Wszyscy do pewnego stopnia mamy wybór, jak chcemy ukształtować swoją osobowość

Caddy i Rosie są najlepszymi przyjaciółkami, choć uczęszczają do różnych szkół. Wiele je dzieli, jednak jeszcze więcej łączy.  Caddy jest typową szarą myszką, jednak chciałaby być bardziej podobna do swojej przyjaciółki. Rosie jest jej całkowitym przeciwieństwem, wyróżnia się odwagą, jest zabawna i przebojowa. Nagle w życie przyjaciółek wkracza nowa dziewczyna – Suzanne, która skrywa pewną mroczną tajemnicę i jeszcze bardziej wszystko komplikuje. Kłopoty mnożą się w bardzo szybkim tempie, sytuacja wymyka się spod kontroli, a przeszłość Suzanne zaczyna powoli wychodzić na jaw.

O Pięknych złamanych sercach słyszałam jeszcze przed premierą tej książki w Polsce. Było o niej dość głośno za sprawą klubu czytelniczego Zoe Sugg, zbierała również same pozytywne opinie. Miałam zamiar sięgnąć po tę powieść w oryginale, dlatego bardzo ucieszyłam się na wiadomość, że zostanie u nas wydana. Nie mogę nie wspomnieć o pięknej okładce, która od razu rzuca się w oczy, jednak bardzo żałuję, że treść książki niestety nie okazała się równie zachwycająca.

Po przeczytaniu opisu można się spodziewać, że będzie to lekka i przyjemna książka o przyjaźni i problemach nastolatek. Nic bardziej mylnego, ponieważ powieść Sary Barnard porusza ważny i obecny temat, którym jest przemoc w rodzinie. Podoba mi się sposób, w jaki autorka przedstawiła ten problem w swojej książce. Nie jest to sytuacja, z której łatwo można uciec, nieważne jak bardzo byśmy tego pragnęli i dokładali wszelkich starań, co właśnie próbuje ukazać Sara Barnard. Z tego powodu powieści na pewno nie można zaliczyć do wesołych czy przyjemnych lektur. Czyta się ją jednak bardzo szybko, co ma związek z nieskomplikowanym i bardzo przystępnym stylem pisania autorki.

Drugim najważniejszym wątkiem jest przyjaźń oraz typowe nastoletnie życie. Tutaj nie było zaskoczenia, ponieważ autorka skorzystała ze schematu i przedstawiła nastolatki jako pijące, imprezujące i nieodpowiedzialne dziewczyny. Jest to wielokrotnie powielany obraz młodzieży, według mnie bardzo krzywdzący i przesadzony, ponieważ naprawdę nie każda szesnastoletnia dziewczyna marzy o tym, aby znaleźć sobie chłopaka i stracić dziewictwo. Co do poszczególnych bohaterów, to ich kreacja nie zachwyca. Autorka stworzyła bardzo stereotypowe postacie, które nie mają nic nowego i ciekawego do zaoferowania. Nie zżyłam się z nimi ani jakoś szczególnie ich nie polubiłam.

Piękne złamane serca to w głównej mierze powieść o przyjaźni. Porusza ona ważny temat, który został przedstawiony w przystępny dla czytelnika sposób. Książka Sary Barnard nie spodobała mi się jednak aż tak bardzo, jak się tego spodziewałam. W swoim życiu przeczytałam wiele powieści o podobnej tematyce, dlatego nie znalazłam w tej książce niczego, co mogłoby mnie zaskoczyć. Na pewno ma ona swoje zalety i wady. Nie jest całkowitym rozczarowaniem, jednak według mnie to nadal bardzo przeciętna książka. Skierowana jest głównie do nastolatek, jednak każdy, kogo interesuje wątek przyjaźni i przemocy w rodzinie oczywiście może po nią sięgnąć. Radzę jednak nie mieć wielkich oczekiwań wobec powieści, ponieważ może ona ich nie spełnić. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis

Zobacz więcej >

Lepiej jest zajść niedaleko, niż pozostać w miejscu



W Dogewie – krainie zamieszkiwanej przez wampiry i inne stwory dzieją się złe i tajemnicze rzeczy. Coraz więcej istoto traci życie, a magicy wysyłani na ratunek znikają bez śladu. Starsi i bardziej doświadczeni polegli, właśnie dlatego do akcji wkracza Wolha Redna  – wiedźma, wybrana przez swojego mistrza do rozwiązania zagadki. Jest ona jedyną kobietą na typowo męskim wydziale magii, posiada talent do sztuki magicznej i nieprzeciętną inteligencję. Czy uda jej się sprostać zadaniu, kiedy wszyscy inni zawiedli? 

Zawód Wiedźma to pierwszy tom Kronik Belorskich autorstwa białoruskiej pisarki fantasy Olgi Gromyko. Miałam już kiedyś okazję zapoznać się z jej twórczością podczas lektury Szczurynek. Była to jednak bardzo króciutka książeczka opowiadająca o sytuacjach z życia autorki, więc nie zaprezentowała ona jej wszystkich możliwości. Fantastyka to mój ulubiony gatunek, a na temat tej autorki nie słyszałam złego słowa. Właśnie dlatego z okazji wznowienia jej najpopularniejszej serii w Polsce, postanowiłam zapoznać się z pierwszym tomem opowiadającym o przygodach Wolhy Rednej. 

Wolha Redna jest niesamowicie barwną postacią. Osiemnastolatka, która jako jedna z nielicznych dotrwała do VIII roku w Starmińskiej Wyższej Szkole Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Autorce udało się stworzyć bohaterkę, do której zapałałam sympatią już od pierwszych stron. Wolha jest odważna, można by rzec, że wręcz heroiczna, pełna pomysłów, ciekawska, a w dodatku to mistrz ciętej riposty. I jak tu jej nie polubić. Szczególnie że żyje w świecie tak fantastycznym, jak to tylko możliwe. W książce Olgi Gromyko nie brak magicznych istot, takich jak: wampiry, trolle, jednorożce, bazyliszki, smoki, a nawet zombie. Krótko mówiąc, jeden wielki miszmasz. 

Fabuła książki może nie jest jakoś szczególnie odkrywcza i bardzo wiele można łatwo przewidzieć, to jednak zdecydowanie historia nadrabia wszystko humorem, który wręcz wylewa się z kart powieści. Znajdziemy tu humor w każdej postaci. Nie brak zabawnych bohaterów, śmiesznych sytuacji oraz rozbrajających żartów. W dodatku cała książka jest napisana lekkim i przystępnym językiem, nie mamy tu zbędnych opisów, czy ozdobników, autorka podobnie, jak główna bohaterka jest bardzo bezpośrednia. 

Zawód Wiedźma to książka pełna magii, magicznych istot oraz humoru. To bardzo dobry początek serii, która zapowiada się niezwykle obiecująco. Chociaż książka jest nierówna, ponieważ w niektórych momentach wiele się dzieje, a w innych zaczyna nas już powoli dopadać nuda, to jednak warto przeczytać książkę do końca. Jeżeli szukacie lekkiej, wciągającej powieści, która zapewni Wam sporą dawkę humoru i magii, to Zawód Wiedźma idealnie sprawdzi się w tej roli. 


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni Internetowej Gandalf.com.pl

Zobacz więcej >

Ludzie, których powinniśmy znać najlepiej, okazują się obcy, a ci niemal obcy nagle stają się jak rodzina

Jedna dziewczyna zobaczy świat po raz pierwszy, natomiast druga już nigdy nie spojrzy na niego w ten sam sposób. Gemma jest zakompleksioną nastolatką, bardzo chorowitą, przez co sporą część życia spędziła w szpitalach. Nie ma przyjaciół, rówieśnicy się z niej naśmiewają, a rodzice przejawiają nadopiekuńczość. Gemma nie waha wziąć udziału w wycieczce na Florydę, kiedy tylko pojawia się taka okazja. Rodzice jednak zakazują jej wyjazdu w ostatniej chwili. Dziewczyna przypadkowo podsłuchuje ich rozmowę i tak dowiaduje się o tajemniczej klinice Haven znajdującej się niedaleko miejsca, w które miała się wybrać. Gemma ucieka z domu, aby samodzielnie zbadać sprawę. Co odkryje? Jak wpłynie to na jej życie? I co łączy ją z Lirą, którą spotkała na swojej drodze?

Z twórczością Lauren Oliver miałam już do czynienia wielokrotnie. Zaczęłam dość niefortunnie z jej trylogią Delirium, która nie przypadła mi do gustu. Później przeczytałam Panikę, która okazała się o wiele lepsza. Z tego powodu postanowiłam sięgnąć po jej najnowszą książkę Replikę, która przyciągnęła mnie swoją ciekawą konstrukcją, by zobaczyć, jak tym razem poradziła sobie autorka.

Już na samym początku w oczy rzuca się wyjątkowa budowa książki. Z jednej strony mamy historię Liry, natomiast po obróceniu książki znajdujemy historię Gemmy. Wbrew pozorom nie jest to aż tak interesujące, jak mogłoby się wydawać. Miałam sposobność czytać książki, których autorzy potrafili sprawnie operować o wiele większą liczbą punktów widzenia. Książka Oliver różni się tylko tym, że niektóre rzeczy się powtarzają, ponieważ są przedstawione zarówno w historii Gemmy, jak i Liry. Ja zdecydowałam się czytać obie części na zmianę i uważam to za najlepszy sposób, ponieważ dzięki temu nie zdradzicie sobie nic z fabuły. Oczywiście, jeśli macie ochotę, możecie najpierw przeczytać historię Gemmy, a potem Liry i na odwrót.

Gemma i Lira to dwie z pozoru całkiem różnie dziewczyny. Na pierwszy rzut oka nie łączy je nic. Gemma posiada rodziców, natomiast Lira nie. Lira obawia się choroby, kiedy Gemma nieustannie choruje. Jedna jest człowiekiem, a druga repliką. Obie chcą jednak posmakować życia i decydować o sobie samej, oczywiście każda na swój własny sposób. Żadnej z nich nie polubiłam jakoś szczególnie, jednak jeśli miałabym wybierać, to mój wybór padłby na Lirę. Obie dziewczyny spoglądają na świat inaczej, jednak punkt widzenia Liry i to głównie z powodu tego, że jest repliką, wydawała mi się o wiele ciekawszy.

Replika to historia, która ma swoje wady i zalety. Na pewno nie jest ona odkrywcza ani szczególnie interesująca. Stworzona głównie dla rozrywki, nie zapada na długo w pamięć, ale taka jest według mnie cała twórczość Lauren Oliver. Autorka ma lekkie pióro, idealne dla powieści młodzieżowych, potrafi również budować atmosferę, gdyż do samego końca historie obu dziewczyn są owiane tajemnicą. Fani autorki nie powinni być zawiedzeni, jednak osoby, które szukają ciekawej i wciągającej powieści młodzieżowej mogą czuć rozczarowanie, gdyż ta historia jest po prostu przeciętna i nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte
Zobacz więcej >

Ci, którzy wiedzą, jak jest w ciemnościach, zrobią wszystko, by pozostać w świetle

Mare poniosła porażkę. Teraz jest skazana na łaskę swojego największego wroga. On natomiast pogrąża się coraz bardziej w kłopotach, a jego obsesja na punkcie dziewczyny od błyskawic nie daje mu spokoju. Jej towarzysze nie mają jednak zamiaru poddać się tak łatwo. Poza murami pałacu daleko od Mare dobrze ukryci zbierają siły. Co przyniesie wojna? Kto zwycięży, a kto okaże się przegranym? Niedługo Norta, jaką znała dziewczyna, spłonie i nic już nie będzie takie samo.

Swoją przygodę z serią Victorii Aveyard rozpoczęłam niedługo po premierze jej pierwszego tomu w Polsce. Książka zebrała zarówno wiele pozytywnych, jak i negatywnych opinii. Jedni jej nie znosili, inni natomiast zakochali się w debiucie autorki. Czerwona królowa podobała mi się, choć oczywiście nie była pozbawiona wad, to jednak uznałam ją za obiecujący początek. Potem jednak przyszła kolej na kontynuację, czyli Szklany miecz, która już aż tak bardzo mnie nie zachwyciła. Miałam nadzieję, że jednak autorka zrehabilituje się w trzecim tomie. Czy jej się udało?

Książka rozpoczyna się około miesiąca po zakończeniu Szklanego miecza. Mare trafiła do niewoli, jednak nie jest zwykłym więźniem, gdyż młodociany i szalony król zamierza ją wykorzystać do swoich celów. Tym jednym zdaniem można mniej więcej opisać, co dzieje się na prawie trzystu pięćdziesięciu stronach. Mniej więcej, dlatego że w tym tomie dochodzą również dwa, całkiem nowe punkty widzenia, które są nawet jeszcze gorsze od punktu widzenia Mare. Cała książka jest dość obszerna, ma ponad pięćset stron, jednak tak naprawdę nic one nie wnoszą. Mam wrażenie, że ta historia stoi w miejscu, oczywiście bohaterowie walczą i toczą kolejne potyczki, ale nie posuwają one tej serii naprzód. Są Srebrni i Czerwoni, jedni walczą z drugimi, a do tej wojny przyłączają się jeszcze Nowi. Raz szala przechyla się na jedną, a raz na drugą stronę.

Książkę tworzą bohaterowie, otoczenie i pomysł na fabułę. Uważam, że najważniejsi są bohaterowie, gdyż nawet jeżeli trafimy na kiepską historię z dobrze nakreślonymi bohaterami, którymi chcemy kibicować, to na pewno nie będzie ona kompletną porażką. Gorzej jest, kiedy mamy ciekawy pomysł i interesujące otoczenie, ale nie możemy znieść bohaterów, wtedy nawet nie chcemy dalej o nich czytać. Właśnie w Królewskiej klatce i całej serii mamy bohaterów, którzy irytują i przyprawiają o ból głowy. W pierwszym tomie nie było to bardzo widoczne, ale w kolejnych częściach dostrzegamy, że postacie nic a nic się nie zmieniają, nie uczą się na swoich błędach, nie potrafią wyciągać wniosków, ani podejmować sensownych decyzji. Mare jest jedną z gorszych głównych bohaterek, z jakimi miałam do czynienia i bardzo ciężko czytało mi się tę książkę, ponieważ w większości poznajemy wydarzenia z jej perspektywy. Nawet Cal, którego na początku lubiłam, nie popisał się i zmienił w  naprawdę marną postać.

Królewska klatka jest mniej więcej na tym samym poziomie, co Szklany miecz, a nawet mogę napisać, że okazała się od niego gorsza. Wyraźną i być może jedyną zaletą tej powieści jest poprawa stylu autorki, którą można dostrzec już na samum początku. To jednak koniec pozytywów, ponieważ przez prawie całą książkę nic się nie dzieje, cały czas krążymy wokół tego samego tematu, a towarzyszą nam płascy i irytujący bohaterowie. W przyszłym roku ma ukazać się ostatni tom tej serii, chyba że autorka wymyśli coś jeszcze, ale mam szczerą nadzieję, że nie. Oczywiście zamierzam przeczytać finał, ponieważ nadal nie tracę nadziei, że czarny charakter wygra i uratuje tę historię.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte

Zobacz więcej >

Życie to igraszka bogów i próżno szukać w nim sprawiedliwości


Król Brytanii Uther żegna się z życiem. Prawowitym następcą tronu jest książę Mordred – niepełnosprawne niemowlę, wnuk zmarłego władcy. Odejście tak znakomitego przywódcy zwiastuje nadejście ciężkich czasów i doprowadza do wewnętrznych podziałów. Rozpoczyna się walka o władzę, a armie saskie szykują się do najazdu na pogrążoną w chaosie Brytanię. Pomoc przychodzi z nieoczekiwanej strony. Artur – bękart zmarłego króla, który dzierży zaklęty miecz Excalibur, będący darem od czarownika Merlina, ma zamiar stawić czoła saksońskiej furii oraz zjednoczyć wszystkie kraje. Czy jego przeznaczeniem będzie zwycięstwo?

Bernard Cornwell jest angielskim pisarzem, autorem thrillerów i powieści historycznych, mieszkającym na stałe w Stanach Zjednoczonych. W swoim dorobku ma wiele tytułów o rozmaitej tematyce, a najpopularniejszym z nich jest cykl opisujący dzieje Richarda Sharpe’a – angielskiego żołnierza biorącego udział w wojnach napoleońskich. Choć słyszałam o tym autorze wiele pochlebnych opinii, to jednak nie sięgam często po thrillery, a jeszcze rzadziej zaczytuję się w powieściach historycznych, dlatego nie miałam wcześniej okazji zapoznać się z jego twórczością. Wydawnictwo Otwarte postanowiło jednak wznowić pierwszy tom Trylogii arturiańskiej w przepięknej szacie graficznej, a ja jako wielka fanka tematu nie mogłam sobie odmówić zapoznania się z tą powieścią.

Bernard Cornwell sięga po jeden z najbardziej wysłużonych w literaturze i filmie tematów, którym są legendy arturiańskie. Bo czy znajdzie się ktoś, kto nie słyszał o Królu Arturze i jego Rycerzach Okrągłego stołu? O sławnym Excaliburze i czarowniku Merlinie? Ja słyszałam, czytałam i oglądałam bardzo wiele, a mimo to nadal nie odczuwam znużenia i z wielką chęcią sięgam po historię Króla Artura w każdej odsłonie, bo było ich już całkiem sporo, a mianowicie na smutno, wesoło, nieco fantazyjnie, a nawet melancholijnie. Jak postanowił zaprezentować nam tę opowieść Bernard Cornwell? Autor stara się przedstawić wszystko czytelnikowi z dużą dozą autentyzmu i nie ogranicza tego tylko do jednej płaszczyzny. Skupia się na odrębnych elementach świata przedstawionego, a poszczególne wydarzenia pełnią w książce konkretną rolę.

Całą historię poznajemy dzięki Sasowi imieniem Derfel, który był najpierw podopiecznym Merlina, a później stał się jednym z Wojowników Artura. Mężczyzna spisuje swoje wspomnienia, które mamy okazję czytać na kartach tej książki. Derfel jest sumiennym narratorem, który oddaje wszystko bardzo wiernie, stara się nie oceniać, choć nie boi się wyrazić własnego zdania. Bohaterowie wykreowani przez Cornwella nie są wyidealizowani, pozornie tylko utrzymani w chwale rycerskich ideałów zostają przez autora całkowicie zdemaskowani. Artur, choć rzeczywiście jest wielkim przywódcą i wspaniałym wojownikiem, to jednak jest także porywczym, egoistycznym i lekkomyślnym idealistą. Ginewra to nie łagodna i subtelna kobieta, ale ambitna i pewna siebie intrygantka. Autor przedstawia bohaterów w całkiem innych świetle, co zdecydowanie dodaje im świeżości.

Zimowy monarcha jest w pewnym sensie mieszanką gatunków, która prezentuje się bardzo przyzwoicie. Z jednej strony jest to powieść historyczna, zawierające wiele przydatnych informacji, choć nierzadko autor manipuluje źródłami, a z drugiej książka przygodowa zapewniająca czytelnikowi radość z czytania bez względu na powód, z jakiego po nią sięgnął. Powieść Cornwella napisana jest lekkim i przystępnym językiem stylizowanym na średniowiecze, który sprawia, że przez tę książkę się płynie. To świetny początek trylogii, której kontynuacji już nie mogę się doczekać.



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte


Zobacz więcej >

Nie istnieje droga na skróty

Izabela Trent jest najwybitniejszą na świecie specjalistką od smoków. Ta niezwykła, pełna zapału kobieta o duszy pioniera wyprowadziła naukę o tych tajemniczych stworzeniach z cieni mitów, domysłów i nieporozumień w świat współczesnej nauki. Zaryzykowała swoją reputację i perspektywy, by zaspokoić wrodzoną ciekawość i oddać się całkowicie badaniom nad smokami, które miały zaspokoić jej wrodzoną ciekawość. Jak udało jej się osiągnąć to wszystko w świecie, w którym kobiety nie zajmują się nauką? To już dłuższa historia, a zaczęła się dość niewinnie od jednej wyprawy, gdzie Izabela dokonała pierwszego ze swoich licznych odkryć.

Historia naturalna smoków jest pierwszym tomem serii Pamiętnik Lady Trent. Fabuła rozgrywa się w świecie, gdzie smoki nie są tylko fantazją, ale powszechnie występującym gatunkiem. Lady Izabela Trent mieszka w Scirlandii, która do złudzenia przypomina wiktoriańską Anglię. Jest kobietą, co automatycznie degraduje ją do roli kury domowej, a jej specyficzne zainteresowania spotykają się z politowaniem i kpinami. Kobieta nie ma jednak zamiaru porzucać swojej pasji i na szczęście zawiera korzystne małżeństwo z mężczyzną, który podziela jej pociąg do smoków.

Książka jest stylizowana na pamiętnik, mamy tu zastosowaną narrację pierwszoosobową, jednak nie jest to historia młodej dziewczyny, która na bieżąco spisuje swoje przygody, ale opowieść starszej kobiety, która zyskała sławę dzięki swojej determinacji i niegasnącej ciekawości. Izabela Trent jest już w podeszłym wieku, ale swoją historię zaczyna od samego początku, czyli dzieciństwa i jej pierwszych kontaktów ze smokami. Jest to pierwszy tom serii, dlatego jest to dopiero początek, w tej części skupiamy się zaledwie na jednej wyprawie, oczywiście ważnej, jednak w ciągu całego życia lady Trent wydarzyło się na pewno o wiele więcej i spotkała ją niejedna interesująca przygoda.

Historia naturalna smoków to wciągająca i zajmująca opowieść, napisana pięknym językiem, w której mamy okazję spojrzeć na smoki od bardziej naukowej strony. Wielokrotnie miałam styczność z tymi stworzeniami na kartach książek, jednak tak naprawdę posiadałam na ich temat tylko podstawowe informacje. Marie Brennan w swojej książce nie przedstawia smoków jako fantastycznych stworów, a raczej jako zwierzęta, co sprawia, że patrzymy na historię z całkiem nowej perspektywy. Doprowadza to również do tego, że odbieram tę książkę bardziej jako powieść przygodową niż typową fantastykę, bo choć świat jest całkiem nowy, to nie różni się aż tak bardzo od naszego.

Historia naturalna smoków to bardzo dobry początek ciekawie zapowiadającej się serii. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach historia nabierze tempa i rozmachu, bo tego właśnie momentami brakowało mi w tej części. Jest to historia o smokach oraz walce o swoje marzenia, która powinna przypaść do gustu czytelnikom w każdym wieku. Jeśli podzielacie zainteresowanie lady Trent i pragniecie zgłębić tajemnice nauki o tych niezwykłych stworzeniach, to książka Marie Brennan na pewno Wam to umożliwi. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


Zobacz więcej >

Był czas, że ciemność spowijała świat, i ta ciemność miała królową


Adelina osiągnęła swój cel. Mogłoby się wydawać, że ma już wszystko, czego pragnęła, jednak jej ambicja nie zna granic. Biała Wilczyca otoczona sojusznikami chce dokonać całkowitej zemsty na tych, którzy ją zdradzili i porzucili. Mrok w jej wnętrzu zaczyna jednak wymykać się spod kontroli. Adelinie nieustannie towarzyszą szepty, które wciągają ją jeszcze bardziej w ciemność, grożąc utracie wszystkiemu, co zdobyła. Dziewczyna musi połączyć siły ze Sztyletami i udać się w podróż, która ma na celu ocalenie całego świata i wszystkich malfetto. Czy uda im się tego dokonać?

Ponad dwa lata temu przeczytałam pierwszy tom trylogii Malfetto. Mroczne piętno oczarowało mnie i z niecierpliwością wyczekiwałam kontynuacji, z którą zapoznałam się w zeszłym roku. Drużyna róży sprostała moim oczekiwaniom i sprawiła, że równie mocno nie mogłam się doczekać finału, z którym wiązałam wielkie nadzieje. Czy Marie Lu udało się zakończyć tę trylogię w odpowiedni sposób?

Fabuła Północnej gwiazdy rozpoczyna się rok po zakończeniu Drużyny Róży. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego dużego przeskoku w czasie, ale uważam, że było to świetne posunięcie ze strony autorki. Przez ten rok jak przypuszczam, nie wydarzyło się za wiele, a ominięcie go pozwoliło przejść od razu do najważniejszej części, czyli podróży, którą odbywają bohaterowie w tym tomie. Stan umysłu Adeliny nie prezentuje się najlepiej, na jaw wychodzą zaskakujące fakty i tym sposobem, aby ocalić cały świat, dziewczyna musi połączyć siły ze swoimi wrogami i niegdysiejszymi przyjaciółmi, aby spróbować go ocalić. Pierwsza połowa książki to wydarzenia, które prowadzą do zjednoczenia wrogów, a dopiero w drugiej części powieści odbywamy razem z bohaterami wędrówkę na daleką północ, która kryje wszystkie odpowiedzi. 

Marie Lu w końcu zdecydowała się podzielić z nami szczegółami dotyczącymi malfetto. Dowiadujemy się, czego byli skutkiem i w jaki sposób powstali. Nie do końca spodziewałam się akurat tego, ale jestem zadowolona z kierunku, jaki obrała autorka. W tym tomie podobnie jak w poprzednich mamy do czynienia z różnymi punktami widzenia. Pióro autorki jest lekkie, a przez całą historię po prostu się płynie. Pojawiają się tu sceny drastyczne, smutne, ale również subtelne, które trafiają prosto w serce.

Jedyne zastrzeżenie, jakie mam do tej książki, to jej długość. Północna gwiazda jest najkrótszym ze wszystkich tomów tej trylogii i liczy sobie nieco ponad trzysta stron. Po przeczytaniu miałam wrażenie, że autorka wyznaczyła sobie limit, którego chciała się usilnie trzymać, ponieważ ta historia mogła zostać o wiele bardziej rozwinięta. Marie Lu jak na mój gust przesadziła trochę z przeskokami czasowymi, gdyż mieliśmy na przykład bardzo dynamiczną scenę, po której przenosiliśmy się o kilka dni do kolejnego interesującego momentu. Z jednej strony pomagało to utrzymać zainteresowanie czytelnika, jednak z drugiej burzyło nieco sposób w jaki odczuwałam upływ czasu w tej książce. 

Zakończenie Północnej gwiazdy nie zwala z nóg, nie wprawia w osłupienie, jednak jest za to bardzo poruszające. Spodziewałam się, jak autorka postanowi zakończyć historię Adeliny i moje przypuszczenia okazały się prawdziwe, jednak jeszcze na samym końcu Marie Lu zaskoczyła mnie, oczywiście w pozytywny sposób niewielkim akcentem i nawiązaniem do baśni ludowych. Całą trylogię zaliczam do bardzo udanych, jest to pełna wrażeń i emocji historia, w której główną rolę gra w pewnym sensie czarny charakter. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z tą trylogią, to gorąco Was do tego zachęcam, ponieważ nie powinniście czuć się rozczarowani. 



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa
Zobacz więcej >

Każda forma sztuki to inny sposób spoglądania na świat

Rodzice Marguerite Caine są sławnymi fizykami, zakochanymi w teorii istnienia równoległych wymiarów. Światło dzienne ujrzał właśnie ich najbardziej niezwykły wynalazek. Firebird – maszyna pozwalającą podróżować pomiędzy równoległymi wymiarami i mogącą zrewolucjonizować naukę. Wtedy dochodzi jednak do tragedii. Ojciec Marguerite zostaje zamordowany, badania dotyczące Firebirda zniszczone, przystojny i małomówny Paul Markov, będący jednym z dwóch zaufanych asystentów rodziców dziewczyny i jednocześnie prawdopodobnym sprawcą ucieka do innego wymiaru. Marguerite przepełnia nienawiść, dziewczyna nie zamierza pozwolić, aby winny uniknął kary, dlatego decyduje się na ryzykowny krok i razem z drugim asystentem o imieniu Theo udaje się w pogoń za Paulem.

O powieści Caludii Gray po raz pierwszy usłyszałam na długo przed jej premierą w Polsce. Moją uwagę przyciągnęła oczywiście piękna okładka, o której nie słyszałam jeszcze złego słowa. Inaczej było w przypadku fabuły, bo tu zdania są wyraźnie podzielone. Sama jestem bardzo zafascynowana teorią dotyczącą równoległych wymiarów, dlatego nie mogłam sobie odmówić sięgnięcia po Tysiąc odłamków ciebie, która w końcu doczekała się premiery w Polsce.

Tysiąc odłamków ciebie jest pierwszym tomem trylogii Firebird, który przenosi czytelników do niezwykłej rzeczywistości, gdzie równoległe wymiary nie tylko teorią, ale istnieją naprawdę. Autorka od pierwszych stron rzuca nas w wir akcji, a wydarzenia z każdym kolejnym rozdziałem nabierają tempa. Przez całą książę podróżujemy pomiędzy wymiarami, dzięki Firebird możemy przenieść się do innej rzeczywistości, ale tylko do takiej, w której istniejemy. Musimy przy okazji zmierzyć się z różnicami otaczającego nas świata, ponieważ możemy trafić zarówno do przyszłości, jak i do przeszłości. Claudia Gray według mnie bardzo dobrze poradziła sobie z zestawieniem dwóch odmiennych środowisk, gdyż Marguerite przyszło zmierzyć się z rolą bywalczyni klubów w futurystycznym świecie oraz posiadaczką zaszczytnego tytułu w carskiej Rosji.

Największym minusem w tej książce jest dla mnie wątek romantyczny, który momentami nie był już tylko tłem, przesłaniał rozgrywające się wydarzenia. Nie przeszkadzałoby mi może to tak bardzo, gdyby nie nieustające przypomnienia ze strony głównej bohaterki w postaci jej miłosnych rozterek. Zdecydowanie mogłabym bez tego żyć i książka sama w sobie również mogłaby stać się bardziej interesująca. Co do samej bohaterki mam mieszane uczucia, gdyż z jednej strony urzekła mnie wspólną pasją, którą jest sztuka i w większości przypadków zachowała zdrowy rozsądek, to jednak z drugiej strony jej niezdecydowanie względem dwóch asystentów zdecydowanie mi zawadzało.

Tysiąc odłamków ciebie to lekka i ciekawa powieść, która wciąga czytelnika do świata pełnego alternatywnych rzeczywistości. Choć nie jest pozbawiona wad, to jednak nadal dostarcza sporej dawki rozrywki. Czytelnik nie może narzekać na nudę, mamy tu morderstwo, zdradę, różne oblicza miłości, politykę, naukę, sztukę i o wiele więcej. Jest to dobry początek interesującej trylogii, dlatego mam nadzieję, że kolejne tomy utrzymają podobny poziom, a może nawet okażą się jeszcze lepsze.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni internetowej Selkar.pl


Zobacz więcej >

Kres Epików

Ponad dziesięć lat temu Calamity rozświetliła niebo i stworzyła Epików. David Charleston nigdy nie zapomniał tej pamiętnej nocy. Od tego czasu wiele przeszedł. Teraz stoi przed kolejnym wyzwaniem. Jego przyjaciel, człowiek, któremu ufał i którego podziwiał, przeszedł na drugą stronę i stał się jego najgroźniejszym przeciwnikiem. David wierzy jednak, że odkupienie dla Epików jest możliwe. Nie stracił nadziei, że uda się go uratować i jest gotów zrobić wszystko, aby tego dokonać.

Brandon Sanderson należy do grona moich ulubionych autorów, o czym wspominałam już nie raz. Na zwieńczenie trylogii Mściciele czekałam od dawna i z wielką niecierpliwością wypatrywałam jakichkolwiek informacji na temat premiery. Kiedy książka w końcu trafiła w moje ręce, z jednej strony nie mogłam się doczekać poznania dalszych losów bohaterów szczególnie po zakończeniu poprzedniego tomu, ale z drugiej było mi strasznie przykro, że to już koniec tej historii i z wielkim smutkiem obserwowałam kurczącą się liczbę stron podczas czytania.

Akcja Calamity rozpoczyna się niedługo po wydarzeniach, które rozegrały się w zakończeniu Pożaru. Bohaterowie znaleźli się w ciężkim położeniu, mają ograniczone pole manewru, dlatego decydują się, jak to mają w zwyczaju na szaloną akcję. Powrót do tego świata był czystą przyjemnością, dopóki nie zaczęłam czytać, nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo tęskniłam za bohaterami i rzeczywistością wykreowaną przez Sandersona oraz oczywiście za jego humorem, którego tutaj nie brakuje. Po raz kolejny razem z Davidem i Mścicielami zmieniamy położenie i przenosimy się do kolejnego niezwykłego miasta, tym razem w całości stworzonego z soli, którym jest Atlanta nazwana Ildithią. Ponownie Sanderson nie zawodzi, miesza oraz łączy science fiction z fantastyką i świetnie mu to wychodzi, a książka dzięki temu jest jeszcze bardziej interesująca. 

Calamity podobnie jak dwa poprzednie tomy czyta się niesamowicie szybko, szczególnie że nie ustępuje on poprzednim pod względem akcji, która pędzi w zawrotnym tempie. Zostaje rozwinięty wątek z poprzedniej części o alternatywnych rzeczywistościach oraz w końcu otrzymujemy upragnione odpowiedzi na pytania dotyczące Epików. Nie są one jednak tak wyczerpujące, jak miałam na to nadzieję i z jednej strony jestem zadowolona z zakończenia, ale z drugiej czuję niedosyt. Według mnie ta książka jest za krótka, autor mógł o wiele bardziej rozwinąć ten tom i zaserwować czytelnikom rozbudowane zakończenie. Dużą część tej powieści zajmują sceny walk, a szczególnie finałowa potyczka, po której Sanderson rozwiązuje wszystko na kilku stronach i zostawia nas z w pewnym sensie otwartym zakończeniem. Zazwyczaj mi to nie odpowiada i choć nie dowiedziałam się wszystkiego, czego bym chciała, to jednak te ostatnie strony oraz epilog są bardzo dobre i trafiają czytelnika prosto w serce. 

Calamity to bardzo dobre zakończenie pełnej emocji i wartkiej akcji trylogii o Mścicielach. Według mnie nie dorównuje ona fantastycznym seriom autora, ale nadal jest to bardzo dobra historia, przy której fani science fiction na pewno będą się świetnie bawić. To inteligentna i dobrze skonstruowana trylogia, która dostarcza nie tylko wielu wrażeń, ale również czystej radości z czytania.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka
Zobacz więcej >
Zatracona w słowach © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka