Światu potrzebne są dobre serca

Quin, jej kuzyn Shinobu oraz przyjaciel John od dziecka marzyli o zostaniu Poszukiwaczami. Razem trenowali i dawali z siebie wszystko, by pewnego dnia móc złożyć swoje przysięgi i dołączyć do tego zaszczytnego grona. Bycie Poszukiwaczem to bowiem wielki honor, ale i odpowiedzialność, służba ludzkości, pomoc niesiona słabym i cierpiącym. Tak przynajmniej im się wydawało. W noc zaprzysiężenia Quin poznała prawdę. Całe jej życie zostało zbudowane na kłamstwie, gdyż nie szkoliła się na obrończynię, a na zabójczynię...

Na trylogię autorstwa Arwen Elys Daytom składają się trzy tomy: Poszukiwaczka, PodróżniczkaRozrywacz. Muszę przyznać, że po zapoznaniu się z opisem pierwszego tomu poczułam się naprawdę zaintrygowana. Zaczęłam przeglądać opinie na temat Poszukiwaczki, przeczytałam również kilka recenzji dwóch kolejnych części. Okazało się, że ta trylogia ma tak samo wielu zwolenników, jak i przeciwników, jedni są zachwyceni historią stworzoną przez autorkę, a inni wręcz przeciwnie uważają, że ją za słabą i niewartą uwagi. Postanowiłam, że sama wyrobię sobie na jej temat zdanie, dlatego zapoznałam się z Poszukiwaczką, a niedługo potem również z PodróżniczkąRozrywaczem.

Poszukiwaczka jest w głównej mierze wprowadzeniem do całej tej historii. Muszę przyznać, że na początku bardzo ciężko było mi się w nią wbić. Zapowiadało się naprawdę obiecującą, jednak początek został tak bardzo rozwleczony, że momentalnie poczułam się zniechęcona do dalszej lektury. Nie mam jednak w zwyczaju porzucać książki w połowie, dlatego przemogłam się i kontynuowałam czytanie. Nie żałuję swojej decyzji, ponieważ okazało się, że im dalej, tym lepiej. Akcja powoli nabiera tempa, poznajemy świat Poszukiwaczy i Obserwatorów, który jest o wiele bardziej interesujący, niż na początku przypuszczałam. Mamy w tej książce również do czynienia z przeskokiem w czasie, obserwujemy, jak bohaterowie dojrzewają i pozbywają się ostatnich śladów dziecinnej niewinności. Nie wszystkie wątki zawiązane na kartach tej książki zostają rozwiązane, ale nie ma się co dziwić, gdyż jest to pierwszy tom i autorka musiała zostawić sobie coś, do rozwinięcia w kolejnych częściach. Moim zdaniem Poszukiwaczka ma swoje mocne, ale i słabe strony, nie uważam, że była zła, jednak nie zachwyciła mnie również jakoś szczególnie.

Podróżniczka kontynuuje wątki zawiązane w poprzednim tomie. Pojawiają się dobrze znani z Poszukiwaczki bohaterowie, ale zostają wprowadzone również nowe postacie. Podobnie jak w przypadku poprzedniego tomu mamy do czynienia z narracją trzecioosobową, pojawiają się jednak nowe punkty wiedzenia, w tym perspektywa Catherine – matki Johna i Notta, dzięki której mamy okazję zajrzeć w przeszłość. Dzięki temu akcja w tej książce rozwija się dwutorowo, z jednej strony obserwujemy poprzednie pokolenie Poszukiwaczy, z drugiej mamy okazję śledzić poczynania ich dzieci, które pragną naprawić błędy z przeszłości. Na polu fabularnym Podróżniczka wypada więc o wiele lepiej niż Poszukiwaczka. Autorka porusza w swojej książce bardzo wiele tematów, jednak bardzo żałuję, że bardziej zagłębia się tylko w kilka z nich, a większości dotyka tylko powierzchownie. Podróżniczka okazała się o wiele bardziej interesująca niż Poszukiwaczka, dzieje się więcej, wydarzenia też są o wiele ciekawsze i choć książka nadal ma wady, to jednak kiedy przestanie się zwracać na nie uwagę, można naprawdę bardzo dobrze się przy niej bawić.

Rozrywacz to finał trylogii i nie ukrywam, miałam nadzieję, że autorka pokaże w końcu, na co ją stać. Poszukiwaczka była średnia, jednak Podróżniczka okazała się już o wiele lepsza, dlatego miałam nadzieję, że trzeci tom nie będzie gorszy, a autorce uda się sensownie zakończyć tę historię. Arwen Elys Dayton nie pozostawia w tym tomie miejsca na nudę, akcja w Rozrywaczu rozwija się dynamicznie, dzieje się tutaj bardzo wiele, bohaterowie nie mają wręcz chwili wytchnienia. O dziwo nie miałam tym razem żadnego problemu z zaangażowaniem się w tę historię, jak było w przypadku dwóch poprzednich tomów, o wiele bardziej przejmowałam się również losami bohaterów. Moją ulubioną postacią w tej trylogii jest zdecydowanie Quinn, dlatego z wielką przyjemnością obserwowałam, jak rozwijała się i dojrzewała na przestrzeni tych trzech tomów, więc nic dziwnego, że przez całą książkę jej kibicowałam i życzyłam jak najlepiej. Zakończenie Rozrywacza jakoś szczególnie mnie nie zaskoczyło, ale nie uważam tego za minus, gdyż jestem zadowolona z tego, jak autorka postanowiła zakończyć tę historię.

Trylogia Poszukiwaczka skierowana jest głównie do młodzieży, ale uważam, że również starszy czytelnik może znaleźć w niej coś dla siebie. Nie jest ona pozbawiona wad, ale nie brakuje również zalet, dlatego uważam, że wszystko całkiem dobrze się zrównoważyło. Jestem pozytywnie zaskoczona tymi książkami, nie wywarły one na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia, ale nie czuję również, że zmarnowałam czas na ich przeczytanie. Dobrze się bawiłam, śledząc perypetie Quinn oraz pozostałych bohaterów i zagłębiając się coraz bardziej w świat Poszukiwaczy i Obserwatorów. Jeżeli szukacie lekkiej i nieskomplikowanej trylogii fantasy na zabicie nudy, to książki Arwen Elys Dayton na pewno umilą wam wolny czas. Najważniejsze, aby nie zniechęcać się po pierwszym tomie, który jest najgorszym w tej trylogii zarówno pod względem fabularnym, jak i warsztatowym, a dać szansę dwóm kolejny, które prezentują się już o wiele lepiej.  


Za możliwość zapoznania się z tymi książkami dziękuję Wydawnictwu Uroboros
Zobacz więcej >

Słowa, które mówimy, tworzą cienie tego, co ma nadejść i wypowiadając je, pomagamy im się spełnić


Brytania za czasów Uthera Pendragona to miejsce, gdzie królują magiczne obrzędy i starzy bogowie, jednak coraz bardziej tracą przewagę dla rozprzestrzeniającego się na wyspie chrześcijaństwa. Na świecie zachodzą nieodwracalne zmiany widoczne w warstwie obyczajów i wartości, jakie narzuca wiara w jedynego Boga. Co stanie się z Brytanią? Czy pod wodzą Artura rozkwitnie w nowe, uporządkowane państwo zbudowane na chrześcijańskich dogmatach czy nadal pozostanie pogańską krainą, podsiąkniętą magią i mistycyzmem?

Mgły Avalonu to pierwszy tom tak zwanego Cyklu Avalońskiego, który jest uwspółcześnioną wersją legend arturiańskich. Przez długi czas książka była ciężko dostępna na polskim rynku, jednak dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka czytelnicy w końcu mogą się cieszyć jej pięknym wznowieniem. Po raz pierwszy o Mgłach Avalonu usłyszałam kilka lat temu i od razu wiedziałam, że jest to lektura idealna dla mnie. Jestem zafascynowana legendami arturiańskimi, czytam i oglądam wszystko w mniejszym lub większym stopniu powiązane z tym tematem. Zawsze jednak było mi jakoś nie po drodze z książką Marion Zimmer Bradley, dlatego jestem niesamowicie szczęśliwa, że w końcu udało mi się z nią zapoznać.

Marion Zimmer Bradley sięga po jeden z najczęściej wykorzystywanych zarówno w filmie, jak i literaturze tematów, czyli po legendy arturiańskie. Mogłoby się wydawać, że wszystko już zostało opowiedziane i to na każdy możliwy sposób, a jednak Marion Zimmer Bradley dowodzi, że to nieprawda. Miałam niedawno okazję zapoznać się z dwoma tomami Trylogii Arturiańskiej Bernarda Cornwella, więc tym bardziej widzę różnice, które dzielą opowiedzianą w nich historię z tą zaprezentowaną na kartach Mgieł Avalonu. Autorka nie skupiła się na Arturze czy Merlinie, o których słyszał z pewnością każdy, ale postanowiła dopuścić do głosu kobiety, które odegrały nie mniej znaczącą rolę w tej historii.

Mgły Avalonu to epicka historia fantasy mocno osadzona w historycznych realiach. Kobiety grają w niej zdecydowanie pierwsze skrzypce. Autorka wykreowała grono silnych bohaterek, które nie tylko uczestniczyły w kluczowych dla tej historii wydarzeniach, ale w niektórych przypadkach były również ich inicjatorkami. Na kartach tej książki poznajemy historię narodzin, rozkwitu i upadku królestwa Artura. Obserwujemy narastający konflikt religijno-kulturowy pomiędzy starą wiarą a sprowadzonym na wyspę chrześcijaństwem. Jesteśmy świadkiem walki o przetrwanie Avalonu, który pod naporem zmian i nowej religii zaczyna coraz bardziej oddalać się we mgłę.

Książka nie należy do najkrótszych, gdyż liczy sobie ponad tysiąc stron, a jej format również jest większy od standardowego. Wiele osób może więc poczuć się zniechęconych gabarytami tej książki, jednak zapewniam, że warto dać jej szansę. Wbrew pozorom historia wciąga od pierwszych stron i choć na początku myślałam, że będą ją czytać w nieskończoność, to zanim się obejrzałam już byłam po jej lekturze. Uważam, że Marion Zimmer Bradley ma niesamowity talent do snucia opowieści. Jej styl oczarował mnie od pierwszych stron, a połączenie go z ciekawą historią i magicznym klimatem sprawia, że przez tę książkę po prostu się płynie. Akcja nie gna w niej jednak w zawrotnym tempie, nie uświadczymy tu także zapierających dech w piersi scen bitewnych, a raczej będziemy mieli okazję obserwować domowe i codzienne życie bohaterów. Mimo to w żadnym razie nie uważam, że tak książka jest nudna, choć z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu.

Mgły Avalonu to powieść wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Nie mogę powiedzieć, że jest idealna, jednak to klasyk, po który powinien sięgnąć każdy miłośnik fantastyki. Jestem całkowicie oczarowana tą książką i mam nadzieję, że doczekamy się również wydania kolejnych tomów tego cyklu. Bardzo się cieszę, że wydawnictwo postanowiło wznowić tę książkę, w dodatku w pięknej oprawie graficznej i twardej okładce. Może nie należy ona do najtańszych, ale na pewno jest warta swojej ceny.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka
Zobacz więcej >

Radość i szczęście to garść piasku rozrzuconego na pustyni przemocy i przerażenia



Tristia to kraj przeżarty korupcją i intrygami. Idealistyczny Król Paelis drogo zapłacił za swoje śmiałe poczynania, które nie spodobały się samolubnym i zapatrzonym w siebie książętom pragnącym za wszelką cenę zachować jak największą władzę. Głowa władcy została zatknięta na żerdź, a Wielkie Płaszcze – wędrowni królewscy trybuni, który utrzymywali w Tristii pokój zostali napiętnowani jako zdrajcy. Zanim jednak Król wydał ostatnie tchnienie, wyznaczył swoim wiernym trybunom szczególne zadania. Falcio val Mond, Pierwszy Kantor Wielkich Płaszczy razem z pomocą innych trybunów Kesta i Brastiego wypełnił ostatnie powierzone mu przez Króla zadanie: odnalazł jego czaroity. Tak właściwie to odnalazł jeden z nich i w dodatku okazał się on czymś, a dokładniej kimś innym niż przypuszczał. Falcio nigdy nie miał łatwo, ale teraz musi zrobić wszystko, co w jego mocy, by ochronić czaroit przed wszystkimi, którzy chcieliby się go pozbyć.

Cień rycerza to drugi tom serii Wielkie Płaszcze. W zeszłym roku miałam okazję zapoznać się z Ostrzem zdrajcy, które mnie zachwyciło i oczarowało. Miałam jednak wrażenie, że jest to dopiero początek tej historii i wszytko jeszcze przed nami. Lektura Cienia rycerza tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Dopiero po przeczytaniu tego tomu widać, że ta seria jest o wiele bardziej rozbudowana, niż można by na początku przypuszczać. Zalicza się ją do gatunku fantasy, chociaż w tym tomie pojawia się również delikatny wątek kryminalny. Autor wykreował całkiem nowy świat, stylizowany po części na średniowiecze. Może nie ma w nim za dużo magii, ale nie uważam tego za jakiś wielki minus, choć wręcz uwielbiam, gdy w książkach fantasy pojawia się ciekawy system magiczny. W serii Wielki Płaszcze mamy za to bardzo emocjonujące i świetnie napisane sceny walki, co również zawsze bardzo sobie cenię.

Cień rycerza jest o wiele dłuższy niż Ostrze zdrajcy, gdyż liczy sobie ponad sześćset stron. Kiedy książka wpadła w moje ręce, byłam nieco zaskoczona jej długością, ale nie mniejsza była moja radość, gdyż niesamowicie stęskniłam się za tym światem i bohaterami, więc długie godziny spędzone w ich towarzystwie zapowiadały się obiecująco. Książka jest dłuższa, ale dzieje się również o wiele więcej niż w pierwszym tomie. Bohaterowie cały czas są w ruchu i dosłownie nie mają chwili wytchnienia. A to rzucają się w wir walki, a to zostają wciągnięci w kolejny spisek i do tego muszą jeszcze stawić czoła legendarnym zabójcom. Nie jest już tak jak w pierwszym tomie, kiedy wiedzieliśmy, że nic złego nie może się stać bohaterom, w Cieniu rycerza nieustannie są w niebezpieczeństwie i praktycznie w każdej chwili mogą stracić życie. Ten tom jest również o wiele brutalniejszy niż poprzedni, w którym niby też mieliśmy przemoc, ale nie było jej aż tyle i nie była aż tak dosadnie opisana.

Falcio val Mond nadal gra główne skrzypce w tej historii, choć sam nadal nie dopuszcza do siebie myśli, że jest kimś wyjątkowym. To niesamowicie prawy, honorowy i sprawiedliwy człowiek, który wierzy w swoje przekonania i robi wszystko, aby żyć z nimi w zgodzie. Życie jednak nigdy nie było i wciąż nie jest dla niego łaskawe. Różne okoliczności zmuszają go czasami do postąpienia wbrew sobie i kiedy to następuje, czytelnik wraz z nim odczuwa niesamowity smutek i ból z tego powodu. Towarzyszą mu oczywiście Kest i Brastii, którzy w tym tomie grają większą rolę niż w Ostrzu zdrajcy. Oni również mają swoje własne problemy, z którymi muszą się mierzyć. Do tej trójki dołączają w tym tomie dwie kobiety. Jedną z nich jest Valiana, którą mieliśmy już okazję poznać w Ostrzu zdrajcy. W Cieniu rycerza przechodzi ona całkowitą przemianę, a obserwowanie tego, jak stawia kolejne kroki w nowej roli, było moim zdaniem inspirujące. Z zagubionej dziewczyny, której cały świat legł w gruzach, zmienia się w młodą kobietę, która jest w stanie oddać życie za swoje przekonania. Drugą ważną bohaterką, która pojawia się w tej książce jest Darriana – świetnie wytrenowana, ale bardzo tajemnicza wojowniczka, która skrywa pewną tajemnicę.

Cień rycerza to świetna kontynuacja bardzo dobrego Ostrza zdrajcy i kolejny niesamowity tom w serii Wielkie Płaszcze. Sebastien de Castell wykreował grono niesamowitych bohaterów, których nie da się nie polubić, a także zawiązał niezwykle interesującą intrygę. Cień rycerza trzyma w napięciu do samego końca, który jest jeszcze bardziej emocjonujący niż w Ostrzu zdrajcy. Autorowi udało się mnie zaskoczyć nie raz i nie dwa, a praktycznie całą książkę czytałam, siedząc na krawędzi krzesła. Na wydanie Cienia rycerza czekaliśmy prawie rok, dlatego mam nadzieję, że Krew świętego i Tron tytana, czyli dwa kolejne tomy ukażą się o wiele wcześniej, bo już nie mogę się ich doczekać. Gorąco polecam tę książkę oraz serię osobom, którym niestraszne są walki na miecze i rapiery, spiski i dworskie intrygi.


Zobacz więcej >

Tajemnicze zaginięcie

Grudzień 1963 roku. Odcięta od świata niewielka wioska Skardale w północnej Anglii. To właśnie tam 13-letnia Alison Carter po powrocie ze szkoły wychodzi z psem na spacer i nigdy nie wraca. Intensywne poszukiwania w ciężkich warunkach pogodowych niestety nie przynoszą rezultatów. Choć ciało dziewczynki nie zostaje znalezione, to jednak odkryte ślady wskazują na brutalne morderstwo. Dla młodego inspektora George'a Bennetta to pierwsza tak ważna i trudna sprawa w jego karierze. Śledztwa nie ułatwiają wrogo nastawieni do obcych mieszkańcy wioski, świadomi, że sprawcą musiał być ktoś z nich...

Po ponad trzydziestu latach niezwykle ambitna dziennikarka Catherine Heathcote ponownie wyciąga sprawę Alison na światło dzienne. Zafascynowana wydarzeniami sprzed lat, które miały również wpływ na jej życie, nawiązuje kontakt z Bennettem i wyrusza do Scardale, by ponownie przyjrzeć się tej niezwykle tajemniczej sprawie. Nagle pojawiają się nowe, szokujące informację. Dramat, który się wtedy rozegrał, mógł być czymś o wiele gorszym, niż wszystkim się wtedy wydawało.

Miejsce egzekucji to książka, która od wielu lat znajduje się na listach najważniejszych kryminałów w historii literatury. Po raz pierwszy ukazała się ona w 1999 roku, kiedy to zrobiła niemałą furorę, podbijając listy bestsellerów, zdobywając liczne nagrody oraz ciesząc się uznaniem krytyków. Po ponad dwudziestu latach książka w końcu doczekała się premiery w Polsce. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie słyszałam o tej autorce ani o tej powieści. Opis bardzo mnie zainteresował, a że od bardzo dawna nie miałam okazji sięgnąć po jakiś ciekawy kryminał, postanowiłam, że dam tej książce szansę.

W Miejscu egzekucji obserwujemy działania policji, która pragnie odkryć, co stało się z Alison Carter. Śledztwo prowadzi młody, ale niezwykle uczciwy i sprawiedliwy inspektor George Bennett, któremu towarzyszy nie mniej porządny Tommy Clough. Obaj są niezwykle zdeterminowani, by odkryć prawdę, tak bardzo angażują się w tę sprawę, że nie tylko spędza im ona sen z powiek, ale przysparza również wiele bólu. Śledztwo w tej książce nie rozwija się szczególnie szybko. Policja na początku nie ma praktycznie żadnego punku zaczepienia, później wcale nie jest lepiej, gdyż nadal kieruje się głównie poszlakami i domysłami. Ważne informacje pojawiają się stopniowo i trzeba trochę poczekać na jakiś większy przełom, ale to w żadnym razie nie sprawia, że ta książka jest nudna. Autorka świetnie poradziła sobie z wykreowaniem mrocznego klimatu małej angielskiej wsi, w który czytelnik z każdą kolejną stroną zagłębia się coraz bardziej i już po kilku rozdziałach całkowicie wpada w rytm tej powieści. 

Po ponad połowie książki akcja przenosi nas trzydzieści pięć lat w przyszłość. Poznajemy Catherine Heathcote, która w młodości usłyszała o sprawie Alison i nigdy o niej nie zapomniała. Postanowiła napisać książkę ukazującą całą prawdę o wydarzeniach, które miały miejsce w latach sześćdziesiątych. Choć ta część jest o wiele krótsza, to jednak jest również o wiele bardziej dynamiczna niż śledztwo prowadzone przez George'a. W tej części dowiadujemy się, co tak naprawdę wydarzyło się w Scardale w 1963 roku. Poznajemy prawdę, która okazuje się o wiele bardziej mroczna i bolesna niż można by przypuszczać. Ta część bardzo mocno skłania do refleksji nad ludzkim życiem, moralnością i sprawiedliwością. Pokazuje również jak bardzo i szybko zmienia się świat oraz że system, w którym żyjemy, nie jest idealny, ponieważ gdyby był, to tak tragiczne wydarzenia nie miałyby miejsca i nie mogłyby zniszczyć życia wielu osób. 

Miejsce egzekucji to wciągający, mroczny thriller psychologiczny i kryminał w jednym. Na pewno jest to książka, która jeszcze na długo pozostanie w mojej pamięci. Może nie jest ona szczególnie dynamiczna, ale na pewno intryguje, a momentami aż mrozi krew żyłach. Z podziękowań możemy się dowiedzieć, że autorka zrobiła szeroki research oraz sięgnęła po opinie ekspertów, aby jak najlepiej oddać realia tamtych czasów oraz aby jej książka wypadła jak najbardziej autentycznie. Uważam, że bardzo dobrze jej się to udało, gdyż książka tworzy jedną spójną i logiczną całość. Miejsce egzekucji należy już do klasyki gatunku, więc polecam ją wszystkim fanom kryminałów oraz thrillerów, ale także osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z literaturą tego typu. Ja z kolei mam zamiar w najbliższym czasie zapoznać się z miniserialem Place of Execution, który powstał na podstawie tej powieści.  


 Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc
Zobacz więcej >

Fałdka czasu

Ojciec Meg Murrey oraz jej młodszego brata Charlesa zaginął bez wieści podczas tajnej misji rządowej. Kiedy w jej domu w pewną ciemną i burzliwą noc pojawia się dziwna staruszka, Meg nie ma pojęcia, że jest to początek wielkiej przygody oraz walki przeciw mrocznym siłom. Dziewczyna razem z Charlesem oraz ich przyjacielem Calvinem O'Keffe wyrusza, aby odnaleźć zaginionego ojca i uratować świat.

Pułapka czasu to bardzo dobrze znana amerykańska powieść dla dzieci, którą Madeleine L'Engle zadebiutowała w 1962 roku. Rok później autorka otrzymała za nią medal Johna Newbery'ego, czyli kultową literacką nagrodę przyznawaną za książki dla dzieci. W Polsce po raz pierwszy książka ukazała się w 1998 roku pod tytułem Fałdka czasu. W ostatnim czasie znowu zaczęło być głośno o tej książce za sprawą filmu, który miał premierę w tym roku. Nie czytałam książki ani nie oglądałam filmu, a chciałam zapoznać się z tą historią i właśnie dlatego sięgnęłam po powieść graficzną.

Źródło

Pułapka czasu to ciekawa i bardzo przyjemna powieść graficzna. Historia może nie jest już tak odkrywcza, jak była ponad pięćdziesiąt lat temu, ale przez tak długi czas fantastyka dziecięca i młodzieżowa poszła bardzo do przodu. Niektóre motywy zostały wykorzystane już tak wiele razy, że  po prostu stały się schematyczne. W tej powieści główne skrzypce gra Meg, która nie radzi sobie za dobrze w szkole, jest nielubiana, rówieśnicy uważają, że jest brzydka i nie zadają się z nią. Dziewczynie brak pewności siebie i choć jest w gruncie rzeczy bardzo inteligentna, to nie potrafi uwierzyć w swoje możliwości. Oczywiście z czasem się to zmienia i pod wpływem przygód, które przeżywa, Meg zaczyna całkiem inaczej na siebie patrzeć. Dziewczynie towarzyszy jej młodszy brat Charles, który ma zaledwie kilka lat, ale jest nad wiek rozwinięty i czasami zachowuje się jak dorosły, co zazwyczaj wypada dość zabawnie. Jest jeszcze Calvin, który ma problemy rodzinne, ale od Meg i Charlesa otrzymuje wsparcie i przyjaźń. Razem wyruszają w bardzo daleką podróż, spotykają dziwne stworzenia i muszą stawić czoła złu. 

Źródło


Adaptacją książkowej wersji na powieść graficzną zajęła się Hope Larson – amerykańska ilustratorka, zajmująca się przede wszystkim tworzeniem komiksów. Jej ilustracje są dość proste, w iście kreskówkowym stylu, jednak według mnie bardzo dobrze oddają klimat całej historii. Nie są kolorowe, ale również nie są tylko czarno-białe, gdyż zostały wzbogacone o jasnoniebieskie cieniowanie. Warto wspomnieć także o jakości wydania tej powieści graficznej. Została ona wydana w miękkiej oprawie i choć zazwyczaj preferuję twarde okładki, to w tym wypadku nie mam powodów do narzekań. Powieść liczy sobie prawie czterysta stron, więc miękka okładka według mnie poprawia komfort czytania. Kartki nie są śliskie, co uważam za wielki plus, bo nie przepadam za śliskim papierem. Cena okładkowa również jest według mnie bardzo przystępna, gdyż czterdzieści złotych za tak wydaną powieść graficzną to moim zdaniem naprawdę niewiele. 

Źródło


Pułapka czasu to ciekawa historia, ale skierowana głównie do młodszych czytelników. Dobrze się przy niej bawiłam, jednak gdybym zapoznała się z tą historią, gdy byłam dzieckiem, na pewno bardziej by mi się ona spodobała. Nie mam raczej zamiaru sięgać po powieściowy pierwowzór, ponieważ, to co otrzymałam na kartach powieści graficznej, w zupełności mi wystarczy. 

  
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mamania
Zobacz więcej >
Zatracona w słowach © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka