Co przyniesie wrzesień?


Ostatni post z zapowiedziami pojawił się kilka miesięcy temu. Niestety miniony rok szkolny był bardzo wyczerpujący i pracowity, przez co zaniedbałam bloga, choć wcale tego nie chciałam. W wakacje nabrałam jednak nowych sił, wrócił mi zapał, pojawiło się wiele pomysłów, dlatego mam nadzieję, że niedługo uda mi się zasypać Was nie tylko recenzjami, ale również tematycznymi postami. Na dobry początek wraca seria z zapowiedziami :)

Znak kości – Patricia Briggs

Premiera: 8 września
Wydawnictwo: Fabryka słów

Czwarty tom serii o Mercedes Thompson.





Daleka droga do małej, gniewnej planety – Becky Chambers

Premiera: 11 września
Wydawnictwo: Znak i S-ka

Błyskotliwa i napisana z humorem space opera, która zabiera czytelnika w pełną przygód kosmiczną wyprawę z barwną załogą oraz zuchwałą młodą podróżniczką, która w odległych zakątkach wszechświata odkrywa znaczenie rodziny. Kiedy Melisa Harper dołącza do załogi „Wędrowca”, nie spodziewa się wiele. Połatany statek okres świetności ma już za sobą, lecz daje jej wszystko, czego mogłaby pragnąć: miejsce, które może nazywać domem, szansę zbadania odległych zakątków Galaktyki i możliwość ucieczki od przeszłości. A nic nie mogłoby być odleglejsze od tego, co dotychczas znała, niż załoga „Wędrowca”. Od Sissix, egzotycznej gadziej pilotki, Kizzy i Jenksa, gadatliwych inżynierów, dzięki którym statek jest na chodzie, po szlachetnego kapitana Ashby’ego, życie na pokładzie jest chaotyczne i szalone – dokładnie takie, jakiego pragnie Melisa. To znaczy do czasu, kiedy załoga otrzyma propozycję wymarzonej pracy: budowania tuneli czasoprzestrzennych prowadzących do odległej planety. Jasne, zarobią dość pieniędzy, by zapewnić sobie utrzymanie na wiele lat, lecz do obowiązków służbowych Melisy nie należało ryzykowanie życia. Podróż przez Galaktykę jest pełna napięcia, przygód i niefortunnych zdarzeń. Po drodze Melisa zaczyna sobie uświadamiać, że załoga to rodzina i że rodzina nie jest taką znowu najgorszą rzeczą we wszechświecie… jeśli lubi się jej członków.

Ludzie na drzewach – Hanya Yanagihara

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: W.A.B.

Amerykański lekarz na wyprawie w niezbadane rejony Pacyfiku dokonuje odkrycia, które odmieni jego życie i cały świat nauki. Niepokojąca, trzymająca w napięciu i tragiczna w wymowie opowieść o zderzeniu odmiennych kultur, stawiająca pytania o granicę między dobrem i złem, altruizmem i egoizmem. Przejmujący debiut Yanagihary jest też próbą rozstrzygnięcia odwiecznego dylematu: czy wielkie umysły mają prawo do życia poza moralnymi normami?


Wszechświat w twojej dłoni – Galfard Christophe

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: Otwarte


Gdy wieczorami patrzysz w niebo, widzisz tylko tajemniczą i niepokojącą przestrzeń. Granatowa otchłań przetykana mrugającymi gwiazdami stanowi zagadkę, nad którą pewnie się zastanawiasz. Jednak naukowy język, którym zwykle opisuje się Wszechświat, sprawia, że zamiast zgłębiać teorię Wielkiego Wybuchu, czujesz, że zaraz wybuchnie ci głowa. Właśnie dlatego musisz przeczytać tę książkę. Christophe Galfard, uczeń samego Stephena Hawkinga, zabierze cię na niezwykłą wyprawę 10 milionów lat świetlnych od Ziemi, pokaże powierzchnię gasnącej gwiazdy lub zmniejszy cię do rozmiarów atomu. Dzięki sile wyobraźni, bez trudnych definicji i skomplikowanych obliczeń odkryjesz prawdziwe piękno Wszechświata.

Sługa korony – Brian McClellan

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: Fabryka słów

Niespotykane do tej pory połączenie prochu i magii w potężną broń, która nie daje szansy przeciwnikom. Dziewięć opowieści ze świata Magów Prochowych, które wciągną czytelnika w polityczne intrygi i kryminalne zagadki, przeprowadzą przez obskurne ulice Adopestu i podtopią w odległych bagnach Fatrasty.




Nibynoc – Jay Kristoff

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: Mag

W świecie, gdzie trzy słońca prawie nigdy nie zachodzą, początkująca morderczyni wstępuje do szkoły dla zabójców, planując zemstę na osobistościach, które zniszczyły jej rodzinę. Córka powieszonego zdrajcy, Mia Corvere, ledwie uchodzi z życiem po nieudanej rebelii swojego ojca. Samotna i pozbawiona przyjaciół ukrywa się w mieście wzniesionym z kości martwego boga. Ściga ją senat i dawni towarzysze jej ojca. Jednakże jej dar rozmawiania z cieniami doprowadza ją do drzwi emerytowanego zabójcy i otwiera przed nią przyszłość, jakiej nigdy sobie nie wyobrażała. Szesnastoletnia Mia zgłębia teraz tajniki fachu u najbardziej niebezpiecznych zabójców w całej Republice – w Czerwonym Kościele. W salach Kościoła czeka jej ją wiele zdrad i prób, a porażka oznacza śmierć. Jeśli jednak przetrwa inicjację, zostanie przyjęta w poczet wybrańców Pani od Błogosławionego Morderstwa i znajdzie się o jeden krok bliżej jedynej rzeczy, jakiej naprawdę pragnie.

Chłopaki Anansiego – Neil Gaiman

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: Mag

Czytelnicy z Ameryki i całego świata po raz pierwszy poznali pana Nancy’ego (Anansiego), pajęczego boga, właśnie w innej powieści Neila Gaimana pt. "Amerykańscy bogowie". "Chłopaki Anansiego" to historia o jego dwóch synach, Grubym Charliem i Spiderze. Gdy ojciec Grubego Charliego raz nadał czemuś nazwę, przyczepiała się na dobre. Na przykład, kiedy nazwał Grubego Charliego "Grubym Charliem". Nawet teraz, w dwadzieścia lat później, Gruby Charlie nie może uwolnić się od tego przydomku, krępującego prezentu od ojca – który tymczasem pada martwy podczas występu karaoke i rujnuje Grubemu Charliemu życie. Pan Nancy pozostawił Grubemu Charliemu w spadku różne rzeczy. A wśród nich wysokiego, przystojnego nieznajomego, który zjawia się pewnego dnia przed drzwiami i twierdzi, że jest jego utraconym bratem. Bratem tak różnym od Grubego Charliego, jak noc różni się od dnia, bratem, który zamierza pokazać Charliemu, jak się wyluzować i zabawić... tak jak kiedyś ojciec. I nagle życie Grubego Charliego staje się aż nazbyt interesujące. Bo widzicie, jego ojciec nie był takim zwykłym ojcem, lecz Anansim, bogiem-oszustem. Anansim, buntowniczym duchem, zmieniającym porządek świata, tworzącym bogactwa z niczego i płatającym figle diabłu. Niektórzy twierdzili, że potrafił oszukać nawet Śmierć.

Drogie życie – Meghan Quinn

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: Filia

Cztery odważne dusze, które potrzebują wsparcia, stając w obliczu wielkich wyzwań. Program Drogie Życie został stworzony, aby pomóc ludziom takim jak oni wyjść ze strefy komfortu, stawić czoła największym przeszkodom, pokonać demony i... dowieść samym sobie, że są czegoś warci. Stojąc na rozdrożu pomiędzy ciągłym pragnieniem zdobycia czegoś więcej, a całkowitym zagubieniem, zdecydowali się wziąć udział w tym projekcie. Uczestnictwo w nim zamierzają potraktować jak kolejne postanowienie noworoczne, tym większe jest ich zdziwienie, kiedy dają się porwać szalonej przygodzie, która już na zawsze zmieni ich życie.
 

Goodbye Days – Jeff Zentner

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: Jaguar

„Gdzie jesteście, chłopaki? Odpiszcie.” Naciskając „wyślij”, Carver Briggs nie miał pojęcia, że jego SMS wywoła łańcuch reakcji, które doprowadzą do tragicznej śmierci Marsa, Eliego i Blake’a. Carver jest załamany i przerażony, nie dość że stracił trzech najbliższych przyjaciół, to jeszcze grozi mu wizja więzienia, ponieważ ojciec jednego z nich, wpływowy sędzia, kieruje sprawę do prokuratury. Carver, w wieku swych siedemnastu lat, staje się niespodziewanie ekspertem od pogrzebów. Trzy w ciągu tygodnia.  Na każdym oprócz bólu przeżywa odrzucenie i potępienie ze strony rówieśników. A wszystko to w przededniu nowego roku szkolnego… Jedynymi bratnimi duszami są starsza siostra, Georgia, oraz dziewczyna Blake’a. Była dziewczyna, bo Blake’a już nie ma… Bliscy Blake’a, Eliego i Marsa proszą, a niekiedy żądają, by pozostały przy życiu przyjaciel ich tragicznie zmarłych synów przeżył wraz z nimi czas pożegnań, by spędził z nimi cały dzień, wspominając przyjaciela, robiąc z nimi to, co robiliby ze swoimi dziećmi. Za każdym razem wygląda to inaczej, za każdym razem bardziej boli, za każdym razem obie strony dowiadują się o zmarłych zaskakujących rzeczy, rzeczy, które ktoś wcześniej bał się ujawnić… Książka opowiada o strasznej tragedii, ale też o tym, jak sobie z nią radzić, jak wybaczyć innym, jak wybaczyć sobie. Pokazuje, że nigdy, nawet gdy wydaje ci się, że to już koniec, nie jesteś sam. Niesie nadzieję. Mimo wszystko.

Wyzwolenie – Ian Tregillis

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: SQN

Trzeci tom Wojen alchemicznych

Błękit szafiru – Kerstin Gier

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: Media Rodzina

Drugi tom Trylogii czasu









Zła Julia – Leisa Rayven

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: Otwarte

Kontynuacja książki Zły Romeo.




Obietnica Następcy – Trudi Canavan

Premiera: 13 września
Wydawnictwo: Galeria Książki

Trzeci tom serii Prawo milenium








Silmarillion. Wydanie ilustrowane – J.R.R. Tolkien

Premiera: 25 września
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Niezbędna pozycja w biblioteczce każdego fana Tolkiena - zbiór opowieści o Pierwszej Erze Świata, czyli Dawnych Dniach, poprzedzającej epokę, w której rozgrywa się akcja "Władcy Pierścieni". Opowiedziane w książce legendy i mity sięgają zamierzchłych czasów, gdy pierwszy Władca Ciemności przebywał w Śródziemiu, a elfy Wysokiego Rodu toczyły z nim wojnę, by odzyskać Silmarile, trzy świetliste klejnoty, w których przetrwało światło Dwóch Drzew Valinoru. Książkę wypełniają legendy o Ainurach, Valarach, upadku Numenoru i Pierścieniu Władzy. Razem składają się one na niepowtarzalny obraz dziejów Śródziemia - od Muzyki Ainurów, z której zrodził się świat, aż do końca Trzeciej Ery, gdy powiernicy Pierścienia odpłynęli z Szarej Przystani...  

Listy do utraconej – Brigid Kemmerer

Premiera: 27 września
Wydawnictwo: YA!

Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy… Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy”. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Matka Juliet pracowała jako fotoreporterka w różnych miejscach na świecie, dlatego często porozumiewała się z córką poprzez listy. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem między Juliet i Declan rodzi się miedzy nimi nić porozumienia.

Młody świat – Weitz Chris

Premiera: 27 września
Wydawnictwo: Insignis

Witaj w Nowym Jorku – mieście rządzonym przez nastolatków. Tajemnicza epidemia zmiotła z powierzchni Ziemi dorosłych i dzieci, oszczędzając jedynie nastolatków. By przetrwać w chylącym się ku upadkowi świecie, młodzi łączą się w plemiona. Jefferson, mimowolny przywódca grupy zamieszkującej okolice Placu Waszyngtona, oraz Donna – obiekt jego skrywanej miłości – każdego dnia stawiają czoła niebezpieczeństwom postapokaliptycznego chaosu, świadomi, że ich dni są policzone. Gdy jeden ze współplemieńców wpada na trop lekarstwa, które pozwoli im się wymknąć nieuchronnej śmierci, pięcioro nastolatków wyrusza na ryzykowną ekspedycję. W drodze do celu będą musieli pokonać terytoria opanowane przez gangi, fanatyków i bojówki; ich wędrówkę będą znaczyły wymiany ognia, ucieczki, cierpienie i śmierć. Czy młodym bohaterom uda się ocalić wymierającą populację? Jakie mroczne zakamarki ludzkiej psychiki odkryją podczas tej ryzykownej eskapady?


Gdy słowa zawodzą – Julie Baxbaum

Premiera: 27 września
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Jak się porozumieć, gdy słowa zawodzą? David z zespołem Aspergera jest błyskotliwy i oczytany, ale ma nikłe umiejętności społeczne i brak mu przyjaciół. Aby się nie pogubić w szkole, prowadzi notatnik, w którym zapisuje informacje o uczniach i nauczycielach. Któregoś dnia w stołówce dosiada się do niego Kit, śliczna i miła dziewczyna, która niedawno straciła ojca.



Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek. 100 historii niezwykłych kobiet – Elena Favilli & Francesca Cavallo

Premiera: 27 września
Wydawnictwo: Debit

Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek, historie stu bohaterskich kobiet od Elżbiety I po Serenę Williams, to nowe wersje bajek stworzone, by zainspirować wszystkie dziewczynki. Książka, zilustrowana przez sześćdziesiąt artystek ze wszystkich zakątków świata, to najhojniej finansowana oryginalna publikacja w dziejach crowdfundingu. Wsparli ją czytelnicy z ponad siedemdziesięciu pięciu krajów świata. Prawa do tytułu sprzedano do dwudziestu ośmiu krajów i liczba ta stale rośnie! Wszystkie historie są utrzymane w konwencji bajki i każda składa się z jednostronicowego tekstu oraz portretu. "Każda z tych stu historii dowodzi, że wierząc w coś całym sercem, zyskujemy siłę, by zmieniać świat" – czytamy w przedmowie. Ten zbiór zainspiruje nie tylko najmłodszych, ale i nieco starszych do tego, by wierzyli we własne siły, marzyli odważnie i pielęgnowali w sobie wewnętrzną siłę.


Kosiarze – Neal Schusterman

Premiera: 27 września
Wydawnictwo: Filia

Świat bez głodu, wojen, chorób i cierpienia. Ludzkość uporała się już z tym wszystkim. Pokonała nawet śmierć. W tej chwili żywot człowieka mogą zakończyć jedynie kosiarze – do nich należy kontrolowanie wielkości populacji. Citra i Rowan zostają praktykantami w profesji kosiarza – choć żadne z nich nie wykazuje ku temu chęci. Nastolatkowie muszą opanować sztukę odbierania życia, wiedząc że przy tym ryzykują własnym. Citra i Rowan zrozumieją, że za idealny świat trzeba zapłacić wysoką cenę.



48 – Andreas Gruber

Premiera: 27 września
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

„Jeżeli w ciągu czterdziestu ośmiu godzin odgadniesz, dlaczego uprowadziłem tę kobietę, zostanie ona przy życiu. W przeciwnym razie – zginie". Takim komunikatem rozpoczyna się perwersyjna gra seryjnego mordercy. Głodzenie, wlewanie atramentu do płuc, zamurowywanie żywcem w betonowym słupie... Monachijska policjantka Sabine Nemez rozpaczliwie szuka motywu, wyjaśnienia. Tym bardziej, że chodzi również o życie jej matki. Dopiero gdy do śledztwa włącza się pewien Holender, schemat działania sprawcy staje się jasny.




Ciężko być najmłodszym – Wiktoria Iwanowa & Ksenia Basztowa

Premiera: 27 września
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc


Naprawdę trudno jest być najmłodszym, szczególnie w rodzinie Mrocznego Władcy. Szczególnie kiedy cała reszta braci prowadzi już samodzielne życie, a ciebie nadal próbują karmić z łyżeczki. Jedyna możliwość to uciec z domu, najlepiej do jakiejś szkoły magii. A żeby nie było za nudno to zawsze można zabrać do towarzystwa drużynę bohaterów, siedzących w zamkowych lochach...



Zobacz więcej >

Czasami historia zupełnie nie ogarnia o co chodzi

Alternatywna Historia Lady Jane Grey? Brzmi ciekawie, prawda? Zacznijmy jednak od początku. Lady Jane Grey była królową Angli przez dziewięć dni, do czasu aż dosłownie straciła głowę. Jej krótkie panowanie miało miejsce po śmierci Edwarda IV Tudora, ale przed objęciem tronu przez Marię I Tudor, a było wynikiem knowań jej teścia Johna Dudleya. Autorki, czyli Cynthia Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows postanowiły dokonać jednak kilku zmian, wyrzucić z historii kluczowe momenty i dodać jej nieco magi, aby opowiedzieć historię Jane w całkiem inny sposób.

Alternatywna Anglia w połowie szesnastego wieku. Panują niespokojne czasy. Napięcie między Eðianie, czyli ludźmi umiejącymi zmieniać się w zwierzę i na odwrót, a Nieskalanymi – osobami nieposiadającymi tej zdolności i gardzący zmiennokształtnymi ciągle rośnie. Na tronie zasiada król Edward IV Tudor, po którego niechybnie zmierza śmierć. Szesnastoletni władca umiera przedwcześnie, nie zostawiając po sobie żadnego dziedzica. Jego najwierniejszy doradca John Dudley pomógł mu jednak w zmianie linii sukcesji, przez co następna w kolejce do tronu jest jego kuzynka i najlepsza przyjaciółka Jane Grey. Co za niespodzianka! Jane została zaręczona i zmuszona do poślubienia syna Dudleya – Gifforda. On jednak nienawidzi tego imienia, więc mówcie mu G. Kolejne zaskoczenie, a mianowicie G jest koniem. W nocy zmienia się w człowieka, jednak za dnia przemierza pola, czując wiatr w swej długiej grzywie. Nie najlepszy mąż dla nowej królowej, prawda? Jak Jane poradzi sobie w nowej roli, otoczona przez zdrajców i wrogów, którzy tylko czekają na jej błąd?

Po Moją Lady Jane chciałam sięgnąć, kiedy tylko dowiedziałam się, że zostanie u nas wydana. Krótko po premierze posypało się mnóstwo pochlebnych opinii, wychwalających humor i oryginalność tej powieści. Również za granicą zrobiła ona niemałą furorę, a na zagranicznych kanałach traktujących o literaturze pojawiły się pozytywne recenzje. Uwielbiam historię, a w szczególności fikcję historyczną z dodatkiem magii, dlatego nie mogłam sobie odmówić lektury Mojej Lady Jane.

Książka została podzielona na dwie części. W pierwszej autorki w głównej mierze serwują nam powtórkę z historii, zmieniając kilka faktów i dodając co nieco od siebie. Druga część to jednak całkowicie inna bajka, która z historią ma niewiele wspólnego. Obie są według mnie tak samo interesujące, jednak bezsprzecznie druga okazała się bardziej wypełniona akcją i jej zwrotami. Pierwsza część wprowadza nas w całą historię, poznajemy bohaterów, powiązania między nimi oraz całą sytuację, która doprowadzi do późniejszych wydarzeń. Wszystko rozwija się w swoim tempie, którego do szybkich nie można jednak zaliczyć. Dopiero w drugiej części historia przyspiesza i nabiera rozmachu.

Choć Jane jest tytułową bohaterką i to jej historia została przedstawiona na kartach książki, to oprócz zakochanej w książkach dziewczyny do grona głównych bohaterów zaliczamy również Edwarda i Gifforda. W powieści została zastosowana narracja trzecioosobowa i to właśnie z punktów widzenia trójki głównych bohaterów obserwujemy rozgrywające się wydarzenia. Momentami autorki postanowiły się jednak wtrącić i dodać coś od siebie. Nie są to jednak osobne fragmenty tekstu, a wplecione w historię wypowiedzi, które mają wyjaśnić czytelnikowi bardziej niejasne elementy.

Wszędzie słyszałam o humorze, który przewija się przez tę powieść i owszem, pojawia się on, jednak nie w takich ilościach, jak na początku przypuszczałam. Znajdziemy tu komizm każdego rodzaju, jednak nie dominuje on nad tą historią, a raczej z nią współgra. Pojawiają się momenty poważne i wyniosłe, a także takie, w których życiu głównych bohaterów zagraża niebezpieczeństwo i na pewno nie jest im wtedy do śmiechu. Uważam, że autorki znalazły złoty środek, zachowały umiar, sprawiając, że kiedy książka ma być zabawna, to taka jest i na odwrót.

Moja Lady Jane to fantastyczna, wciągająca i przezabawna powieść, przez którą po prostu się płynie. Autorki wykonały kawał dobrej roboty, stworzyły książkę, która nie tylko uczy czytelnika nieco o historii, ale również bawi i dostarcza rozrywki. Moja Lady Jane jest pojedynczą powieścią, gdyż zamyka historię Jane w jednym tomie, ale jednocześnie należy do serii Ladyjanistki. Autorki zapowiedziały już kolejne części opowiadające kolejno o Jane Eyre oraz Calamity Jane i mam nadzieję, że okażą się one równie dobre, co historia Jane Grey.  

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni internetowej Selkar.pl  
Zobacz więcej >

Wszyscy jesteśmy trochę orientalni

Franz Ritter to ciężko chory austriacki muzykolog, który sięga po opium, aby ustrzec się przed bólem. Pobudza ono jego wyobraźnię, mężczyzna wraca myślami do przeszłości, swoich licznych podróży na Bliski wschód oraz Sary – niespełnionej miłości. Niedawno otrzymał od niej list dający nadzieję na wznowienie romansu, który przed laty połączył ich na jedną noc, w Teheranie. Kobieta jest uznanym i podziwianym naukowcem, orientalistką zafascynowaną obrazem wschodu. We wspomnieniach i obsesyjnych wizjach Franza orientalne wątki wplatają się w miłosne refleksje.

Nagroda Goncourtów oraz nominacja do Międzynarodowej Nagrody Bookera skutecznie zwróciły moją uwagę na Busolę, czyli powieść, którą wszyscy opisywali jako błyskotliwą i inteligentną. Książkę autorstwa francuskiego pisarza na pewno nie można zaliczyć do łatwych lektur, czy jednak okazała się tak fantastyczna, jak wszyscy opisywali?

Mathias Énard w swojej powieści zestawił ze sobą dwa przeciwstawne płaszczyzny czasowe. Właściwa akcja powieści rozgrywa się w ciągu zaledwie jednej nocy, jednak podczas tych kilku godzin bohater zalewa nas nieskończonym potokiem swoich wspomnień, które rozciągają się na całe jego dorosłe życie. Retrospekcje szybko zyskują przewagę nad obecnymi wydarzeniami i przeżyciami Franza. Choć na początku rzeczywiście dominuje jego choroba, która jest gorzkim i bardzo przygnębiającym początkiem, to jednak szybko przenosimy się w przeszłość, świat kolorów i intensywnych wrażeń.

Busola nie jest powieścią, która zachwyci wszystkich, bo taka książka z pewnością nie istnieje, ale na pewno znajdą się czytelnicy, którzy docenią piękny i kunsztowny język oraz wiedzę zawartą na jej kartach. Jest to lektura wymagająca ogromnego skupienia, a także czystego i jasnego umysłu, którego nie zaprzątają inne sprawy. Głównie ze względu na styl autora, stosowanie zdań wielokrotnie złożonych i posługiwanie się wyszukanym słownictwem powieść czyta się wolno, a wszystkie wydarzenia toczą się w swoim tempie.

Powieść, która przedstawia wspomnienia bohatera jak dziennik, przypomina bardziej zbiór esejów traktujących o sztuce, muzyce i pisarstwie. Busola jest prawdziwą skarbnicą wiedzy, pisarz wykazuje się bardzo dobą znajomością twórczości orientalnej, nie tylko literatury, ale także muzyki. Pokazuje wpływ, jaki wywarły państwa Wschodu na rozwój europejskiej kultury. Wyciąga na wierzch to, o czym coraz częściej zapominamy, zaślepieni teraźniejszymi wydarzeniami. Wyraża swoje zdanie, zachowując jednak przy tym kulturę i klasę.

Busola to z pewnością powieść, którą warto się zainteresować. Nie oczaruje ona każdego czytelnika, jednak osoby, które zdecydują się po nią sięgnąć i wytrwają do końca, powinny odczuwać po jej lekturze zadowolenie. Nie dostarcza ona zbyt wiele rozrywki i odsuwa na bok emocje, jednak uważam, że warto od czasu do czasu sięgnąć po bardziej wymagającą lekturę. Busola to wielowymiarowa opowieść o miłości i podróżach, która jest mostem łączącym Wschód z Zachodem.  

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

Zobacz więcej >

Okulator na tropie

Alcatraz Smerdy nie jest zwykłym nastolatkiem. Ma talent do psucia rzeczy, osobliwą rodzinę i umiejętności, które dopiero poznaje. Jego długo wyczekiwaną podróż do ojczyzny przerywa niespodziewana wiadomość. Natrafiono na trop jego ojca, który przed laty zaginął bez śladu. Chłopak decyduje się na odważny czyn i razem ze swoją drużyną postanawia zinfiltrować Bibliotekę Aleksandryjską. Po piętach depcze mu niebezpieczny przeciwnik, a upiorni kustosze pragną podstępem odebrać mu duszę. Jakie tajemnice zostały ukryte głęboko pod ziemią. Czy Alcatraz zdoła uratować dziadka, który wpadł w tarapaty i poznać los, jaki spotkał jego ojca?

Osoby, które czytają mnie od dłuższego czasu, powinny już być zaznajomione z moją miłością do twórczości Brandona Sandersona, która rośnie z każdą kolejną przeczytaną książką. Seria o przygodach Alcatraza Smerdy'ego, choć jest skierowana do młodszego odbiorcy, to w niczym nie ustępuje humorem, czy oryginalnością fabuły innym książkom autora. Historia Alcatraza porwała mnie od pierwszych stron i z każdym kolejnym rozdziałem staje się coraz ciekawsza. Chłopiec jest naprawdę wyjątkowym narratorem, który niczego nie ubarwia, pisze wprost, co mu leży na sercu, często również straszy czytelnika, daje się pochłonąć myślom i własnym rozważaniom.

Piasek Raszida był bardzo dobrym rozpoczęciem serii, który wprowadził nas do całej historii, zaznajomił ze światem i bohaterami. W pierwszej części głównym wątkiem było odzyskanie piasku i infiltracja biblioteki. W drugim tomie również mamy do czynienia z biblioteką, jednak już całkiem innego kalibru. Biblioteka Aleksandryjska jest miejscem, o którym krążą najróżniejsze opowieści i legendy. Nikt przy zdrowych zmysłach z pewnością by się tam nie zapuścił, gdyż jeśli chcesz przeczytać książkę, musisz zapłacić za to własną duszą. Jednak mamy do czynienia z Alcatrazem, a po nim możemy spodziewać się praktycznie wszystkiego.

Książka jest przepełniona humorem i to każdego rodzaju. Do grona bohaterów dołączyło kilka nowych postaci w tym Kaz – stryj Alcatraza, który ma nieco ponad metr wzrostu i ciągle się gubi oraz Australia, czyli jego kuzynka, która każdego ranka po obudzeniu potrafi wyglądać niezwykle brzydko. Nie można zapomnieć także o matce Bastylii, która wprowadza do całej historii powiew chłodu, gdyż w relacjach z innymi jest bardzo oficjalna i sztywna. Cała ta osobliwa drużyna, do której zalicza się oczywiście jeszcze Al i Bastylia doprowadza do dość wielu komicznych sytuacji. Również komizm słowny nie daje o sobie zapomnieć, a u Sandersona nigdy nie są to głupie i puste żarty, gdyż kryją one w sobie coś więcej.

Kości skryby to bardzo dobra kontynuacja, pełna zwrotów akcji i humoru, która jeszcze bardziej rozbudza ciekawość czytelnika. W oryginale ukazało się pięć tomów z serii, a autor zapowiedział już kolejny, jednak ze zmianą narratora. Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo IUVI wydaje tę serię tak szybko i nie trzeba długo czekać na kontynuację przygód Alcatraza. Po dość nagłym i zaskakującym zakończeniu Kości skryby nie mogę się doczekać kolejnego tomu, który ukaże się już w październiku. Książkę polecam oczywiście fanom autora, ale także osobą, które szukają rozrywki i humoru na wysokim poziomie, gdyż Alcatraz kontra Bibliotekarze to jedna z najlepszych serii dla młodego czytelnika, jaka powstała. 
  
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu IUVI

Zobacz więcej >

Dopóki walczysz z ciemnością, stoisz w świetle


Elias i Laia uciekają razem z Serry. Ścigani przez wojańskich żołnierzy wyruszają w podróż po bezdrożach Imperium. Ich celem jest Kauf – okryte złą sławą więzienie, w którym został osadzony brat dziewczyny. Darin jest najprawdopodobniej ostatnią nadzieją Scholarów, których po rewolucji zaczęto masowo mordować. Elias złożył Lai obietnicę i jest gotów jej dopełnić nawet za cenę życia. Ich śladem rusza Helena, teraz zajmująca drugie najważniejsze stanowisko w Imperium. Jej zadaniem jest schwytanie Eliasa, niegdyś jej najlepszego przyjaciela, którego nadal darzy uczuciem i zaprowadzenie go przed oblicze Imperatora na publiczną egzekucję.

Pierwszy tom serii An Ember in the Ashes, czyli Imperium ognia podbił serca czytelników na całym świecie. Sabaa Tahir wdarła się na rynek czytelniczy z wielkim przytupem, a jej debiut został nominowany do wielu nagród. Autorka ma już rzesze wiernych fanów, również w Polsce jej seria została bardzo ciepło przyjęta. Na kontynuację pierwszego tomu trzeba było długo czekać, jednak mogę zapewnić, że było warto.

Wracamy do świata wykreowanego przez autorkę dokładnie w tym samym momencie, w którym pożegnaliśmy się z bohaterami w pierwszym tomie. Sabaa Tahir nie traci czasu, tylko od razu rzuca czytelników w wir akcji. Fabuła tego tomu skupia się głównie na podróży Lai oraz Eliasa do Kauf i jak można się domyślić, nie jest to łatwa droga. Bohaterowie ciągle natrafiają na kolejne przeszkody, wszystko sprzysięgło się przeciwko nim. Wątki z poprzedniego tomu są kontynuowane w tej części, otrzymujemy tylko kilka odpowiedzi, które w dodatku rodzą nowe pytania. Pierwszy tom był tylko wstępem i dopiero w Pochodni w mroku możemy dostrzec zarys o wiele większej i bardziej złożonej historii niż można było na początku przypuszczać.

W Pochodni w mroku pojawiają się bohaterowie dobrze znani z pierwszego tomu, ale na scenę wkraczają także całkiem nowe postacie. Mam tylko jeden problem z tą serią, a mianowicie nie potrafię zżyć się z bohaterami. Szanuję Eliasa za jego niezachwianą wiarę w swoje przekonania, pomimo nieustannego zagrożenia życia oraz przeciwnościom, które wystawiają go na próbę, chłopak pozostaje wierny swoim ideałom. Niestety o Lai nie mam już tak pochlebnej opinii. Owszem, dziewczyna przeszła dość dużą przemianę od początku pierwszego tomu, jednak to nie zmienia faktu, że nadal jest naiwna i nieco głupiutka, jej głowę zaprzątają miłosne rozterki, nie potrafi ona spojrzeć szerzej, jest skupiona tylko na swoim celu, co momentami ją zaślepia, tak bardzo, że nie jest w stanie odróżnić wroga od przyjaciela. Moją ulubioną bohaterką tej serii jest zdecydowanie Helena. To nie Elias ani Laia znajdują się w najgorszym położeniu, ale właśnie ona. Złożyła obietnicę, której nie chciała składać i oddała się w ręce potwora. Pochodzi z rodu, którego dewiza brzmi: „Lojalni do końca” i dziewczyna trzyma się jej kurczowo, choć to ją niszczy, sprawia, że musi postępować wbrew sobie. Jest zmuszona do pogoni za swoim przyjacielem, który zawsze był przy niej, którego kocha i dla którego była gotowa zaryzykować życie.

Tak samo, jak w Imperium ognia w Pochodni w mroku również mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową. Zachodzi jednak mała zmiana, gdyż oprócz rozdziałów z perspektywy Lai i Eliasa pojawiają się również rozdziały z punktu widzenia Heleny. Choć odgrywała ona znaczącą rolę w pierwszym tomie, to jednak dopiero w tej części mamy okazję poznać ją bliżej. Okazuje się, że dziewczyna ma o wiele większe znaczenie dla całej historii, niż moglibyśmy na początku przypuszczać. Dzięki perspektywie Heleny mamy okazję dowiedzieć się, co dzieje się w otoczeniu Imperatora i jak rozwija się sytuacja w Imperium, nad którym wisi groźba wojny domowej. Osobiście bardzo lubię, gdy możemy obserwować rozwój wydarzeń z punktu widzenia kilku bohaterów, nie tylko dlatego, że każdy ma inne spojrzenie i inaczej odbiera również sytuacje, ale również dlatego, że kiedy bohaterowie tracą ze sobą kontakt, możemy przebywać jednocześnie w kilku miejscach.

Pochodnia w mroku jest bardzo dobrą kontynuacją, o wiele lepszą niż pierwszy tom, pełną zwrotów akcji i magii. Muszę przyznać, że autorka wie, w jakim momencie zakończyć książkę, ponieważ po przeczytaniu ostatniego zdania czytelnik chce jak najszybciej poznać dalsze losy bohaterów, które urwały się w najciekawszym momencie. Na kolejny tom przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, ale mam nadzieję, że okaże się on równie dobry, jak Pochodnia w mroku, jeśli nawet nie lepszy. 


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat

Zobacz więcej >

Aby żyć w naturze, z naturą, musimy okiełznać naturę w nas samych

Trzy historie. Trzy różne płaszczyzny czasowe: Wielka Brytania w roku 1852, USA w 2007, a także Chiny w 2098. Trzy historie, które jednak łączą się w jedną, spójną opowieść.

Połowa XIX wieku. W małym brytyjskim miasteczku William odnajduje nowe natchnienie w życiu. Marzył o karierze naukowca przyrodnika, jednak los chciał inaczej. Teraz pragnie zbudować ul, który ułatwiłby życie zarówno pszczołom, jak i pszczelarzom, a jemu i jego potomkom przyniósł zaszczyt i sławę.

Początek XXI wieku. Rodzina Georga od pokoleń trudni się pszczelarstwem. Mężczyzna chce rozwijać swoją farmę, aby w przyszłości przekazać ją jedynemu synowi, choć ten nie wykazuje zainteresowania zawodem pszczelarza. Na świecie jednak zaczyna się źle dziać, krążą pogłoski o tajemniczej śmierci setek tysięcy owadów.

Prawie sto lat później pod koniec XXI ludzkość cierpi głód. W świecie, w którym pszczoły wyginęły, a każda para rąk jest na wagę złota, żyje Tao. Każdego dnia ręcznie zapyla drzewa owocowe, które są podstawą gospodarki Chin. Kobieta marzy tylko o tym, aby zapewnić swojemu synkowi lepsze życie.

Historia pszczół chodziła za mną już od dłuższego czasu. Miałam wrażenie, że wszędzie wiedzę tę książkę, zbierała ona same pozytywne opinie i wszyscy mi ją polecali. Długo wahałam się, czy sięgnąć po tę powieść. Zazwyczaj nie czytam książek tego typu, jednak należę do osób, które pragną próbować nowych rzeczy i poszerzać swoje zainteresowania. Z tego powodu uznałam, że wydanie tej książki w nowej okładce jest idealnym momentem, żeby dać jej w końcu szansę.

Historia pszczół nie porwała mnie od pierwszych stron, ale muszę przyznać, że podświadomie się tego spodziewałam. Na pewno nie jest to książka z wartką akcją, która wprawia w osłupienie jej nagłymi zwrotami. To kompletnie inne klimaty, do których ja nie jestem całkowicie przyzwyczajona. Rzadko sięgam po książki tak stonowane i toczące się w zrównoważonym tempie, dlatego na początku ciężko mi się było przestawić. Musiałam często odkładać książkę i robić sobie przerwy, by wrócić do niej dopiero za jakiś czas. Z tego powodu czytałam ją bardzo długo. Czy żałuję? Nie, ponieważ choć Historia pszczół różni się od książek, które zazwyczaj czytam pod wieloma względami, to ma równie wiele do zaoferowania.

Akcja książki rozgrywa się w trzech, pozornie niczym niezwiązanych ze sobą płaszczyznach czasowych. Nicią, która splata je ze sobą i to wyraźnie od samego początku są pszczoły. Pszczoły, choć odgrywają w tej historii ważną rolę, to jednak nie dominują jej całkowicie i nie przywłaszczają sobie całej uwagi. W moim odczuciu jest to bardziej historia o ludziach związanych blisko z pszczołami. Autorka zwraca uwagę na relacje panujące w rodzinie w trzech różnych epokach oraz jak nasze wychowanie i więzi rodzinne wpływają na sposób postrzegania środowiska.

Historia pszczół nie jest książką, która coś zmieniła w moim życiu, nie sprawiła, że inaczej patrzę na świat. Pozwoliła mi jednak na chwilę i to dość długą chwilę odpoczynku. Jej spokój i wolny, stonowany rytm pozwoliły mi się wyciszyć i odpłynąć myślami. Historia pszczół nie jest książką, którą czyta się dla rozrywki, a raczej powieścią, która pozwala czytelnikowi się odprężyć. Nie mogę powiedzieć, że jest to nudna powieść, choć zdarzały się momenty, w których traciłam zainteresowanie, to jednak uważam, że Historia pszczół jest ciekawą i wartą uwagi książką. Trzeba przeczytać ją jednak w odpowiednim momencie, podejść do niej z cierpliwością i pozwolić toczyć się historii własnym tempem.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

Zobacz więcej >

Każdy kiedyś opada na dno

Zander ma 16 lat i nie do końca radzi sobie z życiem. Najchętniej przebywa we własnej głowie, gdzie czuje się najlepiej. Zagorzale wyrywa sobie włosy i marzy tylko o tym, aby wszyscy zostawili ją w spokoju. Jej rodzice jednak się z tym nie zgadzają, pragną dla niej czegoś innego. Właśnie dlatego zmuszają ją do opuszczenia dobrze znanego i bezpiecznego miejsca w celu udania się na obóz dla zaburzonych nastolatków. Zander nie ma pojęcia, dlaczego się tam znalazła, uważa, że nie pasuje do młodzieży, która zmaga się z naprawdę poważnymi problemami, takimi jak: anoreksja, bulimia czy patologiczne kłamstwo. Na Campie Padua nastolatkowie pod opieką wyspecjalizowanych opiekunów mają nauczyć się radzić sobie z własnymi zaburzeniami. Czy Zander zdecyduje się zawalczyć o lepszą codzienność?

Zacznę od tego, że nie spodziewałam się, że ta cieniutka książka zaskoczy mnie w tak pozytywny sposób. Postanowiłam sięgnąć po nią ze względu na opis, który jest nieco zagmatwany, ale zaciekawił mnie do tego stopnia, że zdecydowałam dać szansę tej książce. Muszę jednak przyznać, że i tak byłam jednak do niej sceptycznie nastawiona. Spodziewałam się lekkiego romansu młodzieżowego, a otrzymałam historię, która wyróżnia się pod wieloma względami na tle innych.

Akcja rozgrywa się w nietypowym dla mnie miejscu, bo w obozie dla trudnej młodzieży. Nie przypominam sobie, żebym czytała jakąkolwiek książkę, której wydarzenia rozgrywały się na obozie, a co dopiero z zaburzonymi nastolatkami w roli bohaterów. W powieści widać przez to wyraźny kontrast pomiędzy otoczeniem, w jakim przebywają bohaterowie, a problemami, z jakimi muszą się zmagać. Autorka podeszła do tematu bardzo oryginalnie, pragnęła pokazać, że młodzież podobnie jak i dorośli musi mierzyć się z poważnymi problemami.

Rebekah Crane bardzo dobrze poradziła sobie z kreacją bohaterów. Stworzyła postacie głębokie i niezwykle dojrzałe jak na swój wiek. Każdy z bohaterów musi radzić sobie z innym zaburzeniem i choć na początku nie wiemy o nich nic ponadto, to jednak skutecznie rozbudza to naszą ciekawość i sprawia, że z jeszcze większym zaangażowaniem chcemy zagłębić się w ich losy. Okazuje się, że pod przeróżnymi maskami ukrywają się osoby doświadczone przez los, pełne cierpienia i niezrozumienia.

Książka jest bardzo krótka, gdyż ma mniej niż trzysta stron. Styl autorki jest lekki i przystępny, przez co powieść czyta się bardzo szybko. Są w niej poruszane tematy, przez które można ją po części uznać za powieść psychologiczną, jednak została napisana w taki sposób, że podczas czytania się tego nie odczuwa. Nie brak jednak w tej książce uczuć i silnych emocji, których przez całą historię mamy pod dostatkiem.

Jak pokochać freaka to jednocześnie lekka i przyjemna, ale poruszająca ważne tematy powieść. Choć jest krótka, to jednak zawiera w sobie treść o wiele bardziej wartościową, niż znajdziemy w niejednej bardziej rozbudowanej powieści. Nie dajcie się zwieść okładce, która według mnie jest bez wyrazu i w najmniejszym stopniu nie pokazuje nawet zalążka tego, co znajduje się wewnątrz. Jeżeli szukacie ciekawej młodzieżówki, która umili wam czas, a jednocześnie ma do zaoferowania więcej niż tylko kolejny romans między nastolatkami, to Jak pokochać freaka idealnie sprawdzi się w tej roli.  


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria 

Zobacz więcej >

Nadziei nie da się ujarzmić regułami ani wcisnąć pod but przykrych doświadczeń

Od dwudziestu pięciu lat nieprzerwanie trwa wojna między królestwami Arden i Fellsmarch. Władca Ardenu Gerard jest gotowy zrobić wszystko, aby podbić cały kontynent i zniewolić swoich przeciwników oraz uleczyć zranioną dumę. Ma pełno wrogów, a pośród nich dwójkę osób, których uczucia zranił za bardzo. Adrian sul'Han jest synem Wielkiego Maga i królowej Fells, marzy o tym, aby zostać uzdrowicielem i móc pomagać ludziom. Jednego dnia świat wali mu się na głowę, chłopiec przepełniony poczuciem winy i żalem ucieka, aby zgłębić nie tylko tajemnice magii i uzdrawiania, ale doskonali również znajomość trucizn. Pragnie dokonać zemsty na człowieku, który od lat zagraża jego rodzinie. Jenna ma na karku tajemnicze znamię. Od dziecka była zmuszana do niewolniczej pracy w kopalniach w Delphi. Wszystko zmieniło się podczas wizyty władcy, kiedy jej przyjaciele zostali zamordowani na jej oczach, a ona również rzekomo straciła życie. Dziewczyna przyłącza się do tajnej organizacji i zaczyna toczyć własną wojnę. Losy tej dwójki splatają się na ardeńskim dworze, gdzie nic nie jest takie, jakim się wydaje.

Zaklinacz ognia jest pierwszym tomem serii Starcie Królestw, której fabuła rozgrywa się w tym samym świecie, co seria Siedem Królestw tej samej autorki i jest jej kontynuacją. Akcja rozpoczyna się dwadzieścia pięć lat po wydarzeniach opisanych w ostatnim tomie serii, której głównymi bohaterami byli rodzice Asha. Siedem Królestw jest jedną z moich ulubionych serii z gatunku high fantasy. Były to jedne z pierwszych książek, po które sięgnęłam, kiedy rozpoczęłam przygodę z czytaniem, dlatego mam do nich ogromny sentyment. Kiedy dowiedziałam się, że autorka stworzyła nową historię w tym samym świecie, która w dodatku łączy się z poprzednią serią, byłam do niej bardzo sceptycznie nastawiona. Zakończenie Karmazynowej korony, czyli ostatniego tomu serii pozostawiło mnie pełną nadziei, że los bohaterów się odwróci, a oni, którzy tak wiele wycierpieli, będą mogli znaleźć szczęście. Cinda Williams Chima jednak postanowiła nagle zniszczyć ten obraz, uświadamiając czytelników, że wojna się nie skończyła, ale trwa już ćwierć wieku i cały czas zbiera krwawe żniwo.

Autorka nie traci czas na przydługi wstęp, tylko od razu wprowadza czytelnika w wykreowany przez siebie świat. Już na początku zadaje ogromny cios dwójce głównych bohaterów, który w momencie rozpoczęcia książki mają trzynaście i dwanaście lat. Cinda Williams Chima złamała również moje serce tym początkiem, nadal nie mogę uwierzyć, że zrobiła coś takiego i po prostu nie przyjmuję tego faktu do świadomości. Po kilku pierwszych rozdziałach mamy przeskok w czasie aż o cztery lata. Autorka ominęła bardzo dużo, jednak rozumiem, dlaczego to zrobiła. Zawiązała fabułę w momencie, który był przełomem dla bohaterów, a potem, aby przejść do właściwej akcji, kiedy są oni już starsi i doświadczeniu musiała pominąć te cztery lata, podczas których postacie zdobywały doświadczenie i zdążyły wydorośleć. Po tym przeskoku akcja zwalnia, a książka aż do samego końca prezentuje się bardzo nierówno. Na zmianę traciłam i odzyskiwałam zainteresowanie tą historią. Działo się coś ciekawego, akcja nabierała tempa, po czym zwalniała i zaczęła się ciągnąć aż do kolejnego ciekawego fragmentu.

Najważniejszymi bohaterami w tej historii są Ash i Jenna, jednak oprócz nich do grona głównych postaci można zaliczyć również Lilę, która uczęszczała do szkoły w Oden's Ford, tak samo, jak Ash oraz Destina, który jest synem ardeńskiego generała i dostaje od króla zadanie wytropienia Jenny. Ash jest oczywiście przystojny i niezwykle utalentowany. To niesamowity mag i uzdrowiciel, jakiego świat nie widział. Lilii nie brak brawury i odwagi, jest świetną aktorką i nie ma problemów z wodzeniem ludzi za nos. Destin to oddany podwładny króla, który obawia się nie tylko władcy, ale również swojego ojca. Jenna ma tajemniczy znak, jest wyjątkowa i posiada ukryte zdolności. Jest oczywiście niesamowicie odważna i sprzeciwia się tyranii. Każdy bohater jest inny i w pewnym sensie wyjątkowy, jednak o ile polubiłam Asha i Lilę, to Jenny i Destina po prostu nie trawię. Ich kreacja nie trafiła do mnie i z tego powodu ciężko czytało mi się skupione na nich rozdziały. W książce pojawia się także wątek romantyczny, który jest według mnie całkowicie nietrafiony i strasznie naciągany. Zawiązuje się on oczywiście pomiędzy Ashem i Jenną, którzy już po jednym dniu znajomości padają sobie w ramiona. Kompletnie tego nie czuję, według mnie ta dwójka nadaje się na przyjaciół, ale w żadnym wypadku na parę.

Zaklinacz ognia nie jest złą książką, jednak mnie, jako osobę, która czytała poprzednią serię tej autorki, bardzo rozczarował. Serię Siedem Królestw od tej oddzieliłam wielką krechą, staram się nie myśleć o tej powieści, jako o kontynuacji moich ukochanych książek, ale o całkiem nowej historii. Można ją oczywiście czytać bez znajomości poprzednich książek autorki, ponieważ oprócz powiązań między bohaterami tak naprawdę wszystko jest nowe. Nowe postacie, miejsca, istoty, moce i wiele innych. Widać wyraźnie, że jest to początek serii, wiele wątków pozostało nierozwiązanych i na pewno zostaną one rozwinięte w kolejnych tomach. Na pewno sięgnę po kontynuację tej serii, ponieważ uwielbiam ten świat i mam nadzieję, że autorce jeszcze uda się mnie zaskoczyć.

  
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte/Moondrive

Zobacz więcej >

Podróże w czasie

Gwendolyn Shepherd jest niewyróżniającą się niczym szesnastolatką. Przez całe życie żyła w cieniu swojej kuzynki Charlotte, która według samego Newtona odziedziczyła specjalny gen umożliwiający podróżowanie w czasie. Nastąpiła jednak wielka pomyłka, gdyż to nie Charlotte, ale Gwen odziedziczyła gen, który pozwala jej przenosić się w przeszłość. Dziewczyna odkrywa, że istnieje tajne bractwo, a ona nie jest jedynym podróżnikiem. Dziewczyna zostaje wysłana na misję w przeszłość, a jej partnerem zostaje tajemniczy i przystojny Gideon.

Czerwień rubinu jest pierwszym tomem Trylogii Czasu, która już kilka lat temu została wydana w Polsce przez Wydawnictwo Egmont. Po wyczerpaniu się nakładu nie nastąpił jednak żaden dodruk i z upływem czasu cała trylogia stała się białym krukiem, wszyscy chcieli ją przeczytać, jednak nie można było jej nigdzie kupić. Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Media Rodzina postanowiło uszczęśliwić czytelników wznowieniem tej trylogii. W dodatku zachowało piękne oryginalne okładki i twardą oprawę, dzięki czemu książka prezentuje się zjawiskowo.

Akcja powieści rozwija się powoli. Na początku zostajemy wprowadzeni w życie Gwen, poznajemy bohaterów i sytuację, w jakiej znalazła się dziewczyna. Gen, który odziedziczyła, sprawia, że w niekontrolowany sposób może przeskoczyć nagle do jakiegoś momentu w przeszłości. Aby to kontrolować i nie narażać swojego życia, musi codziennie za pomocą chronografu — specjalnej maszyny, która pozwala wybrać, do jakiego momentu w czasie można się przenieść, odbywać podróż w przeszłość. Dziewczyna zostaje wysłana na specjalną misję, jednak nie ma pojęcia, kto jest jej prawdziwym wrogiem. Już w prologu autorka wprowadza nam zalążek intrygi, która na pewno rozwinie się w kolejnych tomach. Pojawia się oczywiście wątek romantyczny, na szczęście nie przesłania on całej historii, a raczej ją dopełnia. Wszystko rozwija się na schemacie, jednak Kerstin Gier dodaje ciekawe i całkiem nowe elementy, które sprawiają, że książkę czyta się z zainteresowaniem.

Autorka według mnie dobrze nakreśliła bohaterów, jednak to nie zmienia faktu, że są oni bardzo stereotypowi. Kerstin Gier nie wykazała się oryginalnością, gdyż Gwen jest typową nastolatką, która, choć posiada jako takie poczucie humoru i specjalny gen, to jednak nie wyróżnia się osobowością na tle innych bohaterek. Czasami wręcz zachowuje się irracjonalnie i ciężko przez to zapałać do niej sympatią. Mamy jeszcze Gideona, który jest oczywiście najlepszy, najprzystojniejszy i niesamowicie inteligentny. Chłopak jest według mnie nijakim bohaterem, a nieustanne zachwyty Gwen nad jego osobą mogą naprawdę zirytować.

Czerwień rubinu to ciekawy początek trylogii, choć nie jest pozbawiony wad. Książka jest przede wszystkim nastawiona na rozrywkę i dobrą zabawę, dlatego nie spodziewajcie się szczególnie zawiłej i odkrywczej historii, która zwali Was z nóg. Powieść wciąga od pierwszych stron, bardzo dobrze bawiłam się podczas czytania i uważam, że przede wszystkim o to w niej chodzi. O czerpanie radości z czytania. Polecam ją osobom, które szukają lekkiej młodzieżówki, która umili Wam dzień i pozwoli skutecznie zabić czas.

  
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina
Zobacz więcej >

Tam, gdzie jest światło, zawsze musi być cień

Magizoolog Newt Skamander zakończył swoją podróż dookoła świata, której celem miało być znalezienie niezwykłych i rzadkich magicznych stworzeń. Jego pobyt w Nowym Jorku miał być krótką przerwą w podróży. Nagle ginie magiczna walizka czarodzieja, fantastyczne zwierzęta wydostają się na wolność i zaczynają grasować po mieście. Jest to jednak dopiero początek kłopotów.

Seria o Harrym Potterze zakończyła się już kilka lat temu, jednak uniwersum stworzone przez J.K. Rowling nadal żyje i nieustannie się rozwija. Kiedy pojawiła się informacja, że powstanie film, którego akcja będzie rozgrywać się przed wydarzeniami opisanymi w serii, a opowiadać będzie o przygodach Newta Scamandera, wszyscy wierni fani zareagowali na tę wiadomość z radością i podekscytowaniem. Na pewno nie zabrakło również sceptyków, ale ogólnie większość wydawała się zadowolona, że nastanie nowa era w historii czarodziejów. Ja również bardzo się cieszę, że J.K. Rowling rozbudowuje to uniwersum czy to za sprawą filmów czy sztuk teatralnych, które jednak potem pojawiają się na papierze w formie scenariusza.

Film Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć obejrzałam krótko po jego premierze. Nie jest to historia tak rozbudowana, jak Harry Potter, akcja rozgrywa się w bardzo krótkim czasie, nie poznajemy tak dobrze bohaterów, jednak wydaje się ona bardziej dojrzała. Bohaterowie są starsi, trochę już w życiu przeżyli i mają za sobą bagaż doświadczeń. Żałuję, że ta forma nie pozwala nam poznać ich bliżej i lepiej zrozumieć, jednak wynagradza to niesamowity klimat i oczywiście świat czarodziejów, gdyż przenosimy się nie tylko w czasie, ale również zmieniamy miejsce akcji, co pozwala nam spojrzeć na niego z nowej perspektywy. 

Wobec wydania tej książki nie można przejść obojętnie. Z zewnątrz prezentuje się ona zjawiskowo. Twarda oprawa, przepiękna grafika i złocenia, które ślicznie się mienią. W środku znajdziemy piękną zieloną wklejkę w gwiazdki. Całość dopełniają malutkie ilustracje i ozdobniki, które znajdziemy na kartach tej książki. Oprócz scenariusza, w książce zostały zawarte również informacje o obsadzie i ekipie, a także słowniczek terminów filmowych.

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz to przede wszystkim piękna książka, która powinna trafić na każdą półkę miłośnika uniwersum stworzonego przez J.K. Rowling. Żałuję, że nie jest to pełnowymiarowa powieść, jednak scenariusz nadal czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Ja już nie mogę się doczekać kontynuacji przygód Newta i mam nadzieję, że one również ukażą się w formie scenariusza.  

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina

Zobacz więcej >

Życie potrafi dokopać, ale dopóki żyjesz, masz szansę na szczęście



Tash jest prawdziwą fangirl, od kilku lat zakochaną w Lwie Tołstoju. Jak twierdzi, była to miłość od pierwszej linijki i właśnie dlatego dziewczyna razem ze swoją najlepszą przyjaciółką Jack postanowiła zająć się produkcją serialu internetowego Nieszczęśliwe rodziny, który jest współczesną adaptacją Anny Kareniny. Projekt od początku swojego istnienia nie cieszył się wielką popularnością, posiadał za to małe grono wiernych fanów. Wszystko zmieniło się z dnia na dzień, na kanale zaczęło przybywać subskrybentów, media społecznościowe oszalały, a serial został nominowany do ważnej nagrody. Wraz z rosnącą popularnością Tash zaczyna powoli poznawać samą siebie. Co okaże się dla niej ważniejsze? Sukces czy przyjaźń? Czy przyjaciele zdołają unieść ciężar sławy?

Ostatnio nie czytam wielu typowo obyczajowych powieści dla młodzieży. Zdarzy mi się od czasu do czasu po jakąś sięgnąć, jednak w porównaniu do fantasy czy science fiction w ogólnym rozrachunku jest ich bardzo mało. Kiedy usłyszałam o powieści Milion odsłon Tash, stwierdziłam, że ta książka to coś dla mnie. Jako osoba regularnie udzielająca się w internecie, może nie na kanale, ale na blogu uznałam, że będę mogła utożsamić się z główną bohaterką, a jej rozterki nie okażą się odrealnione czy wyolbrzymione. Czy mi się udało?

Fabuła powieści może sama w sobie nie wydaje się jakoś szczególnie skomplikowana, to jednak tworzy jedną spójną całość splecioną z wielu różnych wątków. To, co znajduje się w opisie, jest dopiero wierzchołkiem góry lodowej, ponieważ Kathryn Ormsbee na prawie trzystu pięćdziesięciu stronach zawarła bardzo różnorodną historię, która wciąga, bawi i zaskakuje. W książce oprócz głównego wątku, którym jest serial internetowy, pojawiają się takie tematy, jak przyjaźń, miłość, tęsknota za rodziną, wkraczanie w dorosłość, nie brak również choroby czy prób odnalezienia własnej tożsamości. Wbrew pozorom wszystko bardzo dobrze ze sobą współgra, a fabuła płynnie się rozwija.

Główna bohaterka Tash jest zakochana w Tołstoju, więc nic dziwnego, że przewija się on przez całą powieść pod różnymi postaciami. Muszę z żalem przyznać, że nie czytałam jeszcze żadnej powieści tego autora, jednak dzięki tej książce czuję się do tego skutecznie zmotywowana. Już od pierwszych stron polubiłam Tash, która jest zwykłą nastolatką, nie uczy się jakość szczególnie dobrze w przeciwieństwie do jej starszej siostry i raczej nie ma szans dostać się na wymarzoną uczelnię. Jest jednak bardzo kreatywna i pomysłowa, bo która nastoletnia dziewczyna może się pochwalić, że stworzyła serial internetowy. Równie szybko, co Tash zapałałam sympatią do dwójki jej najlepszych przyjaciół, czyli Jack i Paula. Nie można również zapomnieć o ekipie aktorów, którzy uczestniczyli w projekcie. To bardzo barwna gromadka, której członkowie różnią się od siebie, jednak potrafią postawić na profesjonalizm i świetnie razem współpracują. Uważam, że Kathryn Ormsbee bardzo dobrze spisała się z kreacją bohaterów, stworzyła ciekawe i różnorodne postacie, wobec których czytelnik nie pozostaje obojętny.

W książce pojawił się pewien wątek, który całkowicie mnie zaskoczył. Choć słyszałam co nieco na ten temat, to jednak nigdy nie spotkałam się z nim w książkach, a co dopiero w powieści młodzieżowej. Nie chcę zdradzać wprost, o co chodzi, ponieważ dla mnie było to miłe zaskoczenie, coś nowego i oryginalnego. Dlatego napiszę tylko, że wątek LGBT jest coraz częściej spotykany w książkach dla młodzieży i nierzadko to wokół niego kręci się cała akcja, ale z tym, co zaserwowała nam Kathryn Ormsbee, jeszcze się nie spotkałam.

Milion odsłon Tash to powieść, która wciągnęła mnie od pierwszych stron i pochłonęła na kilka godzin. Jestem naprawdę zauroczoną tą historią oraz bohaterami, którzy od razu podbili moje serce swoją kreatywnością i pomysłowością, wytrwałością w dążeniu do celu oraz lojalnością wobec przyjaciół. Książka pozytywnie mnie zaskoczyła, to bardzo przyjemna i lekka lektura, która skrywa w sobie więcej, niż można przypuszczać. Jeżeli szukacie powieści, która umili wam popołudnie, to Milion odsłon Tash idealnie sprawdzi się w tej roli.  



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte/Moondrive

Zobacz więcej >

Głosy w głowie

Niedaleka przyszłość, w której social media zawładnęły światem. Briddey Flannigan jest młodą pracowniczką wielkiej korporacji. Jej chłopak Trent, zamiast oświadczyć się ukochanej, proponuje jej przeprowadzenie specjalnego zabiegu dla par. EED umożliwia odbieranie uczuć i emocji partnera, dzięki czemu para może porozumiewać się bez słów i świetnie rozumie się nawzajem. Pomimo próśb i nalegań ze strony rodziny, Briddey zgadza się na zabieg z Trentem. Coś idzie jednak nie tak, ponieważ zamiast połączyć się ze swoim chłopakiem, dziewczyna zaczyna słyszeć myśli C.B., który jest jej kolegą z pracy. Jest to jednak dopiero początek jej kłopotów.

Przed sięgnięciem po powieść Connie Willis nie wiedziałam o niej za wiele. Opis mnie zaintrygował, podobnie jak piękna okładka, czytałam również kilka pozytywnych opinii na jej temat. W dodatku okazało się, że jednym z głównych wątków jest telepatia i to na niej skupia się w głównej mierze fabuła, a z racji tego, że ten temat znajduje się w obszarze moich zainteresowań, nie mogłam sobie odmówić sięgnięcia po Pojedynek na słowa.

Książka w moim odczuciu jest bardzo nierówna. Pierwsza połowa jest niesamowicie nudna, autorce nie udało się mnie zainteresować wydarzeniami. Przez prawie trzysta stron powielają się nieustannie te same wydarzenia, a mianowicie główna bohaterka zastanawia się, czy przeprowadzić zabieg, jej wścibska rodzina nieustannie ją nachodzi i jej to odradza, Briddey ciągle zaczepiają współpracownicy i tak w kółko. Kiedy w końcu bohaterka decyduje się na zabieg, wpadamy w kolejną pętlę. Briddey nie może połączyć się ze swoim chłopakiem, słyszy w głowie głos C.B. i nie chce dopuścić do siebie jego słów, ani wyjaśnień. Dopiero kiedy bohaterka przechodzi załamanie i zmienia swoje nastawienie, akcja zaczyna się rozkręcać. Druga połowa powieści jest o wiele lepsza od pierwszej, wydarzenia są bardziej różnorodne i zdecydowanie ciekawsze, bohaterka nie jest już tak irytująca, przez co książę czyta się o wiele szybciej i przyjemniej. 

Pierwsze skrzypce w tej historii gra Briddey, jednak równie ważnym bohaterem jest C.B. Muszę przyznać, że już na samym początku Briddey nie przypadła mi do gustu i nie polubiłam jej. To bardzo naiwna bohaterka, która narzeka nieustannie na swoją rodzinę, zamiast cieszyć się, że ją ma. Jest zaślepiona, nie potrafi dopuścić do siebie racjonalnych wyjaśnień, wierzy we wszystko swojemu chłopakowi i nie jest w stanie dostrzec, jaki jest naprawdę. Całkiem inaczej przedstawia się sprawa z C.B., gdyż jego polubiłam już od samego początku. To ekscentryczny i tajemniczy mężczyzna, który ma bardzo rozległą wiedzę, jest zabawny i inteligenty. Skrywa również pewien sekret, z powodu którego jest wycofany i wyobcowany.

Zakończenie jest według mnie satysfakcjonujące, gdyż bohaterka zmądrzała i przejrzała na oczy, udało się uratować wszystkich, którzy potrzebowali pomocy i wszystko dobrze się skończyło. Otrzymaliśmy odpowiedzi na dręczące nas pytania i muszę przyznać, że podoba mi się sposób, w jaki autorka postanowiła wytłumaczyć wątek telepatii. W nieco pokrętny i naukowy sposób jednak sprawiła, że to wszystko tworzyło sensowną całość. Do gustu przypadły mi również liczne nawiązania do historii, Irlandii oraz ciekawostki, które przewijały się przez tę powieść.

Pojedynek na słowa to książka, która pokazuje, jak ważna jest komunikacja, oraz że czasami jej nadmiar nie jest niczym dobrym. Historia miała naprawdę ogromny potencjał, jednak niestety autorka go nie wykorzystała. Pierwsza część książki mi się nie podobała, była słaba i nieciekawa, za to druga okazała się o wiele lepsza, interesująca i wciągająca. Polecam tę książkę głównie osobom zainteresowanym wątkiem telepatii oraz czytelnikom, którzy szukają lekkiej książki z gatunku science fiction, w której świat nie różni się jakoś szczególnie od naszego. Jeśli zdecydujecie się już sięgnąć po tę książkę, to nie zniechęcajcie się początkiem i doczytajcie do końca, a całkiem inaczej odbierzecie tę historię. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros


Zobacz więcej >

Nawet to, co wspaniałe, może drżeć ze strachu

Księżniczka Lia jest Pierwszą Córką Domu Morrighanów, królestwa bogatego w tradycje, obyczaje i opowieści o minionych czasach. Ma wyjść za mąż za księcia z obcego królestwa w celu zawarcia politycznego sojuszu, jednak w dniu swojego ślubu ucieka. Ucieka przed małżeństwem z nieznanym jej mężczyzną, przed obowiązkami i tradycjami, których nie może znieść. Lia razem ze swoją najlepszą przyjaciółką znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie pragnie rozpocząć nowe życie. Pewnego dnia w karczmie, w której pracuje, pojawia się dwóch tajemniczych mężczyzn, którzy od razu przyciągają uwagę dziewczyny. Lia jednak nie wie, że jeden z nich jest odtrąconym przez nią księciem, natomiast drugi to zabójca, który ma odebrać jej życie. Kiedy jednak poznają oni dziewczynę bliżej, przekonują się, że odbiega ona bardzo od ich wyobrażeń, a powierzone im zadania stają się o wiele trudniejsze do wykonania. Lia natomiast odkrywa, że nie może uciec od przeszłości i przeznaczenia, które się o nią upomina, a decyzja, którą musi podjąć, postawi na szali jej wolność i życie.

Powieść Mary E. Pearson, której tytuł w oryginale brzmi The Kiss of Deception, osiągnęła sukces za granicą i już od kilku lat miałam nadzieję, że któreś z polskich wydawnictw zdecyduje się wydać tę książkę u nas. Po bardzo długim czasie, długim, ponieważ została już wydana cała trylogia, która w Polsce nosi tytuł Kronik Ocalałych, w końcu doczekaliśmy się wydania jej pierwszego tomu. Od bardzo dawna chciałam zapoznać się z twórczością Mary E. Pearson i choć polska okładka bardzo mi się nie podoba, to nie mogłam sobie odmówić sięgnięcia po tę książkę.

W Fałszywym pocałunku została zastosowana narracja pierwszoosobowa i choć zazwyczaj za nią nie przepadam, to jednak idealnie pasuje ona do tej powieści. W książce pojawiają się rozdziały z perspektywy: Lii, Księcia, Zabójcy, Rafe'a oraz Kadena. Kim są Rafe i Kaden? To dwaj mężczyźni, którzy przybywają do wioski, aby obserwować Lię. Jak można się domyślić, jeden z nich jest księciem, a drugi zabójcą. Autorka jednak przez ponad połowę książki stara się wywieść czytelnika w pole, tak zręcznie tworzy dialogi i rozdziały z poszczególnych perspektyw, aby czytający nie miał pewności, który z mężczyzn przybył poznać Lię, a który ma zamiar ją zamordować. Muszę przyznać, że ja akurat szybko zorientowałam się, kto jest kim, ale oczywiście bardzo doceniam pomysł, który według mnie jest bardzo oryginalny. 

Książka ma ponad pięćset stron, jednak podczas czytania wcale się tego nie odczuwa, gdyż styl autorki jest lekki, a fabuła interesująca. Historia wciągnęła mnie już od pierwszych stron i choć jest według mnie przewidywalna, to nie przeszkadzało mi to w czerpaniu przyjemności z lektury. Na początku niektórych rozdziałów pojawiają się również krótkie fragmenty ze starych dzieł i dokumentów, które są bardzo tajemnicze, nie ma konkretnego schematu, w jakim są rozmieszczone i sądzę, że poznamy ich cel dopiero w kolejnych tomach. Jestem również bardzo miło zaskoczona bohaterami, a w szczególności Lią, która jest myślącą główną bohaterką, sprzeciwia się przygotowanej dla niej przyszłości, ma odwagę uciec i zacząć żyć jak zwykła dziewczyna. W książce pojawia się trójkąt miłosny, jednak na szczęście nie wysuwa się on na pierwszy plan i choć dziewczyna jest zauroczona dwójką bohaterów, to jednak bardzo szybko dokonuje wyboru pomiędzy nimi.

Fałszywy pocałunek pozytywnie mnie zaskoczył. Po tak wielu pochlebnych opiniach byłam dość sceptycznie nastawiona i obawiałam się, że książka nie dorówna moim oczekiwaniom. Mimo to jestem jednak nią oczarowana. To bardzo dobry początek trylogii, która na pewno jeszcze niejeden raz mnie zaskoczy. Mam nadzieję, że wydawnictwo nie będzie zwlekać z wydaniem kolejnych tomów, ponieważ zakończenie sprawiło, że jak najszybciej chciałabym się już zabrać za kontynuację. 

Zobacz więcej >
Zatracona w słowach © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka