Ci, którzy wiedzą, jak jest w ciemnościach, zrobią wszystko, by pozostać w świetle

Mare poniosła porażkę. Teraz jest skazana na łaskę swojego największego wroga. On natomiast pogrąża się coraz bardziej w kłopotach, a jego obsesja na punkcie dziewczyny od błyskawic nie daje mu spokoju. Jej towarzysze nie mają jednak zamiaru poddać się tak łatwo. Poza murami pałacu daleko od Mare dobrze ukryci zbierają siły. Co przyniesie wojna? Kto zwycięży, a kto okaże się przegranym? Niedługo Norta, jaką znała dziewczyna, spłonie i nic już nie będzie takie samo.

Swoją przygodę z serią Victorii Aveyard rozpoczęłam niedługo po premierze jej pierwszego tomu w Polsce. Książka zebrała zarówno wiele pozytywnych, jak i negatywnych opinii. Jedni jej nie znosili, inni natomiast zakochali się w debiucie autorki. Czerwona królowa podobała mi się, choć oczywiście nie była pozbawiona wad, to jednak uznałam ją za obiecujący początek. Potem jednak przyszła kolej na kontynuację, czyli Szklany miecz, która już aż tak bardzo mnie nie zachwyciła. Miałam nadzieję, że jednak autorka zrehabilituje się w trzecim tomie. Czy jej się udało?

Książka rozpoczyna się około miesiąca po zakończeniu Szklanego miecza. Mare trafiła do niewoli, jednak nie jest zwykłym więźniem, gdyż młodociany i szalony król zamierza ją wykorzystać do swoich celów. Tym jednym zdaniem można mniej więcej opisać, co dzieje się na prawie trzystu pięćdziesięciu stronach. Mniej więcej, dlatego że w tym tomie dochodzą również dwa, całkiem nowe punkty widzenia, które są nawet jeszcze gorsze od punktu widzenia Mare. Cała książka jest dość obszerna, ma ponad pięćset stron, jednak tak naprawdę nic one nie wnoszą. Mam wrażenie, że ta historia stoi w miejscu, oczywiście bohaterowie walczą i toczą kolejne potyczki, ale nie posuwają one tej serii naprzód. Są Srebrni i Czerwoni, jedni walczą z drugimi, a do tej wojny przyłączają się jeszcze Nowi. Raz szala przechyla się na jedną, a raz na drugą stronę.

Książkę tworzą bohaterowie, otoczenie i pomysł na fabułę. Uważam, że najważniejsi są bohaterowie, gdyż nawet jeżeli trafimy na kiepską historię z dobrze nakreślonymi bohaterami, którymi chcemy kibicować, to na pewno nie będzie ona kompletną porażką. Gorzej jest, kiedy mamy ciekawy pomysł i interesujące otoczenie, ale nie możemy znieść bohaterów, wtedy nawet nie chcemy dalej o nich czytać. Właśnie w Królewskiej klatce i całej serii mamy bohaterów, którzy irytują i przyprawiają o ból głowy. W pierwszym tomie nie było to bardzo widoczne, ale w kolejnych częściach dostrzegamy, że postacie nic a nic się nie zmieniają, nie uczą się na swoich błędach, nie potrafią wyciągać wniosków, ani podejmować sensownych decyzji. Mare jest jedną z gorszych głównych bohaterek, z jakimi miałam do czynienia i bardzo ciężko czytało mi się tę książkę, ponieważ w większości poznajemy wydarzenia z jej perspektywy. Nawet Cal, którego na początku lubiłam, nie popisał się i zmienił w  naprawdę marną postać.

Królewska klatka jest mniej więcej na tym samym poziomie, co Szklany miecz, a nawet mogę napisać, że okazała się od niego gorsza. Wyraźną i być może jedyną zaletą tej powieści jest poprawa stylu autorki, którą można dostrzec już na samym początku. To jednak koniec pozytywów, ponieważ przez prawie całą książkę nic się nie dzieje, cały czas krążymy wokół tego samego tematu, a towarzyszą nam płascy i irytujący bohaterowie. W przyszłym roku ma ukazać się ostatni tom tej serii, chyba że autorka wymyśli coś jeszcze, ale mam szczerą nadzieję, że nie. Oczywiście zamierzam przeczytać finał, ponieważ nadal nie tracę nadziei, że czarny charakter wygra i uratuje tę historię.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zatracona w słowach © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka