnęłam, jednak to nie jest to samo, co poprzednie tomy i nikomu nie radzę się na to nastawiać.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina

Zobacz więcej >

Jak daleko jesteś w stanie się posunąć?



Kara ma idealne życie. Jest świetną uczennicą i nigdy nie sprawia problemów. Nie jest jednak idealna, choć desperacko stara się utrzymać ten wizerunek, odkąd tylko pamięta. Żyje pod ciągłą presją, a drobne skazy niszczą jej perfekcyjną maskę i wprowadzają chaos do życia. Dziewczyna stara się oszczędzić sobie przykrości, dlatego zrywa kontakt z najlepszymi przyjaciółkami i skupia się na szkole. Oceny są dla niej najważniejsze, a rodzice nieustannie zachęcają ją do nauki, która jest ponad jej siły.

Kara dostaje ataku paniki podczas ważnego testu. Sama nie jest w stanie sobie poradzić, dlatego szuka pomocy w tabletkach, które proponuje jej koleżanka. Po zdanym egzaminie dziewczyna myśli, że problem jest już rozwiązany, ale to dopiero początek, ponieważ oprócz Kary i jej koleżanki o tabletkach wie ktoś jeszcze. Ktoś, kto nie zamierza siedzieć cicho i chce wykorzystać sytuację. Dziewczyna jest szantażowana, jednak jak się okazuje nie ona jedyna ma problemy z szantażystą. 

Pod presją jest drugą książką Michelle Falkoff, którą miałam okazję czytać. Po świetnym Playlist for the Dead, spodziewałam się kolejnej poruszającej ważny i aktualny temat powieści. Niestety uważam, że cały problem został przedstawiony na kartach książki w zbyt błahy sposób. Bohaterowie niczym nie zaskakują, to typowe amerykańskie nastolatki, które można spotkać w wielu powieściach dla młodzieży, a Kara bije ich wszystkich na głowę. Być może będzie Wam trudno w to uwierzyć, ale jej tragedia rozpoczęła się od kilku pryszczy i to właśnie z tego powodu zerwała kontakt z przyjaciółkami, ponieważ nie chciała się im pokazać. Całe jej dążenie do perfekcji, szantaż i śledztwo były dla mnie momentami śmieszne, a uważam, że nie powinny. Ponieważ tak trudny temat powinien być lepiej przedstawiony, nawet w książce dla młodzieży.

Pod presją jest książką przeciętną, niewyróżniająca się niczym szczególnym. W porównaniu z Playlist for the Dead okazała się według mnie o wiele gorsza. Nie wzbudziła ona we mnie większych emocji i nie skłoniła do refleksji tak jak poprzednia książka autorki. Pod presją to po prostu lektura na raz, do przeczytania w jeden wieczór i zapomnienia. Czyta się ją szybko, pełno w niej dialogów, a język jest aż za prosty. Książka porusza ważny temat, o którym powinno się pisać i mówić, nie porusz jednak czytelnika, choć z pewnością powinna.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria

Zobacz więcej >

Komnata ilustracji

Po ogromnym sukcesie i ciepłym przyjęciu nowej odsłony pierwszego tomu przygód o młodym czarodzieju, w końcu doczekaliśmy się pięknego i zachwycającego wydania Harry'ego Pottera i komnaty tajemnic z ilustracjami Jima Kaya. Z wielkim podekscytowaniem odliczałam dni do premiery tej książki w Polsce, ponieważ nie mogłam się doczekać, aby nie tylko odświeżyć sobie kolejny rok z życia Harry'ego, ale także, aby móc podziwiać piękne ilustracje, które zdobią karty tej powieści.

Po ukończeniu pierwszego roku nauki w Hogwarcie Harry musi spędzić wakacje razem z mugolskim wujostwem. Niespodziewanie na Privet Drive pojawia się domowy skrzat, aby ostrzec go i odwieść od pomysłu powrotu do szkoły. Harry jednak nie ma zamiaru rezygnować powrotu do miejsca, które stało się jego domem. W szkole jednak zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Co kryje się w ciemnych zakamarkach Hogwartu i czy Harry zdoła stawić czoła złu, które usilnie pragnie powrócić?

Drugi tom serii w niczym nie ustępuje pierwszemu. Po raz kolejny spotykamy się z cudownymi i magicznymi ilustracjami, które cieszą oko i w niesamowity sposób działają na czytelnika. Pobudzają wyobraźnie i nadają powieści niezwykły klimat. Ilustracje są różnie rozmieszczone na kartach książki. Pojawiają się strony, na których znajdziemy tylko małe akcenty, inne są nieraz całe pokryte ilustracjami lub częściowo stapiają się z tekstem. Są jednak również kartki, gdzie na jednej stronie znajduje się tekst, natomiast całą następną zajmuje ilustracja. Książka ma twardą okładkę i obwolutę, pod którą wbrew pozorom nie znajdziemy identycznej grafiki, a bardzo minimalistyczny i przesłodki obrazek Zgredka.

Czy znajdą się jeszcze osoby, które zastanawiają się nad zakupem tego wydania? Jeśli tak, to zapewniam, że książka jest całkowicie warta swojej ceny i na pewno pięknie będzie się prezentowała na półce zaraz obok ilustrowanego wydania Harry'ego Pottera i kamienia filozoficznego. Każdy fan serii autorstwa J. K. Rowling powinien się w nią zaopatrzyć, jednak osoby, które jeszcze nie znają Harry'ego będą mogły czerpać dodatkową radość z poznawania tej historii i zachwycania się pięknymi ilustracjami. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina

Zobacz więcej >

Wiosna, Lato, Jesień, Zima; Śmierć jest piąta, wszystko spina


Świat skąpany w ogniu. Nadchodzi koniec. Jednak czy ostateczny? Czas pokaże, gdyż w krainie zwanej Bezruchem cyklicznie przychodzi piąta pora roku. Ziemia drży, rozpada się i pęka. Żyjący w niej ludzie wiedzą, co nadchodzi. Spodziewali się tego. Na horyzoncie widnieje katastrofa. Nieliczni są w stanie okiełznać sejsmiczne moce i manipulować energią Ziemi, to rogga – górotwory.

Piąta pora roku była moim pierwszym spotkaniem z twórczością N.K. Jemisin. Czytałam wcześniej na temat tej autorki i jej książek wiele pozytywnych opinii, a szczególnie o powieści Sto tysięcy królestw, która została nawet wydana w Polsce. Jednak to właśnie za najnowsza książka autorka została laureatką prestiżowej nagrody Hugo, dlatego nie mogłam sobie odmówić lektury tej powieści.

N.K. Jemisin zachwyciła mnie wykreowanym przez siebie światem, który poznajemy od podstaw. Na kartach Piątej pory roku przenosimy się do Bezruchu. Jest to kontynent, na którym oprócz standardowych czterech pór roku, pojawia się również dodatkowa piąta. Nadchodzi ona nagle i nieoczekiwanie, niosąc ze sobą zniszczenie. Trzęsienia ziemi, wybuch wulkanów czy ruchy tektoniczne wyznaczają pewien koniec świata i początek nowej ery. Kraina, która dawniej przypominała naszą Ziemię, została prawie doszczętnie zrujnowana przez panujący chaos i szalejące, dzikie żywioły.

Muszę przyznać, że na początku trochę ciężko było mi się wbić w tę historię, ze względu na specyficzny styl autorki. Z każdą kolejną stroną było jednak coraz lepiej, a kiedy przyswoiłam sobie nowe słownictwo i przywykłam do sposobu, w jaki pisze N.K. Jemisin zatraciłam się w tej powieści. Fabuła Piątej pory roku skupia się na trzech kobietach należących do grona górotworów – ludzi, którzy ewoluowali i zdołali okiełznać sejsmiczne moce Ziemi. Essun to zrozpaczona, pragnąca zemsty kobieta. Damaya jest małą dziewczynką, porzuconą przez rodzinę, która obawiała się jej mocy. Trzeci punkt widzenia to przygody zbuntowanej Sjenit, która zostaje wysłana do pewnego nadmorskiego miasteczka w celu zniszczenia rafy koralowej.

Piąta pora roku to niesamowita pozycja, której nie da się zaszufladkować. Po powieść N.K. Jemisin mogą sięgnąć zarówno miłośnicy fantasy, jak i książek z gatunku science fiction, jednak uważam, że każda osoba otwarta na nowe doświadczenia może znaleźć w tej książce coś dla siebie. Piąta pora roku niewątpliwie wyróżnia się na tle innych książek fantastycznych, zachwyca wykreowanym światem, wartką akcją i niesamowicie wykreowanymi bohaterami. Ta książka wciąga, dziwi i zaskakuje. Już nie mogę doczekać się kontynuacji, a Wam serdecznie polecam sięgnięcie po tę książkę, bo nagroda, którą otrzymała, jest jak najbardziej zasłużona.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non

Zobacz więcej >
Zatracona w słowach © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka