Pierwsze spotkanie


Jørn Lier Horst jest znany w Polsce głównie dzięki serii o Williamie Wistingu, której tomy są u nas wydawane w bardzo nietypowy sposób. Miałam do tej pory okazję przeczytać wszystkie wydane z tej serii książki w Polsce oraz również jej prequel. Po bardzo długim czasie doczekaliśmy się w końcu pierwszego tomu przygód komisarza, który jest zarazem debiutem książkowym autora.

Preben Pramm zostaje znaleziony w martwy w swoim domu tydzień po nocy świętojańskiej. Starszy mężczyzna jest nagi i leży związany na kanapie. Dom jest wywrócony do góry nogami, co wskazuje na to, że mordercy czegoś szukali. Pramm nie utrzymywał kontaktów ze światem zewnętrznym, nie miał krewnych i przyjaciół, zawsze trzymał się raczej na uboczu. Jaką tajemnicę skrywał mężczyzna? Kto zamordował go w tak brutalny sposób? 

Warto wspomnieć już na samym początku, że historia opisana na kartach Kluczowego świadka została oparta na faktach. Opowiada ona o sprawie, w której autor brał udział jeszcze podczas swojej policyjnej kariery, a która do tej pory pozostała dla norweskiej policji tajemnicą. Zainspirowała ona jednak autor do stworzenia pierwszej książki w serii o komisarzu Wistingu, która była strzałem w dziesiątkę. Kluczowy świadek jest świetnie skonstruowaną powieścią, starannie dopracowaną i przygotowaną. Horst nie popada w schematy, choć niektóre wydarzenia można przewidzieć, to jednak nic nie jest zawsze do końca oczywiste. Autor również świetnie poradził sobie z budowaniem napięcia, które dawkuje, jak to ma w zwyczaju stopniowo i prowadził nas krok po kroku do zaskakującego końca.

Książki Wistinga mają to do siebie, że akcja nie pędzi w nich w zawrotnym tempie i ukazują śledztwo oraz pracę śledczych bardzo autentycznie, co wiąże się na pewno z doświadczeniem autora, który sam przez wiele lat pracował jako szef wydziału śledczego. Wydarzenia toczą się swoim rytmem, a od czasu do czasu zaskakują nas porządnym zwrotem akcji. Książka wciąga od samego początku, podobnie, jak inne książki Horsta z trudem można się od niej oderwać. W każdej ze swoich powieści autor porusza jakiś problem społeczny, a w Kluczowym świadku jest to potrzeba bycia częścią większej grupy, obcowanie z innymi ludźmi oraz wpływ samotności.

Choć tomy serii o komisarzu Wistigu nie są wydawane w naszym kraju chronologicznie, to jednak nie stanowi żadnego problemu podczas czytania, gdyż każda książka opowiada o innym śledztwie. Jedynie życie prywatne bohatera i liczne wątki rodzinne zostają trochę poplątane, jednak to również nie jest wielkim problemem, a nawet ciekawie jest poznawać sytuację rodzinną bohatera od końca. W Kluczowym świadku w przeciwieństwie do kolejnych tomów możemy znaleźć mniej Line, czyli córki Wistinga, mamy za to okazję poznać jego żonę.

Kluczowy świadek, choć jest debiutem autora, to w żadnym stopniu nie ustępuje jego kolejnym książkom, a wręcz przeciwnie według mnie jest jedną z najlepszych. Seria o Williamie Wistingu zalicza się do grona moich ulubionych kryminałów, uwielbiam styl autora oraz sposób, w jaki prowadzi fabułę, dlatego już nie mogę się doczekać, kiedy poznam jego dalsze przygody. Osobom, które jeszcze nie miały sposobności poznać Wistinga gorąca do tego zachęcam, szczególnie że w końcu został u nas wydany pierwszy tom i czytelnicy, którzy chcą poznawać tę serię od początku, w końcu mają ku temu okazję. 


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Smak Słowa

Zobacz więcej >

3... 2... 1... Pyrkon!

Z pewnością każdemu miłośnikowi szeroko pojętej fantastyki choć raz obiło się o uszy to i owo na temat Pyrkonu. Ja sama słyszałam i czytałam bardzo wiele, ale zawsze, kiedy nadchodził ten szczególny czas w roku, działo się coś niespodziewanego, co krzyżowało wszystkie moje plany i uniemożliwiało mi wyjazd do Poznania. Jednak koniec z tym! W tym roku oficjalnie i na 100% pojawię się na moim pierwszym Pyrkonie, który rozpoczyna się już jutro!

Na początek garść fantastycznych faktów. Pyrkon jest największym w Polsce festiwalem fantastyki, a w tym roku ma już miejsce jego XVII edycja. Festiwal rozpoczyna się w piątek 28 kwietnia i trwa do niedzieli 30 kwietnia, a odbywa się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Na pewno będziecie mogli złapać mnie na terenie festiwalu w sobotę, od rana do wieczora nie mam zamiaru się stamtąd ruszyć.





Co znajdziemy na Pyrkonie? Odpowiedź jest prosta, a mianowicie wszystko, co związane z fantastyką. Masa atrakcji, takich jak: wykłady, konkursy, warsztaty, wystawy, pokazy, spotkania z niesamowitymi ludźmi. Pełny program znajduje się oczywiście na stronie Pyrkonu, na którą zapraszam Was po wszystkie niezbędne informacje.

Co pojawi się na blog w związku z Pyrkonem? Już zapowiadam Wam, że możecie spodziewać się relacji z festiwalu, zarówno w formie pisemnej, jak i zdjęciowej. Śledźcie moje social media, czyli facebooka i instagrama. Na bieżąco postaram się dodawać newsy i informować, co ciekawego się u mnie dzieje. Na blogu pojawi się również wywiad! Wywiad z niesamowitą autorką, której książki po prostu uwielbiam i nadal nie mogę uwierzyć, że spotkam ją już w ten weekend.

Nie wiem, jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać! Koniecznie dajcie znać, czy też się wybieracie, a może macie ochotę na spotkanie? Koniecznie dajcie również znać, czy to Wasz pierwszy Pyrkon, czy może jesteście już weteranami, którzy na swoim koncie mają poprzednie edycje festiwalu? Do zobaczenia i pamiętajcie, że fantastyka jest wszędzie!

Zobacz więcej >

Poznaj moją historię #4 Rylin

Cześć, nazywam się Rylin Myers i w przeciwieństwie do autorek poprzednich wpisów nie mieszkam na szczycie wieży, nie jestem obrzydliwie bogata, a nastoletnie problemy są mi obce. Rzuciłam szkołę po śmierci mojej mamy. Teraz pracuję i staram się jakoś utrzymać mnie i moją młodszą siostrę. Chcę, żeby Chrissa mogła cieszyć się lepszą przyszłością.

Mieszkamy na 32 piętrze. Kiedy mama żyło było nam lżej, byłyśmy szczęśliwe. Później zachorowała i razem z Chrissą musiałyśmy oglądać, jak choroba wydziera nam ją dzień za dniem. Kiedy odeszła  nasz świat się rozpadł, mama pozostawiła po sobie nie tylko wielki smutek, ale i rachunki. Mam kredyt do spłacenia i oczywiście zalegam z czynszem, co nie jest żadną nowością. Nic więc dziwnego, że muszę czasami się odstresować. Wiem, że moja sistra zamartwia się tym, że biorę, ale narkotyki, choć na chwilę pozwalają mi przestać myśleć o problemach.

Moja mama pracowała kiedyś u Adertonów z 969 piętra. Teraz Cord zaproponował mi pracę i nie mogę zmarnować tej szansy. Dzięki niemu mogę wyjść na prostą, choć nie gram czysto. Ostatnio bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Wyczuwam subtelną zmianę w naszych relacjach. Mam jednak chłopaka, nie powinnam o tym zapominać. Jest przecież Hiral, choć tak naprawdę bardzo się od siebie oddaliliśmy. Nie wiem, czy jeszcze coś do niego czuję. Może warto dać szansę Cordowi, ale co zrobi, kiedy dowie się, że go oszukałam?




Premiera Tysiąca pięter już 26 kwietnia! Pamiętajcie o poświęconym jej profilu na instagramie. Dziękuję wszystkim, którzy choć na chwilę zajrzeli na bloga i śledzili wpisy bohaterek z książki. Mam nadzieję, że udało mi się rozbudzić w Was ciekawość i z przyjemnością sięgniecie po Tysiąc pięter. Miłej lektury!

Poznaj również historię:



Zobacz więcej >

Poznaj moją historię #3 Eris


Znacie to uczucie, kiedy wszystko wali się Wam na głowę? Przez całe życie nie musiałam niczym się martwić. Miałam wszystko: wysoką pozycję społeczną, kochających rodziców i masę przyjaciół. Nawet chłopaka, z którym mogłam zbudować coś więcej. Nazywam się Eris Dodd-Radson, mieszkam na 985 piętrze w Wieży, a może raczej powinnam powiedzieć, że mieszkałam.

Nie spodziewałam się tak nagłej zmiany. Był to dzień jak każdy inny, ale kiedy wróciłam wieczorem do domu po imprezie, mój świat się zawalił. Osoba, która była mi najbliższa, była moim wsparciem i ostoją zdradziła mnie. Okłamywała przez osiemnaście lat. Zrujnowała nie jedno, a dwa życia. Okazało się, że upadek, boli, szczególnie jeśli nigdy wcześniej nie musiałeś mierzyć się z niczym na poważnie. Ze szczytu wieży spadłam na samo jej dno. Nie chcę, żeby ktoś się dowiedział, a w szczególności moi przyjaciele. Pozory normalności to w tej chwili jedyna rzecz, dzięki której jakoś się trzymam.

Moja przyjaciółka Avery coś podejrzewa. Wiem, że prędzej czy później na pewno odkryje prawdę, ale nie chcę jej litości, nie pragnę niczyjej litości. Człowiek, na którego najbardziej liczyłam, zawiódł mnie, a dla Corda tak naprawdę niewiele znaczyłam. Wydaje się o wiele bardziej zainteresowany swoją nową służącą. W dodatku dziewczyna z niższego piętra wydaje się na razie jedyną osobą, przy której nie muszę udawać...



Premiera Tysiąca pięter już 26 kwietnia! Pamiętajcie o poświęconym jej profilu na instagramie. Już jutro wpis kolejnej bohaterki książki. 

Poznaj również historię:


Ledy
Zobacz więcej >

Poznaj moją historię #2 Leda


Cześć, z tej strony Leda. Tak, ta Leda Cole, znana również jako przyjaciółka Avery. Teraz moja kolej, by opowiedzieć Wam trochę o swoim życiu. Wbrew pozorom nie jest tak różowo, jak mogłoby się wydawać. 

Ostatnie miesiące były szczególnie ciężkie. Zamiast spędzić wakacje w rodzinnym gronie, do czego jestem zmuszana rok w rok, trafiłam do ośrodka odwykowego. Tak, wiem. Obiecałam sobie, że nigdy nie stanę się taką osobą. Nie popadnę w nałóg, nie stracę kontroli. Dałam się jednak ponieść uczuciom, a szczególnie jednemu, które żywię do chłopaka z tysięcznego piętra. 

Jak zareagowałaby moja najlepsza przyjaciółka, gdyby dowiedziała się, co tak naprawdę wydarzyło się w trakcie wycieczki na narty? I to w dodatku po tym, jak uległa wypadkowi? Ja przeżyłam coś niesamowitego, jednak on już następnego dnia się ulotnił. Teraz postanowił wrócić do domu po roku nieobecności. Co sądzi o tym, co rozegrało się pomiędzy nami? Może wcale nie jest zainteresowany, tak jak ja i dla niego była to tylko jednorazowa przygoda. 

Nikt nie wie, gdzie spędziłam wakacje. Nie powiedziałam nawet Avery, choć jest moją najlepszą przyjaciółką i wcześniej zawsze byłyśmy wobec siebie szczere. Nie podoba mi się jej przesadna opiekuńczość względem Atlasa. Dziwnie się zachowuje w jego obecności. A ja zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby go odzyskać. Nic mnie nie powstrzyma. 


Premiera Tysiąca pięter już 26 kwietnia! Pamiętajcie o poświęconym jej profilu na instagramie. Już jutro wpis kolejnej bohaterki książki. 

Poznaj również historię:

Zobacz więcej >

Poznaj moją historię #1 Avery

Avery Fuller. Tak, to ja. Mieszkam na tysięcznym piętrze w Wierzy, a moje życie jest idealne. A może tylko na takie wygląda? Nigdy niczego mi nie brakowało, dorastałam w luksusie i bogactwie. Moi rodzice spełnili swoje marzenie o idealnym dziecku, udało im się wydobyć to, co najlepsze, z ich wspólnego materiału genetycznego i tak oto powstałam ja. Perfekcyjna, znana i podziwiana. Mój przyrodni brat Atlas powtarza jednak niestrudzenie, że moją jedyną niedoskonałością jest mój upór. A tak! Atlas. Zapomniałabym Wam wspomnieć, że przecież jestem w nim zakochana. Tylko pamiętajcie, to sekret, więc cicho sza!

Moje uczucie jest zakazane. Choć nie jesteśmy spokrewnieni, to nie możemy być razem. Moje serce mnie zdradziło, ale nie dziwię mu się, ciężko nie ulec Atlasowi. Staram się wyrzucić go z mojej głowy, ale nie jest to wcale takie proste. Nikt nigdy nie dowie się, co do niego czuję, tego jestem pewna, a w szczególności sam Atlas! Co by sobie pomyślał? A jeśli nie odwzajemniłby moich uczuć? Traktuje mnie jak siostrę i z pewnością nie kryje się za tym nic więcej...

Ostatni mam sporo na głowie. Zmartwień dokłada mi moja najbliższa przyjaciółka Leda. Czuję, że coś przede mną ukrywa, a przecież przyjaźnimy się od zawsze. Od powrotu z wakacji zachowuje się bardzo dziwnie. Czuję, jak oddala się ode mnie dzień po dniu. Tracę do niej zaufanie, szczególnie od momentu, kiedy Atlas postanowił wrócić do domu. Widzę spojrzenia, które nieustannie posyła w jego stronę. Nie powinnam być zazdrosna, przecież nigdy nie będzie mój. Nie oznacza to jednak, że mam ochotę oglądać go z moją najlepszą przyjaciółką!


Avery jest jedną z głównych bohaterek książki Tysiąc pięter. W związku ze zbliżającą się premierą książki postanowiłam wziąć udział w promującej ją akcji, dlatego do niedzieli codziennie będzie pojawiał się wpis jednej z głównych postaci. Premiera książki już 26 kwietnia! Zachęcam do obserwowania poświęconego jej instagrama i śledzenia kolejnych postów. 
Zobacz więcej >

Kiedy traci się sens życia, wiele rzeczy okazuje się wartych, by za nie umrzeć

Cécile i Tristan dokonali niemożliwego. Podjęli decyzję, która może zaważyć na losach świata. Przed nimi staje kolejne, największe z dotychczasowych wyzwań. Muszą zmierzyć się z konsekwencjami swoich czynów. Oboje mają również do spłacenia długi, których koszt spłaty może przekroczyć wszystkie ich wyobrażenia.

Waleczna czarownica to trzeci tom Trylogii Klątwy, której dwa poprzednie tomy podbiły moje czytelnicze serce. Z wielkim smutkiem i jednocześnie podekscytowaniem zabierałam się do lektury tej książki, ze względu na to, że z jednej strony byłam bardzo ciekawa, jak autorka postanowiła zakończyć całą trylogię, jednak z drugiej było mi niesamowicie przykro, że to już koniec tej pięknej, baśniowej, pełnej trolli i potężnej magii historii.

Podobnie jak w dwóch poprzednich tomach również w Walecznej czarownicy obserwujemy wydarzenia zarówno z perspektywy Tristana, jak i Cécile. Wydawać by się mogło, że główni bohaterowie już swoje przecierpieli, jednak okazało się, że to był dopiero początek. Jedna, jednak kluczowa dla całej sprawy decyzja pociągnęła ich do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny. Choć starają się wspierać siebie nawzajem, to jednak przechodzą wewnętrzne rozterki, starają się chronić najbliższych, choć wcale nie jest to łatwe zadanie. Autorka wykreowała bohaterów, do których trudno nie czuć sympatii. Choć Tristan i Cécile zachowywali się momentami nieznośnie, to jednak czyniło ich to według mnie bardziej realnymi i prawdziwymi. Danielle L. Jensen nie wyidealizowała ich na bohaterów bez wad, pokazała, że nikt nie jest idealny, każdy może w pewnym momencie nie wytrzymać i najzwyczajniej w świecie się załamać. 

Danielle L. Jensen potrafi w niesamowity sposób budować napięcie, co udowodniła już w dwóch poprzednich tomach. Również w Walecznej czarownicy dawkuje nam je stopniowo, nieustannie narasta w nas przeczucie, że zaraz wydarzy się coś spektakularnego i przełomowego. Sięgnęłam po tę książkę i choć starałam się czytać ją powoli, to jednak już po kilku godzinach byłam po lekturze. Od Walecznej czarownicy nie można się oderwać, wydarzenia rozwijają się niezwykle dynamicznie, nieustannie natrafiamy na zwroty akcji, które całkowicie zmieniają kierunek, którym podążała fabuła.

Danielle L. Jensen zakończyła Ukrytą łowczynię, w momencie, który otworzył jej wiele możliwości i kierunków, w których mogła rozwinąć się ta historia. Choć nie zabrakło tu schematyczności, a Waleczna czarownica była momentami przewidywalna, to jednak w żadnym wypadku nie odbiera to przyjemności z jej czytania. Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że autorka całkowicie wykorzystała potencjał swojej historii. Wszystko jest dopracowane, Danielle L. Jensen nie pominęła żadnego szczegółu, skupiła się na najmniejszych detalach, dzięki czemu możemy cieszyć się niesamowicie wykreowanym i doszlifowanym światem.

Zakończenie Walecznej czarownicy lekko mnie zaskoczyło, choć nie mogę napisać, że się go nie spodziewałam. Finał tej historii jest bardzo wzruszający, ale i niesamowicie smutny. Z jednej strony czułam żal, z powodu tego, co się wydarzyło, jednak z drugiej cieszyłam się, że Danielle L. Jensen nie poszła na łatwiznę, kończąc książkę typowym happy endem. Zakończenie Walecznej czarownicy na pewno nie należy do schematycznych i wielu czytelników może zaszokować. Ja byłam mile zaskoczona, choć podejrzewałam taki rozwój wypadków mniej więcej od połowy książki. Pojawiło się kilka podpowiedzi, przesłanek, które mogły sugerować taki finał.

Waleczna czarownica to niesamowite zwieńczenie Trylogii Klątwy. Ten tom okazał się najlepszym z wszystkich trzech, choć jest jednocześnie najcieńszym z nich. Pomimo że jest to już koniec Trylogii Klątwy, to jednak autorka zapowiedziała prequel tej historii, którego już nie mogę się doczekać. Jeśli jakimś sposobem nie słyszeliście bądź nie czytaliście tych książek, to naprawdę gorąco zachęcam Was do zgłębienia tego pełnego magii i trolli świata.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni Internetowej Gandalf.com.pl
Zobacz więcej >

Szczęście jest tym, na czym polegają ci, którzy nie umieją planować


Sytuacja pod górą nie przedstawia się najlepiej. Władzę sprawuje bezwzględny tyran, a jedyny troll, który byłby w stanie mu się przeciwstawić został uwięziony. Cécile dzieli czas na powierzchni pomiędzy występy na deskach teatru, a poszukiwania Anushki – czarownicy, która od ponad pięciu stuleci niestrudzenie umykała trollom. Dziewczyna, choć wyrwała się z mrocznego miasta pod górą, to jednak nie udało jej się pozostać poza manipulacjami króla. Ma za zadanie odnaleźć czarownicę, ale żeby to osiągnąć musi zagłębić się w mroczną magię. Cena jest wysoka bez względu na to, czy zwycięży bądź poniesie porażkę.

Porwana pieśniarka, czyli pierwszy tom Trylogii Klątwy oczarowała mnie baśniowym klimatem oraz ciekawym podejściem do tematu, którym są trolle. To one odgrywają w tej historii główną rolę i to na nich skupia się cała fabuła. Wcześniej nie myślałam, że istoty te mogą być niezwykle podobne do ludzi, ze względu na inne powieści, które przedstawiały je raczej jako wstrętne, odrażające i niezwykle głupie stwory. Danielle L. Jansen postanowiła jednak zmienić postrzeganie trolli i zaprezentowała je jako istoty inteligentne i niezwykle potężne, które władają magią.

Akcja pierwszego tomu rozgrywała się głównie w Trollus. W Ukrytej łowczyni obserwujemy wydarzenia rozgrywający się w mieście pod górą z perspektywy Tristana oraz towarzyszymy Cécile podczas poszukiwań czarownicy w Trianon. Autorka przedstawia dwa światy w swojej powieści, czyli świat ludzi i świat trolli bardzo szczegółowo. Skupia się na najmniejszych detalach i z niezwykłą lekkością maluje słowami jego obraz. Fabuła Ukrytej łowczyni jest według mnie przewidywalna, choć nie sprawia to, że czerpiemy mniej przyjemności z jej czytania. Muszę przyznać, że odgadnięcie tożsamości Anushki nie było wcale trudne, już na początku miałam swoje domysły, które ostatecznie okazały się prawdziwe. Autorka wprowadziła jednak sporo zabiegów, które miały na celu zmylenie czytelnika, który ostatecznie nie mógł być niczego pewnym. Choć posunęła się do sięgnięcia po schematy, to jednak uważam, że przedstawiła je w ciekawy sposób i udało jej się wyciągnąć z nich to, co najlepsze.

W Ukrytej łowczyni podobnie jak w poprzednim tomie pojawia się wątek polityczny, który już w Porwanej pieśniarce należał do moich ulubionych. Odgrywa on w całej powieści szczególną rolę, a w dodatku przedstawiony jest w interesujący sposób, nie nudzi, a raczej pochłania czytelnika i skłania go do snucia własnych spostrzeżeń. Książka jest wypełniona po brzegi wartką akcją, jej nagłymi zwrotami i zdeterminowanymi bohaterami, którzy zostali postawieni w beznadziejnej wręcz sytuacji. Ich pragnienia i porywy serca ścierają się z poczuciem obowiązku i logicznym rozumowaniem. Bohaterowie nieustannie toczą wewnętrzne walki, gdyż zostają zmuszeni do podjęcia radykalnych decyzji, które nierzadko znajdują się w konflikcie z ich własnymi przekonaniami.

Ukryta łowczyni to świetna kontynuacja, która bez wątpienia dorównała swojej poprzedniczce. Momentami akcja nieco zwalniała i nużyła, jednak warto czekać i wytrwale przewracać strona za stroną, gdyż na końcu czeka nas bardzo satysfakcjonujące według mnie zakończenia. Ukryta łowczyni zakończyła się w momencie, który daje autorce szerokie pole do popisu i otwiera wiele możliwości w przypadku trzeciego tomu tej historii, który mam nadzieję, okaże się godnym zakończeniem tej niesamowitej, baśniowej i pełnej magii trylogii. Jeśli jeszcze nie znacie Trylogii Klątwy, to jak najprędzej zabierajcie się za Porwaną pieśniarkę, a gwarantuję Wam, że nie pożałujecie.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni Internetowej Gandalf.com.pl
Zobacz więcej >

Żyje się tylko raz, ale czy na pewno?

W świecie Tenley prawdziwe życie zaczyna się dopiero po Pierwszej Śmierci. Jeśli jesteś pełnoletni, musisz zdecydować, do jakiej frakcji chcesz przystąpić. Masz tylko dwa wybory, jednym z nich jest Trojka, drugim natomiast Miriada, które od dawna toczą ze sobą zaciekłe walki o dusze Niezwerbowanych. Ten została naznaczona już w chwili narodzin. Dziewczyna jest obdarzona wielką mocą i żadna z frakcji nie cofnie się przed niczym, aby mieć ją po swojej stronie.

Firstlife. Pierwsze życie to moje pierwsze spotkanie z twórczością Geny Showalter. Na pewno kojarzycie jej wcześniejszą serię Kroniki Białego Królika, o której swego czasu było dość głośno. Ja nie miałam okazji po nią sięgnąć i szczerze nie ciągnie mnie nawet do tych książek, szczególnie że opinie na ich temat były bardzo różne. Kiedy jednak usłyszałam o koncepcji jej nowej historii, byłam nią bardzo zainteresowana, więc niesamowicie się ucieszyłam, kiedy dotarła do mnie wiadomość, że zostanie wydana w Polsce. Podeszłam do tej książki z entuzjazmem, ale i z rezerwą, ponieważ już dawno przekonałam się, że im mniej wymagamy od książki, tym bardziej może ona nas zachwycić.

Gena Showalter nie bawi się w stopniowe wprowadzanie czytelnika w swoją historię, tylko od razu rzuca go na głęboką wodę. Przez całą powieść tempo akcji nie zwalnia, a w niektórych momentach wręcz przyspiesza. Nieustanie pojawiają się nowe postacie, zostają wprowadzane nowe wątki, a historia się rozwija. Bohaterowie również nie stoją w miejscu, nie zatrzymują się, tylko bez przerwy działają i wpływają na rozgrywające się wydarzenia.

Podział społeczeństwa nie jest niczym nowym, jednak mimo to spodobał mi się pomysł autorki z życiem po śmierci i założeniem, że dopiero wtedy rozpoczyna się prawdziwe, wieczne życie. Ludzie nie powinni przykładać wielkiej wagi do Pierwszego Życia, by móc skupić się na wyborze, gdzie będą wiedli życie po śmierci, w miejscu, gdzie panują określone zasady, czy może tam, gdzie króluje większa swoboda. Spodobała mi się ta koncepcja, jednak wykonanie już trochę mniej. Nie poznałam tak wiele szczegółów na temat świata wykreowanego przez autorkę, jakbym chciała. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to dopiero początek tej historii, dlatego mam nadzieję, że Gena Showalter rozwinie temat w kolejnych tomach.

Główne skrzypce w całej historii gra siedemnastoletnia Tenley Lockwood, na której skupiają się wszystkie wydarzenia. Dziewczyna jest bardzo specyficzną bohaterką, pełną kontrastów i sprzeczności. Z jednej strony Ten jest niezwykle odważna i wierna swoim przekonaniom. Choć cechuje ją inteligencja, to jednak potrafi być również niezwykle łatwowierna. Nie potrafi dostrzec oczywistych i jasnych faktów, dlatego często porusza się na ślepo i postępuje bardzo głupio. W jednej chwili potrafi się zachować niezwykle dojrzale, by po pewnym czasie zrobić coś nieprzemyślanego i nieodpowiedzialnego.


Firstlife. Pierwsze życie nie jest książką zaskakującą, ani szczególnie odkrywczą. Ma zarówno wady jak i zalety, jednak mimo wszystko czyta się ją bardzo szybko. Wciąga ze względu na wartką akcję i jej zwroty, a przez większość czasu trzyma w napięciu. Polecam ją jednak głównie nastoletnim czytelnikom, którzy na pewno lepiej zrozumieją główną bohaterkę i może będą mogli się z nią utożsamić. Choć nie jestem wybitnie zachwycona tą książką, to jednak czekam na kontynuację, ponieważ jestem bardzo ciekawa, jakie konsekwencje przyniosą decyzja i działania głównej bohaterki. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu HaprerCollins Polska
Zobacz więcej >

Chcę umieć rzucić się na głęboką wodę, nie martwiąc się konsekwencjami


Nadchodzi nowy rok szkolny i Penny jest gotowa stawić mu czoła w pojedynkę. Noah nagle zrezygnował z trasy i zapadł się pod ziemię. Nikt włącznie z Penny nie ma pojęcia, co się z nim dzieje i gdzie się znajduje. Dziewczyna postanawia skupić się na swojej pasji i relacjach z bliskimi. Dzięki zaproszeniu Megan do jej akademii artystycznej nadarza się okazja, by zawrzeć nowe znajomości i pójść do przodu. Czy Penny uda się w końcu zapomnieć o Noah, kiedy wciąż powracają do niej wspomnienia z przeszłości?

Girl Online. Solo to już moje trzecie spotkanie z Penny i Noah. Po zakończeniu pierwszego tomu tej historii nie spodziewałam się, że pojawi się kontynuacja. Myślałam, że Girl Online będzie jednotomową powieścią, więc byłam zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że Zoe Sugg pisze Girl Online. W trasie. W przypadku trzeciego tomu było jednak już całkiem inaczej. Zakończenie drugiej części było dla mnie zbyt otwarte i aż wołało o kontynuację, dlatego nie byłam zdziwiona i szczerze nawet wyczekiwałam informacji na temat Girl Online. Solo.

Nie nastawiałam się, że trzeci tom okaże się wspaniały ani, że przebije dwie poprzednie części, ponieważ mimo wszystko książki autorstwa Zoe Sugg nie należą do literatury najwyższych lotów. Do każdej z tych książek podchodziłam z dystansem i spodziewałam się po niej po prostu dobrej zabawy i takie właśnie podejście polecam wszystkim, którzy planują się zabrać za te powieści, ponieważ kiedy nie oczekujemy od książki zbyt wiele, to nie możemy się na niej zawieść. Mamy za to okazję w pełni cieszyć się lekturą i czerpać wielką radość z czytania.

W tej części Penny gra solo i muszę przyznać, że był to bardzo ciekawy zwrot w fabule. Dziewczyna na przestrzeni trzech tomów bardzo dojrzała, teraz stara się zacząć żyć na nowo, skupić się na swojej pasji oraz na rodzinie i przyjaciołach. Brakuje jej Noah, jednak próbuje poradzić sobie z tęsknotą, by w końcu skoncentrować się na własnych potrzebach i przyszłości. Girl Online. Solo nie skupia się wbrew pozorom, tylko i wyłącznie na Penny, co według mnie było świetnym posunięciem. Mamy tu o wiele więcej wątków niż w dwóch poprzednich tomach. Koncentrują się one na dobrze znanych  z poprzednich tomów bohaterach, ale również na nowych interesujących postaciach, które poznajemy w tej części.  

Girl Online. Solo to historia o samodzielności, o tym, że musimy sami zdecydować, jaki kierunek chcemy obrać w życiu. Nie możemy we wszystkim polegać na innych i oczekiwać, że to oni podejmą za nas decyzję. Uważam, że trzeci tom Girl Online jest zdecydowanie najlepszym z całej trylogii i podobał mi się równie mocno, co pierwsza część. Dla fanów tej historii to pozycja obowiązkowa natomiast osobom, które nie miały jeszcze okazji się z nią zapoznać, a poszukują ciepłej, słodkiej, momentami przesłodzonej, niezobowiązującej, ale i bardzo przyjemnej lektury polecam zapoznać się z Girl Online, która jest miłą odskocznią od cięższych i bardziej wymagających lektur.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis

Zobacz więcej >

W kleszczach lęku



Młoda guwernantka podejmuje się opieki nad osieroconym rodzeństwem, zamieszkującym wiktoriański dwór w hrabstwie Essex. Pełna obaw i niepewna czy podoła nowym obowiązkom, przybywa do starego domostwa. Dziewczyna zostaje jednak zaskoczona jasną fasadą domu i życzliwą służbą. Jej nowi podopieczni, czyli ośmioletnia Flora i dziesięcioletni Miles również wydają się dziećmi grzecznymi i pełnymi uroku. Niestety już drugiego dnia do dworu docierają złe wieści. Miles został wydalony ze szkoły. W okolicach posiadłości dziewczyna zaczyna również dostrzegać osoby, które wydają się nie być realne. Czy to wyobraźnie płata jej figle? Co łączy tajemnicze zjawy z jej podopiecznymi, którzy jak zaczyna podejrzewać dziewczyna, wcale nie są tacy niewinni?

Dokręcanie śruby to moje pierwsze spotkanie z twórczością Henry'ego Jamesa i zarazem jedno z jego najpopularniejszych dzieł, które otrzymało nowy tytuł wraz z przekładem Jacka Dahnela. Niektórzy z Was być może znają ją pod innym tytułem, a mianowicie W kleszczach lękuPo zapoznaniu się z tą historią mogę stwierdzić, że nowy tytuł o wiele bardziej pasuje do tej powieści, gdyż bardziej nawiązuje do fabuły. Uważam, że poprzedni tytuł pomijał kwestię podkręcania napięcia i potęgowania niegasnącej ciekawości czytelnika, nastawiając go na przerażającą i wzbudzającą dreszcze opowieść.

Historia sama w sobie nie straszy tak, jak można tego oczekiwać. To nie wydarzenia nas przerażają, ale niezwykle sugestywny sposób, w jaki zostały przedstawione przez główną bohaterkę oraz jej emocje, które towarzyszą nam nieustannie dzięki pierwszoosobowej narracji. Razem z nią czujemy narastający niepokój, wrażenie, że coś obserwuje nas z najciemniejszych kątów. Im dalej w powieść się zagłębiamy, tym trudniej odróżnić, co jest rzeczywiste, a co jawi się jako nierealne. Autor umiejętnie lawiruje między niedopowiedzeniami i dzięki językowi swojej powieści udaje mu się zagubić czytelnika w rozgryzaniu jego powieści.

Dokręcanie śruby to klasyczna powieść grozy, po którą z pewnością warto sięgnąć. Jest to książka wyjątkowa, którą można interpretować na wiele różnych sposobów. Możemy zabierać się do niej z różnych stron i powracać do wydarzeń wielokrotnie, by przekonać się, że za każdym razem przychodzą nam do głowy kolejne refleksje i teorie. Henry James stworzył powieść, która jest swoistym wyzwaniem dla czytelnika, pełnym wrażeń i nadprzyrodzonych zjawisk.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję księgarni internetowej platon24.pl
Zobacz więcej >

Łatwiej jest niczego się nie spodziewać, bo wtedy nic się nie traci


Cassie Taylor i Ethan Holt spotykają się po latach rozłąki, by razem wystąpić w sztuce na Broadwayu. Łączy ich wspólna i bolesna przeszłość, gdyż Ethan był jedynym chłopakiem, którego Cassie kiedykolwiek kochała, ale był również człowiekiem, który złamał jej serce. Dziewczyna jest zraniona i ze wszystkich sił stara się go nienawidzić, kiedy Ethan po zrozumieniu swojego błędu stara się ją odzyskać. Razem muszą zmierzyć się ze swoimi uczuciami i przeszłością, która nie daje o sobie zapomnieć.

Naprawdę lubię książki z gatunku New Adult i zawsze z wielką przyjemnością sięgam po nowe pozycje. Już niejeden autor udowodnił, że z opowieści o dojrzewających ludziach można wiele wynieść, jednocześnie dobrze się przy tym bawiąc. Oczywiście mają oni czasami błahe problemy, które lubią wyolbrzymiać czy wielkie dramaty, ale w końcu cały czas uczą się, jak odnaleźć się dorosłym życiu. Zły Romeo zachęcił mnie interesującym tytułem, który jak się okazało ma wiele wspólnego z fabułą i motywem aktorstwa, ale ostatecznie do sięgnięcia po niego skłoniły mnie wysokie oceny, pozytywne opinie oraz oczywiście własna ciekawość.

Książka zaczęła się bardzo obiecująco. Poznajemy Cassie, która wbrew planom rodziców stara się dostać do szkoły aktorskiej. Na przesłuchaniu poznaje Ethana, do którego od razu zaczyna ją coś ciągnąć. Muszę przyznać, że wątek aktorstwa jest zdecydowanie najlepszym elementem tej książki, który został przedstawiony w bardzo ciekawy sposób. Czytelnik miał okazję zobaczyć, jak to wygląda od podszewki oraz zajrzeć za kulisy pracy aktorskiej. Bardzo żałuję, że niestety reszta fabuły nie była tak dobrze zaprezentowana i dopracowana.

Leisa Rayven podobnie jak wielu innych autorów posunęła się do podzielenia powieści na dwie płaszczyzny czasowe. Mamy tutaj wydarzenia rozgrywające się w teraźniejszości, kiedy to Ethan i Cassie spotykają się po latach, by ponownie zagrać razem w sztuce oraz wydarzenia z przeszłości, kiedy razem studiowali i wystąpili po raz pierwszy jako Romeo i Julia. O ile zazwyczaj ten zabieg w powieściach bardzo mi się podoba, to w tej niestety był całkowicie nietrafiony. Autorka bardzo często skakała pomiędzy teraźniejszością a przeszłością i wprowadzała niepotrzebny zamęt. Momentami ciężko było mi się odnaleźć w tej powieści, ponieważ brakowało w niej chronologii i porządku.

Historia Cassie i Ethana nie jest jedną z tych wyjątkowych, magicznych opowieści o miłości. Nie jest również szczególnie udanym romansem. Na pierwszy plan wysuwają się główne postacie. Cassie jest nieogarniętą, trochę zagubioną dziewczyną, której pierwszą samodzielną decyzją było właśnie wybranie studiów aktorskich. Ethan jest jednym z tych tajemniczych mężczyzn, którzy skrywają jakiś sekret. Ma problem ze wszystkim i wszystkimi, jednak oczywiście od pierwszego spotkania z Cassie zaczyna jej ulegać. Ta dwójka ciągle się sprzecza, czy przedrzeźnia, odpycha, przyciąga i tak w kółko. Kiedy w końcu decydują się być razem, ich związek szybko staje się toksyczny. Nie mogę kompletnie zrozumieć zachowania Ethana, które jest po prostu niedorzeczna, a po odkryciu jego tajemnicy czułam tylko rozczarowanie, ponieważ nie było to nic zaskakującego. Znajomi głównych bohaterów ze studiów są płasko i nijako zarysowani, autorka skupiła się tylko i wyłącznie na głównych bohaterów, zaniedbując przy tym kreację otoczenia.

Wydarzenia z przeszłości i teraźniejszości dzieli sześć lat. Miałam jednak wrażenie, że przez ten czas bohaterowie nie nauczyli się za wiele i nie wyciągnęli wniosków ze swoich czynów. Właśnie to tak bardzo nie podobało mi się w tej książce, że od pewnego momentu po prostu utknęła w jednym punkcie. Bohaterowie bez przerwy powtarzali te same błędy, dokonywali podobnych decyzji. Wydarzenia również były bardzo podobne, opierały się na tym samym schemacie i niczym nie zaskakiwały. Książkę czyta się jednak bardzo szybko i widać, że ta historia miała potencjał, którego jednak autorka nie wykorzystała.

Zły Romeo to książka zwyczajna, momentami płaska, która według mnie nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle wielu innych podobnych historii. Nie ukrywam, że bardzo się na niej zawiodłam, szczególnie po pierwszej części powieści, która naprawdę mi się podobała. Niestety potem było już coraz gorzej. Fabuła nieustanie zataczająca koło, infantylni bohaterowie i uczucia, które według mnie były pozbawione głębi. Do tego autorka postanowiła zakończyć tę część, ponieważ jest to trylogia, nagle i raptownie bez żadnego ostrzeżenia. Czułam się tak, jakby po prostu brakowało jeszcze jednego rozdziału lub epilogu, który wszystko by wyjaśnił. Nie mogę z czystym sumieniem polecić Wam tej książki, a sama nadal zastanawiam się, czy sięgnąć po kolejny tom, ponieważ domyślam się, jak zakończy się ta historia i zdecydowanie wolę poświęcić czas przeznaczony na jej przeczytanie na bardziej wartościowe lektury.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte

Zobacz więcej >

Podjęcie pracy to proces, którego można nie przeżyć


Sztylet rodowy to moje pierwsze spotkanie z twórczością Aleksandry Rudej, a zarazem pierwszy tom jej nowej trylogii. Słyszałam bardzo wiele pozytywnych opinii na temat innych powieści tej autorki, które zostały wydane w Polsce już jakiś czas temu, dlatego zachęcona nimi, jak i kierowana własną ciekawością, postanowiłam, że sama sprawdzę, o co tak naprawdę chodzi w tym całym szale na fantastykę rosyjską i ukraińską, którą wszyscy na około mi polecają.

Koniec wojny dla Mili oznacza tylko brak pracy. Runęły marzenia o karierze i wielkiej chwale, pozostały za to niewielkie umiejętności magiczne i kieszenie świecące pustkami. Co zrobić w takim wypadku? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednak tak skomplikowana, jak mogłoby się wydawać, gdyż jedynym słusznym rozwiązaniem jest zgłoszenie się na posadę królewskiego posłańca. Nie szkodzi, że do towarzystwa dostanie Ci się całkiem osobliwa gromadka. Przed Milą ogrom pracy oraz nauki, przeciwności i trudności czają się na każdym kroku, a w takim wypadku zadanie może okazać się o wiele cięższe, niż wygląda na pierwszy rzut oka.

Sztylet rodowy to gratka dla fanów fantastyki, którzy szukają lekkiej i mniej wymagającej lektury, ale także dla osób, które do fantastyki nie są szczególnie przekonane. Autorka przedstawiła wszystko w niezwykle przystępny sposób, a podczas czytania trudno nie uśmiechać się bez przerwy i nie wybuchać, co jakiś czas śmiechem. Mogłoby się wydawać, że krasnoludy, elfy i trolle są już utartymi rasami, pojawiającymi się w wielu powieściach, które nie mogą nas zaskoczyć. Stało się jednak wręcz przeciwnie. Autorka świetnie nakreśliła wszystkich bohaterów, a kluczowe postacie mogą pochwalić się genialną kreacją. Główną bohaterką jest Mila, która nie rwała się na wojnę, by wykorzystać swoje ograniczone umiejętności magiczne. To dziewczyna, która twardo stąpa po ziemi i potrafi sobie poradzić w prawie każdej sytuacji. Zyskała sobie moją sympatię bardzo szybko i ogólnie rzecz biorąc, bardzo ją polubiłam, podobnie jak i całą jej dziwaczną kompanię, do której należy pewien zakochany troll, niezdarny krasnolud, elf o depresyjnych skłonnościach, porywcza wojowniczka i arogancki kapitan.

Nieodłączną częścią tej książki jest przede wszystkim humor, nie tylko słowny, ale także sytuacji i bohaterów. Jeśli akurat przytrafił Ci się gorszy dzień i potrzebujesz czegoś, co podniesie Cię na duchu, to bez wahania sięgaj po Sztylet rodowy. Przy tej książce nie można pozostać smutnym, a powstrzymanie głupkowatego uśmiechu przychodzi z trudem. 

Dzięki motywowi podróży, który odgrywa w tej książce bardzo znaczącą rolę, mamy okazję bliżej poznać świat wykreowany przez autorkę, który wciąga od pierwszej strony. Książka ma ponad trzysta stron, jednak kiedy już rozpocznie się lekturę, jej przerwanie jest praktycznie niemożliwe i trzeba dotrzeć do samego końca. Czyta się ją niesamowicie szybko i dosłownie jest to lektura na jeden wieczór.

Sztylet rodowy to przezabawna i wciągająca opowieść, która oczarowała mnie całkowicie. Z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji tej trylogii, która nosi tytuł Sztylet zaręczynowy. Jestem bardzo ciekawa, co autorka przygotowała dla nas w kolejnej części i jak dalej potoczą się losy bohaterów. Mam również nadzieję, że drugi tom okaże się dłuższy niż Sztylet rodowy, który jak na tak przyjemną lekturę był dla mnie o wiele za krótki.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję księgarni internetowej platon24.pl
Zobacz więcej >
Zatracona w słowach © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka