Stwórz legendę!


Gus jest w rozsypce. Jego kariera nabiera tempa, mężczyzna wyrusza w kolejną trasę koncertową, jednak nie potrafi się tym cieszyć. Stracił część siebie. Połowa jego serca, jego humoru i kreatywności odeszła. Nie ma pojęcia jak normalnie funkcjonować. Czy uda mu się stanąć na nogi?

Promyczka przeczytałam ponad rok temu i choć niedługo potem została wydana kontynuacja, to jednak nie mogłam zebrać się i sięgnąć po Gusa. Słyszałam, że jest o wiele lepszy od pierwszego tomu, bardziej emocjonujący i wzruszający, jednak mimo to odkładałam w czasie lekturę tej książki. Pierwszy tom wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie, choć był po części zlepkiem wielu innych powieści z gatunku New Adult, to jednak trudno było nie pokochać bohaterów wykreowanych przez Kim Holden, a w szczególności Gusa, który był najlepszym przyjacielem Kate i wielokrotnie pojawiał się na kartach książki. W rezultacie doczekał się również swojej powieści, bo kontynuacja, jak można się domyślić po tytule, jest skupiona na jego postaci.

Akcja książki rozpoczyna się praktycznie od razu po zakończeniu Promyczka. Nie mamy tu wielkiego przeskoku w czasie, dlatego już na początku spotykamy Gusa pogrążonego w żalu, tak różnego od tego radosnego i roześmianego mężczyzny, którego mieliśmy okazję poznać w Promyczku. W książce została zastosowana narracja pierwszoosobowa, dzięki czemu mamy możliwość zajrzenia do głowy głównego bohaterka. Widzimy jego smutek, złość, rozpacz, wszystkie uczucia, których doświadcza, co sprawia, że równie mocno przeżywamy sytuację, w której się znalazł.

Książki Kim Holden nie są odkrywcze ani oryginalne, jednak mają coś w sobie, że z trudem można się od nich oderwać. Autorka w swoich powieściach porusza trudne tematy, takie jak choroba, utrata bliskiej osoby czy depresja, jednak przedstawia to przystępny, a zarazem bardzo angażujący sposób. Gus nie jest krótką powieścią, ale jego przeczytanie zajęło mi zaledwie kilka godzin. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autorka steruje czasem w swojej książce. Na początku każdego rozdziału mamy podaną datę, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że historia rozwija się za szybko, gdyż poszczególne wydarzenia dzieli określony odstęp czasu. Dzięki temu, Kim Holden może omijać niepotrzebne sceny i skupić się na tych, które mają znaczenie. Nie zabrakło w tej historii również kilku retrospekcji oraz wspomnieć z przeszłości Gusa, które wypełniły luki i w piękny sposób domknęły tę historię. 

Gus jest dobrą i emocjonującą kontynuacją świetnego Promyczka, jednak mi zdecydowanie bardziej do gustu przypadł pierwszy tom. Historia opowiedziana w Gusie nie różni się zbytnio od wielu innych romansów, które miałam okazję czytać. W Promyczku elementem, który wyróżniał ją na tle innych była zdecydowanie postać Kate, jednak w Gusie czegoś takiego mi zabrakło. Jest to piękna, chwytająca czytelnika za serce powieść o stracie i zagubieniu, ale przed nią było już wiele innych książek tego typu i na pewno równie wiele pojawi się jeszcze po niej.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni Internetowej Gandalf.com.pl

Zobacz więcej >

Mój początek wszystkiego


Czasami jedna noc może zmienić wszystko. Zrządzenie losu sprawia, że zmienisz swój stosunek do świata. Tak było ze mną. Jedna noc i jedna nieprzemyślana decyzja, która całkowicie odmieniła moje życie. Zaczyna się interesująco? Przygotujcie się, bo to dopiero początek i to pod wieloma względami.

Nie od zawsze budowałam zamki z książek. Dawniej do wznoszenia moich zachwycających budowli używałam pisaku, dekorowałam je kamykami i muszelkami, a nie zakładkami, jak to ma miejsce dzisiaj. Byłam dzieckiem, w którego wnętrzu mieściły się pokłady energii, nieustannie pchającej mnie na dwór bez względu czy świeciło słońce, padał deszcz lub temperatura spadała poniżej zera. Książki, choć kiedy je poznałam i opanowałam sztukę czytania oraz pisania wzbudzały moje zainteresowanie, to jednak bardzo szybko je utraciły na rzecz innych aktywności i umiejętności, które jak najszybciej chciałam poznać.

Nie ciągnęło mnie do czytania, a lektury szkolne skutecznie mnie do tego zniechęcały. Nie chodzi o to, że wszystkie lektury mi się nie podobały, bo znalazło się kilka, przy których bardzo dobrze się bawiłam, ale problem był w tym, że był to przymus, a to od razu odpychało mnie od czytania. W dodatku, kiedy trafiła się wyjątkowo nudna, jak na mój gust powieść po prostu się przy niej męczyłam albo zasypiałam. Zdecydowanie wolałam oglądać filmy, czasami nawet po kilkanaście razy, jeśli jakiś szczególnie mi się spodobał. Muszę jednak wspomnieć, że od dziecka uwielbiałam fantastyczne historie i to nadal się nie zmieniło. Nowe światy i magia zawsze mnie przyciągały, nieważne ile miałam lat. Pragnęłam oderwać się od rzeczywistości i skrycie marzyłam, że wkrótce nastąpi jakiś przełom w postaci listu z Hogwartu lub przejścia do Narnii w mojej szafie. Przełom nastąpił, ale całkiem inny niż się spodziewałam.

W grudniu tego roku miną już cztery lata od tej pamiętnej soboty, kiedy skończył się jeden etap mojego życia, a zaczął następny. Wróciłam późno do domu, byłam zmęczona, ale jednocześnie nie miałam ochoty na sen. W takim wypadku zawsze wytaczałam ciężką artylerię, czyli film. Przetrząsałam internet w poszukiwaniu czegoś ciekawego i ostatecznie mój wybór padł na Dary Anioła. Miasto Kości. Słyszałam już wcześniej o tym filmie, pamiętałam, jak kilka miesięcy wcześniej wszedł na ekrany kin i że moja przyjaciółka trochę o nim opowiadała. Wtedy nie zwróciłam na niego większej uwagi, ale tytuł zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłam spróbować. Obejrzałam. Wiem, że film został skrytykowany i to dość mocno, ale mi się podobał i to bardzo. Kiedy dobiegł już końca, zaczęłam przetrząsać internet w poszukiwaniu informacji na temat kontynuacji. Nie natknęłam się na taką, ale za to dowiedziałam się, że film powstał na podstawie serii książek, których pięć tomów ukazało się już w Polsce. Jak można się domyślić, jak najszybciej zaopatrzyłam się w pierwszy i zaczęłam czytać.

Przeczytałam pięć tomów Darów Anioła w zaledwie kilka dni. Nie pamiętam, jak siedziałam na lekcjach, ponieważ chciałam jak najszybciej wrócić do domu i skupić się na lekturze. To był dla mnie szok, a jeszcze większy nastąpił, kiedy skończyłam piąty tom, a następny jeszcze nie ukazał się w Polsce. Nie nadawałam się do niczego, ciągle rozmyślałam, jak przetrwać kilka miesięcy do ukazania się finałowego tomu i w końcu znalazłam rozwiązanie. Zaczęłam czytać Diabelskie maszyny, które zostały już w całości wydane w Polsce. To było błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie, ponieważ Mechaniczna Księżniczka złamała mi serce i zapewniła największego jak do tej pory czytelniczego kaca w moim życiu.  

Po przeczytaniu ośmiu książek zorientowałam się, że to mi nie wystarczy. Zrozumiałam, że chcę czytać dalej i więcej, pragnę poznawać nowych bohaterów, nowe historie, w których się zakocham i które mnie oczarują. Nie sądziłam, że moje nastawienie może tak szybko ulec zmianie i dlatego zawsze będę wdzięczna Cassandrze Clare za jej książki, które wciągnęły mnie do świata literatury. To był dla mnie początek, który doprowadził nie tylko do zmiany mojego życia, ale także mojej osoby. Choć dla mnie zmieniło się wszystko, to jednak dla moich rówieśników świat pozostał taki sam. Nadal nie czytali i nie mieli takiego zamiaru, dlatego właśnie założyłam bloga, aby dzielić się swoimi przemyśleniami i móc rozmawiać o książkach, z ludźmi, dla których znaczą one równie wiele co dla mnie.

Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z czytaniem. Nie wyobrażam sobie teraz mojego życia bez książek, nie mam pojęcia, jak spędzałabym wolny czas, gdybym kilka lat temu całkiem przypadkiem nie wciągnęła się w czytanie. Na pewno każdy z Was ma za sobą swoją historię, wydarzenie, które w jakiś sposób odmieniło wasze życie. Zachęcam Was do wzięcia udziału w konkursie, w którym do wygrania jest aż 100 egzemplarzy powieści Początek wszystkiego, której recenzja ukazała się już na blogu. Do podzielenia się swoim "początkiem wszystkiego" nominuję również: Karolinę z bloga In Bookland, Dominikę z bloga Zaczytana w fantastyce i nie tylko... oraz Izę z bloga Heavy Books. Dokładny regulamin tutaj. Przepraszam, że wstawiam tak późno i praktycznie nie ma już czasu, ale może komuś jeszcze uda się zmieścić w terminie, a jeśli nie, to i tak zachęcam do opisania swojej historii. 
Zobacz więcej >

Jeżeli tego słuchasz, to jest już za późno

Clay Jensen pewnego dnia po powrocie ze szkoły natrafia pod swoimi drzwiami na tajemniczą paczkę. Znajduje w niej trzynaście kaset, a na nich powody, które doprowadziły do śmierci jego koleżanki z klasy — Hannah. Dziewczyna popełniła samobójstwo, jednak przed śmiercią postanowiła podzielić się swoją historią z osobami, które wpłynęły na jej decyzję. Clay jest jednym z powodów i dowie się dlaczego, dopiero kiedy wysłucha nagrania. Chłopak przez całą noc wędruje po mieście, a za przewodnika służy mu głos Hannah. Doświadcza jej bólu, a jednocześnie poznaje okrutną prawdę o otaczających go ludziach. Jednocześnie dociera do niego, że nie da się cofnąć przeszłości, a Hannah, choć żywa na nagraniach nigdy już nie wróci.

Na temat Trzynastu powodów słyszałam bardzo wiele jeszcze na długo przed pojawieniem się informacji, że na podstawie książki powstanie serial. Niestety zawsze było mi z nią nie po drodze, dlatego dopiero teraz udało mi się po nią sięgnąć. Chciałam zapoznać się z powieścią przed rozpoczęciem oglądania serialu i na szczęście mi się to udało. Wychwyciłam kilka różnic pomiędzy książką a jej ekranizacją, jednak w tej recenzji skupię się na książkę, która wywołała we mnie mieszane uczucia.

Pomysł na powieść jest moim zdaniem bardzo oryginalny. Każde nagranie dotyczy kolejnej osoby z listy Hannah, porusza również inny ważny problem. Autor w swojej powieści pod lupę wziął tematy takie jak: depresja, odrzucenie przez rówieśników, plotki, molestowanie, czy gwałt. Książka ze względu na swoją tematykę nie powinna należeć do prostych oraz lekkich lektur i rzeczywiście nie należy, a przynajmniej nie do końca. Powieść Jaya Ashera jest jak na moje standardy bardzo krótka, gdyż ma mniej niż trzysta stron. Cała historia rozgrywa się w ciągu zaledwie jednej nocy. Clay nie jest jedynym narratorem tej powieści, gdyż kiedy słucha taśm, przekazuje pałeczkę Hannah. Dziewczyna snuje swoją opowieść, a Clay słucha i wędruje. Odwiedza miejsca, które są kluczowe dla historii i stara się postawić na miejscu swojej przyjaciółki. Chce ją zrozumieć, dowiedzieć się, co zrobił, co zrobili inni, że pchnęło ją to do odebrania sobie życia.

Hannah miała trzynaście powodów, jednak według mnie nie były one aż tak poważne, aby popełnić samobójstwo. Szczególnie że dziewczyna nie była sama, miała rodziców, którzy na pewno by jej pomogli, gdyby tylko im na to pozwoliła. Rozumiem, że to wszystko, czego doświadczyła, nałożyło się na siebie, jej problemy się nawarstwiły, a ona nie widziała innego rozwiązania, ale nadal nie była sama. Gdyby Hannah tylko zdobyła się na odwagę i zdecydowała się z kimś porozmawiać, ta historia mogłaby mieć całkiem inne zakończenie. Uważam jednak, że był to celowy zabieg autora, który chciał pokazać, że drobny gest, nawet próba podjęcia działania mogłaby zapobiec tragedii. W tej powieści można dopatrzyć się bardzo wielu sytuacji, które tylko mały krok dzielił od szczęśliwego zakończenia.

Trzynaście powodów to ciekawa i interesująca powieść, poruszająca ważny i aktualny temat, która skłania czytelnika do refleksji. Według mnie to lektura warta uwagi, która zwraca uwagę na codzienne sytuacje i małe gesty, które mogą bardzo wiele zmienić. To historia o samotności, wykluczeniu, o tym, jak łatwo można skrzywdzić drugiego człowieka, ale także jak proste jest wyciągnięcie pomocnej dłoni, które może zapobiec tragedii.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Rebis
Zobacz więcej >

Potwory w świetle dnia


Verity jest miastem, w którym najgorsze czyny rodzą prawdziwe potwory. Kate Harker pragnie być tak nieustraszona i bezwzględna jak jej ojciec, który rządzi północną stroną miasta, kontroluje potwory i każe ludziom płacić za swoją ochronę. August Flynn marzy jedynie o tym, aby być prawdziwym człowiekiem, tak dobrym i współczującym, jak jego ojciec, który broni niewinnych i sprawuje władzę nad południową stroną Verity. Sam jest jednak potworem, takim, który swoją muzyką może kraść dusze. August dostaje zadanie, aby obserwować Kate, która została właśnie wyrzucona ze swojej szóstej szkoły z internatem i wróciła do miasta, by tam dokończyć naukę. Stoją po przeciwnych stronach barykady, ale kiedy ktoś usilnie stara się ich zamordować, muszą połączyć siły i uciekać, aby ratować życia.

Victorii Schwab, która pisze również pod pseudonimem V. E. Schwab na swoim koncie ma już kilka powieści z gatunku fantasy. Jej najpopularniejsza książka, czyli Mroczniejszy odcień magii została w zeszłym roku wydana w naszym kraju. Nikt jednak na razie nie zainteresował się pierwszym tomem jej dylogii, który nosi tytuł This Savage Song. Na temat tej książki słyszałam i czytałam bardzo wiele, przyciągnął mnie do niej nie tylko opis, ale i pozytywne opinie, a po pierwszym tomie Odcieni magii miałam ochotę bliżej zapoznać się z twórczością tej autorki, dlatego zdecydowałam się sięgnąć po This Savage Song w oryginale.

Victoria Schwab już w Mroczniejszym odcieniu magii pokazała, że umie kreować niesamowite i fantastyczne światy, a w This Savage Song tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Stworzyła nową rzeczywistość, w której ludzie żyją w strachu, a potwory nie kryją się pod łóżkami, ale grasują po ulicach. Akcja książki rozgrywa się w Verity, ale to nie znaczy, że to jedno miasto jest centrum całego wszechświata i nic poza nim nie ma. Są również inne miasta i choć nie dowiedzieliśmy się do nich za wiele, to jednak uważam, że był to celowy zabieg autorki, która odsłoni przed nami więcej w kolejnym tomie. Victoria Schwab zadbała o każdy szczegół swojej powieści, wszystkie wątki splatają się ze sobą, tworząc spójną i sensowną całość. Nic nie dzieje się tutaj bez przyczyny, a bohaterowie podpierają swoje działania konkretnymi motywami.

Autorka w swojej książce stworzyła całą galerię bohaterów, jednak to Kate i August są w tej historii najważniejsi. Kate jest niezwykle silną postacią, pragnie udowodnić swojemu ojcu, który przez wiele lat ją odpychał, że jest go warta, że jest w stanie sprostać presji i udźwignąć brzemię, które spoczywa na nazwisku Harker. Z tego powodu odrzuciła dawną siebie, którą uznała za słabą i ze wszystkich sił starała się stać bezwzględna i zabójczą dziewczyną, godną miana dziedziczki swojego ojca. August natomiast jest potworem i to tym należącym do najrzadziej spotkanego gatunku. Przy pomocy swoich skrzypiec jest w stanie kraść dusze grzeszników, by następnie się nimi żywić. Chłopak nie chce tego robić, nie chce być potworem, pragnie być zwykłym człowiekiem, choć to oczywiście niemożliwe. Nie użala się nad sobą, ale jednocześnie nie chce się pogodzić z tym, kim jest. Pragnie być dobry i ogromnie cierpi, kiedy musi odebrać życie. Żadne z nich nie jest do końca dobre ani do końca złe. Kate nie zrobiła niczego złego, choć sama pcha siebie w ślady swojego ojca, za to August jest potworem, kreaturą, jednak pragnie być dobry.

Jeszcze zanim sięgnęłam po książkę, słyszałam, że nie ma w niej wątku romantycznego i to również był jeden z elementów, który mnie do niej przyciągnął. Teraz praktycznie w każdej książce z gatunku Young Adult romans odgrywa mniejszą, bądź większą rolę. Kiedy mamy parę głównych bohaterów możemy się spodziewać, że prędzej czy później się w sobie zakochają. Nic takiego nie dzieje się jednak w This Savage Song. Nadal trudno mi dokładnie określić, co tak naprawdę połączyło Kate i Augusta. Ich relacja rozwinęła się bardzo szybko, ze względu na okoliczności, w jakich się znaleźli. Na początku byli dla siebie tylko środkiem do udowodnienia rodzinom swojej wartości. Kilka krótkich momentów pokazało jednak, jak dobrze się rozumieją i jak wiele ich łączy. Mieli wiele sposobności, aby się rozdzielić, ale zostali i walczyli o siebie nawzajem, stali się w pewnym sensie przyjaciółmi i drużyną.

This Savage Song jest powieścią unikatową, nieco mroczną, która wciąga czytelnika od samego początku. Victoria Schwab stworzyła kolejną genialną historię, którą jestem całkowicie oczarowana. Zakończenie tej powieści jest zaskakujące i niesamowicie emocjonujące. Łapie czytelnika za serce i trzyma w napięciu do samego końca. Otwiera jednocześnie wiele możliwości na kontynuację, której już nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że ktoś zainteresuje się wydaniem tej książki w Polsce, ale jeżeli czujecie się na siłach, to gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę, pełną potworów i nietuzinkowych bohaterów, ponieważ mogę zagwarantować, że nie będziecie zawiedzeni.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Księgarni Megaksiażki.pl

Zobacz więcej >

To nie ich wina

W świecie objętym Kryzysem gruntownie przewartościowano system wymierzania kar. Do Kolca, czyli rodzinnego więzienia trafiają osoby z wyrokiem dziedzicznym. Ciąży na nich kara za niewykrytą wcześniej zbrodnię, którą popełnili ich przodkowie. Ant oraz jej młodszy brat Mattie trafili tam razem z przybranymi rodzicami. Odsiadują wyrok za przestępstwo, które popełnili i którego nie odpokutowali ich rodzice. Pewnego dnia w Kolcu wybucha bunt. Ant nie waha się skorzystać z tej okazji, w dodatku pragnie udowodnić, że nie można zamykać ludzi za zbrodnie, których nie popełnili.

Przed sięgnięciem po Winę Simona Mayo nie słyszałam o niej za wiele. Pojawiło się kilka recenzji, ale to wszystko. Nie powstał szał na tę książkę jak w przypadku wielu innych powieści z tego gatunku. Wielka szkoda, ponieważ Wina to z pewnością pozycja warta uwagi. Autor zadbał o to, aby czytelnik nie miał czasu na nudę. Okazuje się, że w dystopijnym świecie może wydarzyć się wszystko, a Simon Mayo nie marnuje czasu i od razu rzuca czytelnika w wir akcji. Przenosi nas do świata, gdzie można zginąć za coś, czego się nie zrobiło. Przemyślana i dobrze skonstruowana fabuła sprawia, że trudno jest jednoznacznie przewidzieć, jak zakończy się cała ta historia.

Simon Mayo stworzył galerię ciekawych i interesujących postaci, z których każdy ma swoją własną osobowość i wyróżnia się na tle innych. Na pierwszy plan wysuwa się jednak Ant razem ze swoim młodszym bratem. Ich postacie przez całą książkę ewoluują i rozwijają się głównie pod wpływem ciekawych dialogów, celów, które ich napędzają oraz towarzyszących im uczuciom. Bohaterowie nie są nieomylni, popełniają błędy, jednak potrafią wyciągnąć z nich wnioski i starają się na nich uczyć. Nie są wyidealizowani, przez co łatwo można się z nimi identyfikować.

Pomysł na książkę jest według mnie bardzo ciekawy i z pewnością daje do myślenia, jednak bardzo żałuję, że autor nie poświęcił więcej czasu na kreację otoczenia i panującego systemu. Zamiast tego swoją uwagę poświęcił przede wszystkim akcji i bohaterom. Nie jest to oczywiście minus, ale zabrakło mi tutaj więcej szczegółów, informacji o tym, jak dokładnie wygląda świat po Kryzysie, który wprowadził takie, a nie inne zmiany w sądownictwie i z pewnością również na innych płaszczyznach. Rzuca się w oczy brak bardziej rozbudowanych powiązań i relacji na temat tego, jak system wpływa na otoczenie. Dostajemy kilka szczątkowych informacji, jednak dla mnie to o wiele za mało.

Wina Simona Mayo to ciekawa jednotomowa młodzieżówka, która porusza ważny, choć dość oczywisty temat. Bardzo dobrze prezentuje na tle innych powieści dytopijnych, w których występuje bunt i walka z panującym systemem. Książka powinna przypaść do gustu fanom dystopii, ale także czytelnicy spragnieni dobrej rozrywki nie powinni czuć się rozczarowani po jej lekturze.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa
Zobacz więcej >
Zatracona w słowach © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka